14.01.2023, 21:47 ✶
Nikogo nie widział, albo raczej nie mógł nikogo dostrzec przed gryzący, wywołujący łzawienie i dławiący przy tym dym. Poza dźwiękiem pękającego od ognia drewna i podejrzanym hukaniem żaden inny nie wydobył się przez szaro-czerwoną ścianę. Dało to Nicholasowi jasno do zrozumienia, że nie będzie miał innego wyboru, jak tylko wskoczyć do tak zwanego przez mugoli piekła. Pot zbierał się już stopniowo na jego zdeterminowanej chęcią niesienia pomocy twarzy, a przyspieszone tętno jeszcze bardziej wzmacniało już i tak podwyższoną temperaturę jego ciała. Nie czuł jednak strachu, a przynajmniej nie dotarł on do jego świadomej części umysłu, bo gdzieś w duchu na pewno martwił się o swoje życie wiedząc, co zaraz zamierza zrobić.
Obiegł budynek kierując się do tylnego wejścia gdzie z trwogą zauważył, że drzwi były zablokowane z zewnątrz, skutecznie uniemożliwiając czyjąkolwiek ucieczkę z pułapki.
- Co za skur... - zaklął do siebie nie dowierzając, że ktoś byłby skłonny zachować się w tak bestialski sposób. Zdziwienie uległo wściekłości, a wymierzona w kierunku barykady różdżka zaświeciła na czerwono niczym cała sceneria, sugerując inkantowanie jakiejś formy destrukcyjnego zaklęcia. Gdyby ktoś zobaczył to z zewnątrz, zapewne móglby dojść do pochopnych wniosków, jakoby młody Figg był tutaj oprawcą. Światło z czubka różdżki szybko jednak zgasło, kiedy tylko do uszu bruneta dotarły nawoływania jakichś imion, całkowicie odciągając jego uwagę od zaklęcia. Nie był pewny do kogo należały owe imiona, zapewne gdyby nie odcięło go na chwilę podczas opowiadań babki zdołały skojarzyć fakty, ale mógł się domyślić że chodziło o mieszkańców płonącego budynku. Bardziej jednak jego uwaga skupiła się na osobie, do której ten głos należał, bo wydawał mu się podejrzanie dobrze znany. Nie tracąc czasu na ponowne obieganie budynku, przeteleportował się z powrotem naprzeciw frontowego wejścia, gdzie ku jego zdziwieniu rozpoznał walczącą z płonącymi drzwiami Brennę.
- Brenna? Co ty tu... zresztą, nieważne. Tył jest zabarykadowany od zewnątrz, mniej ognia, ale razem powinniśmy sobie poradzić tutaj. Co myślisz? - zaproponował, ale nie upierał się przy żadnym z tych dwóch rozwiązań. Najważniejszym było dostać się do środka, zabrać każdego, ktokolwiek tam się znajdował, a potem mógł bez problemu deportować wszystkich w bezpieczne miejsce. Plan ewakuacji miał już przygotowany i zamierzał się go trzymać, po drodze jedynie improwizować przy innych przeciwnościach. Wymierzył w drzwi i wystrzelił w ich kierunku strumień wody przy pomocy zaklęcia Aquamenti, licząc że to da im furtkę na dostanie się do środka.
Obiegł budynek kierując się do tylnego wejścia gdzie z trwogą zauważył, że drzwi były zablokowane z zewnątrz, skutecznie uniemożliwiając czyjąkolwiek ucieczkę z pułapki.
- Co za skur... - zaklął do siebie nie dowierzając, że ktoś byłby skłonny zachować się w tak bestialski sposób. Zdziwienie uległo wściekłości, a wymierzona w kierunku barykady różdżka zaświeciła na czerwono niczym cała sceneria, sugerując inkantowanie jakiejś formy destrukcyjnego zaklęcia. Gdyby ktoś zobaczył to z zewnątrz, zapewne móglby dojść do pochopnych wniosków, jakoby młody Figg był tutaj oprawcą. Światło z czubka różdżki szybko jednak zgasło, kiedy tylko do uszu bruneta dotarły nawoływania jakichś imion, całkowicie odciągając jego uwagę od zaklęcia. Nie był pewny do kogo należały owe imiona, zapewne gdyby nie odcięło go na chwilę podczas opowiadań babki zdołały skojarzyć fakty, ale mógł się domyślić że chodziło o mieszkańców płonącego budynku. Bardziej jednak jego uwaga skupiła się na osobie, do której ten głos należał, bo wydawał mu się podejrzanie dobrze znany. Nie tracąc czasu na ponowne obieganie budynku, przeteleportował się z powrotem naprzeciw frontowego wejścia, gdzie ku jego zdziwieniu rozpoznał walczącą z płonącymi drzwiami Brennę.
- Brenna? Co ty tu... zresztą, nieważne. Tył jest zabarykadowany od zewnątrz, mniej ognia, ale razem powinniśmy sobie poradzić tutaj. Co myślisz? - zaproponował, ale nie upierał się przy żadnym z tych dwóch rozwiązań. Najważniejszym było dostać się do środka, zabrać każdego, ktokolwiek tam się znajdował, a potem mógł bez problemu deportować wszystkich w bezpieczne miejsce. Plan ewakuacji miał już przygotowany i zamierzał się go trzymać, po drodze jedynie improwizować przy innych przeciwnościach. Wymierzył w drzwi i wystrzelił w ich kierunku strumień wody przy pomocy zaklęcia Aquamenti, licząc że to da im furtkę na dostanie się do środka.