28.08.2024, 21:05 ✶
- Tutaj jestem!
Dora wychyliła się zza rabatki, prawie się na tej trawie kładąc plecami, bo do tej pory siedziała sobie ze skrzyżowanymi nogami na ziemi i spryskiwała roślinę eliksirem na ślimaki i inne drobne stworzenia, które tylko czekały żeby zjeść wszystko, co sobie zasadziła tego lata.
Może i nie spodziewała się zobaczyć dzisiejszego dnia Cedrica, ale jego niezapowiedziana wizyta absolutnie jej nie przeszkadzała. Crawley chętnie spotykała się z ludźmi, tym bardziej że większość czasu i tak spędzała w Warowni i nigdzie się nie wybierała. Zaraz też z tej ziemi się poderwała, naprędce otrzepując spódnicę z resztek trawy, kiedy podskoczyła do Lupina i na powitanie wpadła na niego, zamykając w uścisku. Kiedy go jednak puściła, zaraz przyjrzała mu się z pełną uwagą, obdarzając go też jasnym, ciepłym uśmiechem. Po chwili trochę zelżał, a w spojrzenie wkradła się pewna podejrzliwość.
- Strasznie marnie wyglądasz - zawyrokowała po chwili zastanowienia. - Coś się stało? Źle się czujesz? - niby była ku temu możliwość, ale chyba gdyby się źle czuł to mama albo tata zaraz by mu coś podali z apteki, albo chociaż Cameron by mu coś powiedział, skoro obydwoje pracowali w szpitalu. Albo już nawet sam by pewnie coś wziął. Po chwili zastanawiania się nad wszystkimi możliwościami związanymi ze złym samopoczuciem wynikającym z problemów zdrowotnych, Dora odrzuciła tę opcję, koncentrując się się bardziej na problemach duszy. - Kiepski dzień? - zapytała wreszcie zmartwiona.
Dora wychyliła się zza rabatki, prawie się na tej trawie kładąc plecami, bo do tej pory siedziała sobie ze skrzyżowanymi nogami na ziemi i spryskiwała roślinę eliksirem na ślimaki i inne drobne stworzenia, które tylko czekały żeby zjeść wszystko, co sobie zasadziła tego lata.
Może i nie spodziewała się zobaczyć dzisiejszego dnia Cedrica, ale jego niezapowiedziana wizyta absolutnie jej nie przeszkadzała. Crawley chętnie spotykała się z ludźmi, tym bardziej że większość czasu i tak spędzała w Warowni i nigdzie się nie wybierała. Zaraz też z tej ziemi się poderwała, naprędce otrzepując spódnicę z resztek trawy, kiedy podskoczyła do Lupina i na powitanie wpadła na niego, zamykając w uścisku. Kiedy go jednak puściła, zaraz przyjrzała mu się z pełną uwagą, obdarzając go też jasnym, ciepłym uśmiechem. Po chwili trochę zelżał, a w spojrzenie wkradła się pewna podejrzliwość.
- Strasznie marnie wyglądasz - zawyrokowała po chwili zastanowienia. - Coś się stało? Źle się czujesz? - niby była ku temu możliwość, ale chyba gdyby się źle czuł to mama albo tata zaraz by mu coś podali z apteki, albo chociaż Cameron by mu coś powiedział, skoro obydwoje pracowali w szpitalu. Albo już nawet sam by pewnie coś wziął. Po chwili zastanawiania się nad wszystkimi możliwościami związanymi ze złym samopoczuciem wynikającym z problemów zdrowotnych, Dora odrzuciła tę opcję, koncentrując się się bardziej na problemach duszy. - Kiepski dzień? - zapytała wreszcie zmartwiona.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.