27.08.2024, 02:03 ✶
Aż zamarł na jej słowa, to było tak oczywiste, a zarazem tak nieprawdopodobne. Podrapał się po głowie, próbując sobie przypomnieć czy wówczas ktoś wysunął taką teorię? Za nic nie mógł sobie przypomnieć.
- Wiesz, to wcale nie jest tak nieprawdopodobne - odezwał się cały czas rozmyślając nad tym, co prawda byłyby inne zapiski i odkrycia świadczące o brakach mumii lub ich wybrakowaniu, to jednak z drugiej strony od upadków państwa Inków nie dbano aż tak bardzo o religie, mugole narzucili dość znacznie jarzmo swojej religii, w imię której "wyzwalali" ziemie obecnego Peru.
- Wbrew pozorom mimo, że nie kontaktowali się ze sobą to wszystkie ważniejsze wydarzenia oscylują wokół księżyca i słońca - zgodził się z nią, ale w sumie nigdy nie poświęcał sabatom zbyt wielu myśli, dla niego to było coś co istniało od zawsze, było nie tyle częścią historii co codziennego życia w Anglii. Traktując je jako element życia nie skupiał się na nich podczas swoich przemysleń.
- Żeby znać religie trzeba by poświęcić dużo więcej czasu niż wykopaliska, sam znam ich kilka lecz raczej pobieżnie, niektóre z nich jednak aż się proszą o głębsze poznanie - uśmiechnął się wiedząc, że na świecie jest wiele rzeczy wartych uwagi, przez co czasami czuł się mocno rozpraszany i nie wiedział gdzie zwrócić się, aby odkrywać nowe rzeczy. Zazwyczaj to właśnie podczas prac nad wykopaliskami poznawał lokalną kulturę i próbował dowiedzieć się jak najwięcej o danym miejscu i jego historii.
- Jak tylko pół roku to byłbym szczęściarzem, zazwyczaj nie odpuszczają aż tak szybko i sprawa potrafi przylgnąć do kogoś aż do zakończenia kariery - a jak ktoś ma wybitnego pecha to może nawet służyć jako przestroga dla innych klątwołamaczy, jak Gustav Krótkonogi - westchnął z udawaną trwogą, że teraz mogłoby go czekać właśnie coś takiego, bycie obiektem żartów i kpiny ze strony innych. Choć po prawdzie to niezbyt by go to przejęło. - Och, czyli mogę liczyć na dochowanie tajemnicy magomedyczki? Bo wiesz, mam taką dziwną wysypkę na... stopach - zaczął mówić z poważnym tonem i jakby faktycznie zaraz miał zdjąć buty i pokazać swoje stopy, ale wybuchnął śmiechem oznajmiając, ze tylko żartował.
- Ale - zmarszczył brwi, może i sam nie był animagiem, jednak czytał o tym książkę. Kiedyś czuł przypływ zainteresowania tym tematem, jednak nigdy nie przekuł tego w czym. - Przecież animagowie zmieniają się cali w zwierzęta albo wcale nie zmieniają - wyraził swoje obiekcje co do tego w jaki sposób zmieniła swoje oczy, a może po prostu on nie wiedział wszystkiego o tych, którzy posiadali umiejętność zmiany w zwierzęta?
Odetchnął z ulgą, nie chciał wyjść na dziwaka, który gapi się jak szpak w gnat, ale skoro jej to nie przeszkadzało. Przez chwilę zupełnie zapomniał, że są w podziemnym grobowcu dawnej egipskiej królowej i powinien zabierać się za rozbrajanie pułapek i zdejmowanie klątw - ale przecież mówiła mu, że musi poczekać zanim zacznie działać dalej.
-Ty te... - chciał upewnić się, że Ginewra również lubi koty, on je wręcz kochał, można by rzec że ubóstwiał. Wychowywał się w otoczeniu kotów, od niemal zawsze miał ze sobą swojego kociego towarzysza, a jego rodzina prowadził azyl w Anglii dla tych czworonożnych zwierząt. Ale nie dane mu było powiedzieć cokolwiek, bo oto panna McGonagall wybrała sobie moment na to, aby potwierdzić swoje słowa i przemienić się w kota. - SŁODKI MERLINIE NA PATYKU - podniósł głos, bo zamiast siedzącej przed nim kobiety, miał teraz cudownego, pięknego kota (nie żeby w ludzkiej formie była brzydka). Całą siłą woli musiał się powstrzymać, żeby nie spróbować jej pogłaskać i próbować podrapać za uszkiem - bo przecież jak to tak widzieć kota i go nie pomiziać. Teraz już nie dbał o pozory i wpatrywał się w nią bez odrywania wzroku choćby na moment. Przyłożył dłonie do policzków w wyrazie zachwytu.
- Jakie piękne futerko, ten nosek i wibryski - skomentował, a raczej wyraził swoje myśli na głos. Ale czego spodziewać się po kimś kto wręcz ubóstwiał koty to były zwierzęta, które miały specjalne miejsce w jego sercu. Jeżeli wcześniej po prostu wgapiał się w Guinevere, tak teraz wgapiał się już z uwielbieniem.
