28.08.2024, 23:04 ✶
Gdyby Atreus wiedział, jaką to rozmowę miał za sobą Anthony tego dnia, to pewnie by się z radością postanowił wypisać z życia, byle by tylko nie musieć się stawić u niego w mieszkaniu w odpowiedzi na nadesłany list. Bo przecież śmierć była chyba jedyną możliwością, która pozwoliłaby mu na zignorowanie tej nieszczęsnej korespondencji, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Ale Bulstrode nie wiedział - nikt go nie ostrzegł, a może Brenna powinna to zrobić, biorąc pod uwagę jak wielkim wysiłkiem musiała być dla Borgina ta rozmowa. Czasem jednak miał wrażenie, że Longbottom, mimo tych wszystkich lat natrętności i uwagi ze strony młodszego kolegi, w ogóle zdawała się nie pojmować stopnia uczucia, jakim była obdarzana. I czym może zaowocować jej jednoznaczne odrzucenie jego awansów.
- A w sumie, czemu nie. Daj coś dobrego - uśmiechnął się wesoło do Borgina, który trochę wyglądał jakby opił się właśnie szklanki soku cytrynowego, albo coś innego mu w życiu nie wyszło. Atreus szczeknął butelką ognistej, którą przyniósł ze sobą i teraz odstawił na stoliku, a potem sam zajął miejsce siedzące.
Przyjemnie było sobie posiedzieć w mieszkaniu kolegi, które było tylko jego, chociaż tak samo jak sam dostrzegał tego plusy, tak sam nigdy nie zdecydował się na własną nieruchomość. Nie musiał, w pełni zadowalając się mieszkaniem w rodowej kamienicy i ciesząc się z jej licznych udogodnień. Chociaż tak naprawdę chyba wszystko sprowadzało się do tego, że zwyczajnie nie miał wstydu, albo zostało w nim to troszkę zaszczepione. Matka hazardzistka robiła swoje, nawet jeśli kobieta zawsze wydawała się trzymać fason. Florence jednak nie raz, nie dwa, musiała albo wyganiać z ich posiadłości jakieś zostawione same sobie dziewczyny jej młodszego brata, albo znosić wygłupy jego i jego kolegów, na które wszyscy inni przymykali oko.
- Jak tam, ciężki dzień? Planujesz dla nas schlanie się do nieprzytomności i zapomnienie o wszystkich problemach? - zapytał lekko, nawet jeśli aż nazbyt dobrze widział podły humor Antosia i nawet nie musiał przy tym spoglądać na jego aurę. Za dobrze go znał, nie mówiąc już o tym co podpowiadała mu stojąca zbyt blisko na stoliku butelka, którą Borgin musiał zacząć opróżniać już sam. Ciekawe, cóż to takiego mogło popsuć mu humor.
- A w sumie, czemu nie. Daj coś dobrego - uśmiechnął się wesoło do Borgina, który trochę wyglądał jakby opił się właśnie szklanki soku cytrynowego, albo coś innego mu w życiu nie wyszło. Atreus szczeknął butelką ognistej, którą przyniósł ze sobą i teraz odstawił na stoliku, a potem sam zajął miejsce siedzące.
Przyjemnie było sobie posiedzieć w mieszkaniu kolegi, które było tylko jego, chociaż tak samo jak sam dostrzegał tego plusy, tak sam nigdy nie zdecydował się na własną nieruchomość. Nie musiał, w pełni zadowalając się mieszkaniem w rodowej kamienicy i ciesząc się z jej licznych udogodnień. Chociaż tak naprawdę chyba wszystko sprowadzało się do tego, że zwyczajnie nie miał wstydu, albo zostało w nim to troszkę zaszczepione. Matka hazardzistka robiła swoje, nawet jeśli kobieta zawsze wydawała się trzymać fason. Florence jednak nie raz, nie dwa, musiała albo wyganiać z ich posiadłości jakieś zostawione same sobie dziewczyny jej młodszego brata, albo znosić wygłupy jego i jego kolegów, na które wszyscy inni przymykali oko.
- Jak tam, ciężki dzień? Planujesz dla nas schlanie się do nieprzytomności i zapomnienie o wszystkich problemach? - zapytał lekko, nawet jeśli aż nazbyt dobrze widział podły humor Antosia i nawet nie musiał przy tym spoglądać na jego aurę. Za dobrze go znał, nie mówiąc już o tym co podpowiadała mu stojąca zbyt blisko na stoliku butelka, którą Borgin musiał zacząć opróżniać już sam. Ciekawe, cóż to takiego mogło popsuć mu humor.