28.08.2024, 21:24 ✶
Zaprzestawszy rozglądania po pomieszczeniu, Charlie złożył głowę na oparciu tak, by było mu jak najwygodniej, a jednocześnie by nie zsunął się do pozycji horyzontalnej. Wzrok wlepił w biel sufitu, by świat przestał wirować. Było mu jeszcze odrobinę, parę odrobinek lepiej.
- Nie wystrój. - Uniósł dłoń, by podkreślić swoje zaprzeczenie, ta jednak szybko opadła z powrotem na kanapę obok niego. - Czysto. Czystość. Podoba mi się. Dom wuja jest... hm, zagracony i ciemny. - Wyjaśnił powoli, uściślając, na co zwrócił uwagę. Rzadko przebywał w tak sterylnych miejscach, ale te sprawiały, że czuł swojego rodzaju spokój. Ulgę, jakby nie musiał przejmować się żadną drobiną kurzu i żadnym ziarenkiem piasku na podłodze. Mógł tu mieszkać i odnaleźć spokój.
Charles nie ruszał się ze swojego miejsca. W pewnym momencie nawet przymknął oczy i zatopił się w miłym błogostanie. Jego myśli były zupełnie puste, po raz pierwszy od wielu, wielu dni nie myślał ani o zbliżającej się pracy, ani o problemach z wujem i ojcem, ani nawet o świeczkach, które zaczęły tę złą passę. Był odprężony, jego oddech zwolnił i byłby zasnął, ale Rodolphus wrócił ze szklanką wody. Chcąc nie chcąc, musiał ocknąć się i odebrać naczynie. Radził sobie sam, choć dłoń nieco mu drżała.
- Nie jestem. Kiedy byłem mały, mój brat testował na mnie swoje mikstury. - Podzielił się informacją i upił mały łyk wody. Zrobiło mu się lepiej, więc upił jeszcze jeden, większy. - Jeśli po tym nie umarłem, to nie umrę. Jaki masz eliksir? - Zapytał, podnosząc ciemne, nieobecne spojrzenie na swojego nowego ulubionego kolegę. - A może masz jeszcze whisky?
- Nie wystrój. - Uniósł dłoń, by podkreślić swoje zaprzeczenie, ta jednak szybko opadła z powrotem na kanapę obok niego. - Czysto. Czystość. Podoba mi się. Dom wuja jest... hm, zagracony i ciemny. - Wyjaśnił powoli, uściślając, na co zwrócił uwagę. Rzadko przebywał w tak sterylnych miejscach, ale te sprawiały, że czuł swojego rodzaju spokój. Ulgę, jakby nie musiał przejmować się żadną drobiną kurzu i żadnym ziarenkiem piasku na podłodze. Mógł tu mieszkać i odnaleźć spokój.
Charles nie ruszał się ze swojego miejsca. W pewnym momencie nawet przymknął oczy i zatopił się w miłym błogostanie. Jego myśli były zupełnie puste, po raz pierwszy od wielu, wielu dni nie myślał ani o zbliżającej się pracy, ani o problemach z wujem i ojcem, ani nawet o świeczkach, które zaczęły tę złą passę. Był odprężony, jego oddech zwolnił i byłby zasnął, ale Rodolphus wrócił ze szklanką wody. Chcąc nie chcąc, musiał ocknąć się i odebrać naczynie. Radził sobie sam, choć dłoń nieco mu drżała.
- Nie jestem. Kiedy byłem mały, mój brat testował na mnie swoje mikstury. - Podzielił się informacją i upił mały łyk wody. Zrobiło mu się lepiej, więc upił jeszcze jeden, większy. - Jeśli po tym nie umarłem, to nie umrę. Jaki masz eliksir? - Zapytał, podnosząc ciemne, nieobecne spojrzenie na swojego nowego ulubionego kolegę. - A może masz jeszcze whisky?