28.08.2024, 18:56 ✶
Charliemu nie było łatwo, ale nie było też tragicznie, bo jego dobra pilnował nowy znajomy. Nie tylko pozwolił uwiesić się własnego ramienia, ale też wyprowadził z zadymionego, dusznego pubu na zewnątrz, gdzie Mulciber mógł odetchnąć świeżym powietrzem. Było mu to potrzebne, bo z każdym wdechem miejskiego, ciężkiego powietrza robiło mu się lżej na żołądku i mijało to nieprzyjemne uczucie, które sugerowało rychłe pozbycie się zalegających w nim cieczy. Charlie Mulciber nie miał pieniędzy, szkoda byłoby więc zwracać coś, za co w jakiejś mierze zapłacił.
Nie wiedział jeszcze, że w normalnych warunkach płaciłby też zdrowiem, gdy kolejnego dnia zatrucie organizmu dałoby o sobie znać. Nim jednak kolejny ranek nie nadszedł, nie zamierzał się tym przejmować, bo wiele skupienia wymagało stawianie jednej nogi za drugą. W pewnym momencie stało się to jakby łatwiejsze, lecz nie dociekał, czy była to wina magii, czy czegokolwiek innego. Musiał zmusić się do utrzymania pionu i zmuszeniu stóp do ruchu.
- Dz-dzięki. - Wymamrotał, gdy oparto go o ścianę, tuż po wspinaczce po schodach. Wsparcie muru pozwoliło mu nie przewrócić się, do tego tynk był tak przyjemnie chłodny... Charles pozwolił sobie na chwilę przytulenia do nowoodnalezionej rozkoszy. - To to mieszkanie? Zostawisz mnie tutaj?
Charles nie chciał być samotny. Dość miał samotności, którą przeżywał nie tyle przez ostatnie miesiące, co lata. Towarzyszami byli tylko członkowie rodziny i miał problem, by zawiązać głębszą relację z kimkolwiek. Rolph wydawał się odpowiednią osobą do męczenia swoją personą.
- Mhmmm… - Mruknął z zadowoleniem, rozglądając się po mieszkaniu, gdy zdołał już usiąść na kanapie. Rzeczywiście było czysto, a Charlie czystość uwielbiał. Nie skomentował pustki, bo skoro stało puste, nie musiało zawierać rodzinnych pamiątek Lestrange'ów. - Ładnie tutaj. Bardzo. - Chwalił, rozkładając się na sofie.
Nie wiedział jeszcze, że w normalnych warunkach płaciłby też zdrowiem, gdy kolejnego dnia zatrucie organizmu dałoby o sobie znać. Nim jednak kolejny ranek nie nadszedł, nie zamierzał się tym przejmować, bo wiele skupienia wymagało stawianie jednej nogi za drugą. W pewnym momencie stało się to jakby łatwiejsze, lecz nie dociekał, czy była to wina magii, czy czegokolwiek innego. Musiał zmusić się do utrzymania pionu i zmuszeniu stóp do ruchu.
- Dz-dzięki. - Wymamrotał, gdy oparto go o ścianę, tuż po wspinaczce po schodach. Wsparcie muru pozwoliło mu nie przewrócić się, do tego tynk był tak przyjemnie chłodny... Charles pozwolił sobie na chwilę przytulenia do nowoodnalezionej rozkoszy. - To to mieszkanie? Zostawisz mnie tutaj?
Charles nie chciał być samotny. Dość miał samotności, którą przeżywał nie tyle przez ostatnie miesiące, co lata. Towarzyszami byli tylko członkowie rodziny i miał problem, by zawiązać głębszą relację z kimkolwiek. Rolph wydawał się odpowiednią osobą do męczenia swoją personą.
- Mhmmm… - Mruknął z zadowoleniem, rozglądając się po mieszkaniu, gdy zdołał już usiąść na kanapie. Rzeczywiście było czysto, a Charlie czystość uwielbiał. Nie skomentował pustki, bo skoro stało puste, nie musiało zawierać rodzinnych pamiątek Lestrange'ów. - Ładnie tutaj. Bardzo. - Chwalił, rozkładając się na sofie.