- Wiesz, to wcale nie jest tak nieprawdopodobne - odezwał się cały czas rozmyślając nad tym, co prawda byłyby inne zapiski i odkrycia świadczące o brakach mumii lub ich wybrakowaniu, to jednak z drugiej strony od upadków państwa Inków nie dbano aż tak bardzo o religie, mugole narzucili dość znacznie jarzmo swojej religii, w imię której "wyzwalali" ziemie obecnego Peru.
- Wbrew pozorom mimo, że nie kontaktowali się ze sobą to wszystkie ważniejsze wydarzenia oscylują wokół księżyca i słońca - zgodził się z nią, ale w sumie nigdy nie poświęcał sabatom zbyt wielu myśli, dla niego to było coś co istniało od zawsze, było nie tyle częścią historii co codziennego życia w Anglii. Traktując je jako element życia nie skupiał się na nich podczas swoich przemysleń.
- Żeby znać religie trzeba by poświęcić dużo więcej czasu niż wykopaliska, sam znam ich kilka lecz raczej pobieżnie, niektóre z nich jednak aż się proszą o głębsze poznanie - uśmiechnął się wiedząc, że na świecie jest wiele rzeczy wartych uwagi, przez co czasami czuł się mocno rozpraszany i nie wiedział gdzie zwrócić się, aby odkrywać nowe rzeczy. Zazwyczaj to właśnie podczas prac nad wykopaliskami poznawał lokalną kulturę i próbował dowiedzieć się jak najwięcej o danym miejscu i jego historii.
- Jak tylko pół roku to byłbym szczęściarzem, zazwyczaj nie odpuszczają aż tak szybko i sprawa potrafi przylgnąć do kogoś aż do zakończenia kariery - a jak ktoś ma wybitnego pecha to może nawet służyć jako przestroga dla innych klątwołamaczy, jak Gustav Krótkonogi - westchnął z udawaną trwogą, że teraz mogłoby go czekać właśnie coś takiego, bycie obiektem żartów i kpiny ze strony innych. Choć po prawdzie to niezbyt by go to przejęło. - Och, czyli mogę liczyć na dochowanie tajemnicy magomedyczki? Bo wiesz, mam taką dziwną wysypkę na... stopach - zaczął mówić z poważnym tonem i jakby faktycznie zaraz miał zdjąć buty i pokazać swoje stopy, ale wybuchnął śmiechem oznajmiając, ze tylko żartował.
- Ale - zmarszczył brwi, może i sam nie był animagiem, jednak czytał o tym książkę. Kiedyś czuł przypływ zainteresowania tym tematem, jednak nigdy nie przekuł tego w czym. - Przecież animagowie zmieniają się cali w zwierzęta albo wcale nie zmieniają - wyraził swoje obiekcje co do tego w jaki sposób zmieniła swoje oczy, a może po prostu on nie wiedział wszystkiego o tych, którzy posiadali umiejętność zmiany w zwierzęta?
Odetchnął z ulgą, nie chciał wyjść na dziwaka, który gapi się jak szpak w gnat, ale skoro jej to nie przeszkadzało. Przez chwilę zupełnie zapomniał, że są w podziemnym grobowcu dawnej egipskiej królowej i powinien zabierać się za rozbrajanie pułapek i zdejmowanie klątw - ale przecież mówiła mu, że musi poczekać zanim zacznie działać dalej.
-Ty te... - chciał upewnić się, że Ginewra również lubi koty, on je wręcz kochał, można by rzec że ubóstwiał. Wychowywał się w otoczeniu kotów, od niemal zawsze miał ze sobą swojego kociego towarzysza, a jego rodzina prowadził azyl w Anglii dla tych czworonożnych zwierząt. Ale nie dane mu było powiedzieć cokolwiek, bo oto panna McGonagall wybrała sobie moment na to, aby potwierdzić swoje słowa i przemienić się w kota. - SŁODKI MERLINIE NA PATYKU - podniósł głos, bo zamiast siedzącej przed nim kobiety, miał teraz cudownego, pięknego kota (nie żeby w ludzkiej formie była brzydka). Całą siłą woli musiał się powstrzymać, żeby nie spróbować jej pogłaskać i próbować podrapać za uszkiem - bo przecież jak to tak widzieć kota i go nie pomiziać. Teraz już nie dbał o pozory i wpatrywał się w nią bez odrywania wzroku choćby na moment. Przyłożył dłonie do policzków w wyrazie zachwytu.
- Jakie piękne futerko, ten nosek i wibryski - skomentował, a raczej wyraził swoje myśli na głos. Ale czego spodziewać się po kimś kto wręcz ubóstwiał koty to były zwierzęta, które miały specjalne miejsce w jego sercu. Jeżeli wcześniej po prostu wgapiał się w Guinevere, tak teraz wgapiał się już z uwielbieniem.