28.08.2024, 08:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2024, 08:40 przez Brenna Longbottom.)
– No już, już – powiedziała Brenna, unosząc dłonie, w tym tę z różdżką, w uniwersalnym geście poddania, nawet nie próbując celować w Enzo i jego cenny płaszcz. Wprawdzie nie zamierzała rzucać chłoszczyć, bo średnio radziła sobie akurat z takimi zaklęciami gospodarskimi, ale święcie wierzyła, że dałaby radę transmutacją pozbyć się tego brudu!
Nieświadoma sprytnych, zupełnie niegryfońskich planów Remingtona odnośnie ucieczek, gdy ona miałaby toczyć przegraną bitwę, ruszyła wzdłuż brzegu. Trzymała się całkiem blisko wody, bo i jak tu wypatrzyć trytona w jeziorze w inny sposób, i utkwiła spojrzenie brązowych oczu w okolicach linii brzegu.
– Naprawdę? To może powinien spróbować z tymi twoimi Ślizgonami, co się przysięgają, że cię dorwą? – zasugerowała, i to nawet nie ironicznie, bo Enzo zdawał się tak pewny swego, że w pierwszej chwili pomyślała, że może i Bagshot by coś wskórał. Do wyleczenia się z takiej naiwności Brenna potrzebowała jeszcze trochę czasu, chociaż już i teraz przyszło jej do głowy zaraz, że może jednak lepiej nie: bo tylko Isaac skończyłby w tym jeziorze razem z Enzo… – Hm? No tak, chcą się spotkać w Hogsmeade, to znaczy będzie on, i Erik, i Millie, i Tommy, a jak Tommy, to pewnie też Geraldine, i mam tam do nich iść, i pewnie przyjdzie Mavelle, tak na dwie godziny, bo potem obiecałam się spotkać w herbaciarni z dziewczynami z mojego rocznika – wyrecytowała Brenna, a potem aż oderwała oczy od wody, pozbawionej jakichkolwiek trytonów w części przybrzeżnej, aby spojrzeć ze zdziwieniem na Enzo. – Hę? O czym ty mówisz? – zdumiała się szczerze, nie za bardzo rozumiejąc, o co chodzi. Znaczy się Susana z czwartego roku ogląda się za rybą? Czy ogląda się za Isaaciem…? A jak ogląda się za Isaaciem, to czemu Brenna miałaby na to uważać? Czy Susana była taka jak te dziewczyny, przed którymi trzeba było ratować na przykład Erika, bo chciał trzymać się z daleka, ale był za miły, by to powiedzieć?
Może za parę miesięcy skojarzyłaby, o co chodziło Enzo i prawdopodobnie wtedy wybuchłaby śmiechem – nigdy nawet przez sekundę nie pomyślała o podrywaniu Bagshota, i była święcie przekonana, że i on nie pomyślał o podrywaniu jej – ale w tej chwili było jeszcze gorzej.
Była tylko absolutna pustka w głowie na te insynuacje.
– Jaka ryba, ja nawet nie umiem łowić ryb?
Nieświadoma sprytnych, zupełnie niegryfońskich planów Remingtona odnośnie ucieczek, gdy ona miałaby toczyć przegraną bitwę, ruszyła wzdłuż brzegu. Trzymała się całkiem blisko wody, bo i jak tu wypatrzyć trytona w jeziorze w inny sposób, i utkwiła spojrzenie brązowych oczu w okolicach linii brzegu.
– Naprawdę? To może powinien spróbować z tymi twoimi Ślizgonami, co się przysięgają, że cię dorwą? – zasugerowała, i to nawet nie ironicznie, bo Enzo zdawał się tak pewny swego, że w pierwszej chwili pomyślała, że może i Bagshot by coś wskórał. Do wyleczenia się z takiej naiwności Brenna potrzebowała jeszcze trochę czasu, chociaż już i teraz przyszło jej do głowy zaraz, że może jednak lepiej nie: bo tylko Isaac skończyłby w tym jeziorze razem z Enzo… – Hm? No tak, chcą się spotkać w Hogsmeade, to znaczy będzie on, i Erik, i Millie, i Tommy, a jak Tommy, to pewnie też Geraldine, i mam tam do nich iść, i pewnie przyjdzie Mavelle, tak na dwie godziny, bo potem obiecałam się spotkać w herbaciarni z dziewczynami z mojego rocznika – wyrecytowała Brenna, a potem aż oderwała oczy od wody, pozbawionej jakichkolwiek trytonów w części przybrzeżnej, aby spojrzeć ze zdziwieniem na Enzo. – Hę? O czym ty mówisz? – zdumiała się szczerze, nie za bardzo rozumiejąc, o co chodzi. Znaczy się Susana z czwartego roku ogląda się za rybą? Czy ogląda się za Isaaciem…? A jak ogląda się za Isaaciem, to czemu Brenna miałaby na to uważać? Czy Susana była taka jak te dziewczyny, przed którymi trzeba było ratować na przykład Erika, bo chciał trzymać się z daleka, ale był za miły, by to powiedzieć?
Może za parę miesięcy skojarzyłaby, o co chodziło Enzo i prawdopodobnie wtedy wybuchłaby śmiechem – nigdy nawet przez sekundę nie pomyślała o podrywaniu Bagshota, i była święcie przekonana, że i on nie pomyślał o podrywaniu jej – ale w tej chwili było jeszcze gorzej.
Była tylko absolutna pustka w głowie na te insynuacje.
– Jaka ryba, ja nawet nie umiem łowić ryb?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.