28.08.2024, 22:06 ✶
Co ona tu robiła, to było bardzo, ale to bardzo dobre pytanie. Takie, które z pewnością zadałaby jej Brenna i wtedy Menodora poczułaby się bardzo winna, ale kiedy połowicznie padło z ust Kelly'ego, dziewczyna tylko uśmiechnęła się odrobinę nerwowo, przestępując z nogi na nogę. Ona w sumie też zadawała sobie to pytanie, bo gdyby od razu poszła do domu, zamiast oglądać ładne rzeczy przez sklepowe witryny, to tego całego problemu by nie było. I jak ona potem się niby z tego wytłumaczy, jeśli nie uda się jej odzyskać portmonetki?
Crawley pochyliła się niemal odruchowo, bo jej pieniądze mogły właśnie uciekać, ale koledze się wszystko przez złodzieja posypało i teraz dookoła nich leżały gryzaki, szmaciaki i inne piłeczki. Ktoś jedną z nich kopnął i ta poturlała się wesoło po kostce brukowej. Dziewczyna wepchnęła gryzak do swojej własnej torby, szerokim ruchem zgarnęła resztę bambetli, a potem sięgnęła do piłeczki, przywołując ją do dłoni zaklęciem. Robiła to wszystko bardzo, bardzo szybko, bo nawet jeśli okropnie nie chciała, żeby Jessie sam biegł za tym złodziejem, to nie mogła przecież pozwolić żeby jego rzeczy zostały na chodniku i żeby ktoś je sobie przywłaszczył.
Jakaś jej część, ta bardzo malutka i bardzo cicha, buntowała się też przed faktem, że przyjaciel kazał jej tutaj zostać. To była jej zguba, ale też kiedy ktoś zwracał się do niej w ten sposób, czuła się trochę jakby ją lekceważył, a przecież nie była aż tak bezradna. Tylko troszkę nieuważna.
Złodziej biegł przez Pokątną, chociaż było to chyba trochę naciągane stwierdzenie. Próbował biec. Chyba trafili na jakieś godziny szczytu; sprzyjające pozbawieniu sakiewki, ale też utrudniające sprawne poruszanie się, gdyby ktoś go zauważył. Dlatego też przepychał się przez ludzi z pewnym trudem. Podobnie słabo szło Jessiemu, ale trzymał dobre tempo - wystarczające by nie tracić z oczu sylwetki rzezimieszka, ale niewystarczające by znacząco zmniejszyć dystans i faceta zatrzymać. Ich dwoje torowało jakoś drogę, jakby po ich przejściu tłum zorientował się, że coś było na rzeczy i w ślad za nimi biegła Dora, z nieco większą łatwością przemykając obok przechodniów, trzymając swoją torbę przed sobą i oczywiście drąc się na całe gardło.
- Złodziej, złodziej. Ukradł mi portmonetkę!
Crawley pochyliła się niemal odruchowo, bo jej pieniądze mogły właśnie uciekać, ale koledze się wszystko przez złodzieja posypało i teraz dookoła nich leżały gryzaki, szmaciaki i inne piłeczki. Ktoś jedną z nich kopnął i ta poturlała się wesoło po kostce brukowej. Dziewczyna wepchnęła gryzak do swojej własnej torby, szerokim ruchem zgarnęła resztę bambetli, a potem sięgnęła do piłeczki, przywołując ją do dłoni zaklęciem. Robiła to wszystko bardzo, bardzo szybko, bo nawet jeśli okropnie nie chciała, żeby Jessie sam biegł za tym złodziejem, to nie mogła przecież pozwolić żeby jego rzeczy zostały na chodniku i żeby ktoś je sobie przywłaszczył.
Jakaś jej część, ta bardzo malutka i bardzo cicha, buntowała się też przed faktem, że przyjaciel kazał jej tutaj zostać. To była jej zguba, ale też kiedy ktoś zwracał się do niej w ten sposób, czuła się trochę jakby ją lekceważył, a przecież nie była aż tak bezradna. Tylko troszkę nieuważna.
Złodziej biegł przez Pokątną, chociaż było to chyba trochę naciągane stwierdzenie. Próbował biec. Chyba trafili na jakieś godziny szczytu; sprzyjające pozbawieniu sakiewki, ale też utrudniające sprawne poruszanie się, gdyby ktoś go zauważył. Dlatego też przepychał się przez ludzi z pewnym trudem. Podobnie słabo szło Jessiemu, ale trzymał dobre tempo - wystarczające by nie tracić z oczu sylwetki rzezimieszka, ale niewystarczające by znacząco zmniejszyć dystans i faceta zatrzymać. Ich dwoje torowało jakoś drogę, jakby po ich przejściu tłum zorientował się, że coś było na rzeczy i w ślad za nimi biegła Dora, z nieco większą łatwością przemykając obok przechodniów, trzymając swoją torbę przed sobą i oczywiście drąc się na całe gardło.
- Złodziej, złodziej. Ukradł mi portmonetkę!
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.