28.08.2024, 23:42 ✶
Kiedy ty się zrobiłaś taka mądra?
Pomyślała, ale nie powiedziała. Patrzyła jedynie spod przymrużonych powiek na Brennę, nie chcąc przyznawać na głos, że poniekąd ma rację. Ten ciężar nie był czymś, za czym powinno się tęsknić, wręcz przeciwnie - powinna poczuć nieziemską ulgę. Z drugiej jednak strony całe życie nosiła to brzemię i nawykła już tak mocno, że jego brak doskwierał bardziej niż cokolwiek. Sprawiał, że nie czuła się lżejsza a wybrakowana.
Cząstka Eden chciała, aby ludzie się dowiedzieli, że ktoś znalazł sposób, aby po raz pierwszy w życiu poczuła się prawdziwie szczęśliwa. Organicznie szczęśliwa, a nie kosztem cudzego nieszczęścia. Niestety był to jedynek ułamek jestestwa Lestrange; lwia część obawiała się reperkusji prawdy wychodzącej na jaw. Widząc jej popłoch wiele osób pomyślałoby pewnie, że wstydzi się Alastora, ale nie mogliby być dalej od prawdy - wstydziła się przede wszystkim siebie i własnych czynów. Rzucenia w błoto trzydziestu lat misternego układania sobie życia na wzór ideału. Grania na dwa fronty za kulisami, gdy przed wszystkimi zgrywa świętą.
- Czerwony to wspaniały kolor, mój ulubiony - oświadczyła nonszalancko, acz niezbyt cynicznie. - Wiesz, czemu krew jest czerwona? To mój pomysł. - Pokiwała głową, przymykając oczy na znak potwierdzenia, że nie zmyśla. Była pijana nie na żarty, skoro jej to przez gardło przeszło i się nawet nie zaśmiała.
Co zrobiłaby, gdyby ubranie było produkcji mugoli? To zależy. Jeśli byłoby stylowe i trafiało w jej gusta, czemu miałaby go nie założyć? Z tego co widziała (a nie miała zbyt wielkiej próby statystycznej, bo się trzyma całe życie z dala od nich), mugole preferują ubieranie się w dziwaczne szmaty, ale zdarzają się jednostki, które wiedzą, jak się ubrać, by nie przypominać namiotu cyrkowego. Eden wcale nie była taka rasistowska, jaką ją malowano - czuła do nich niechęć, bo byli dziwni. Nie wiedziała, jak się przy nich zachować, bo na widok magii odbijało im tak, jakby miało ich zaraz piekło pochłonąć. Odstawiali szopki jak najgorsi wariaci, a potem trzeba było zawracać dupę amnezjatorom, żeby wymazali im pamięć i skończyli tę manianę.
W teorię czystości krwi też nie wierzyła, swoją drogą. Nigdy jej publicznie nie negowała, bo cały zamysł działał na jej korzyść, ale prawda była taka, że najwięcej podziurawionych psychicznie osób spotkała wśród czystokrwistych. Nie było się czym chełpić.
- Czym się martwisz? Dopiero co powiedziałaś, że dobrze się stanie, jeśli ją zgubię - wymądrzyła się, nadal będąc chętną do teleportacji. Jeśli Brenna chciała ją przekonać do pozostania tutaj, musiała użyć lepszych argumentów. Eden nie przejęła się zgubieniem korony i zanurkowała rękoma pod resztą poduszek, szukając różdżki zawzięcie.
- Z trojga złego wybieram piżamę Erika. Twój brat, w przeciwieństwie do ciebie, nie robi z siebie pośmiewiska w towarzystwie, więc to najbezpieczniejsza opcja - oznajmiła pośpiesznie, znad ramienia, bo nadal sądziła, że lepiej wrócić do domu, więc szukała zguby. Niemniej z każdą chwilą docierało do niej bardziej, że różdżki musi tu nie być. Miała nadzieję, że nie leżała teraz gdzieś w piasku na plaży.
- Moja pewność siebie? A kto to wie - zawtórowała pytaniu, darując sobie walkę z wiatrakami i poszukiwania. Poprawiła poduszkę, co prawda wcale nie tak, jak było wcześniej, ale skoro i tak to ona miała tu spać, nie miało to chyba większego znaczenia. - Zresztą to, o czym mówisz, nie jest żadną pewnością siebie. To tylko kłamstwo, które powtarza się na głos wystarczającą ilość razy, by wszyscy w nie uwierzyli. Zwykła obłuda. - Była w tym momencie zupełnie szczera. Chyba nie wyłapała, że Brenna sobie żartuje.
Pomyślała, ale nie powiedziała. Patrzyła jedynie spod przymrużonych powiek na Brennę, nie chcąc przyznawać na głos, że poniekąd ma rację. Ten ciężar nie był czymś, za czym powinno się tęsknić, wręcz przeciwnie - powinna poczuć nieziemską ulgę. Z drugiej jednak strony całe życie nosiła to brzemię i nawykła już tak mocno, że jego brak doskwierał bardziej niż cokolwiek. Sprawiał, że nie czuła się lżejsza a wybrakowana.
Cząstka Eden chciała, aby ludzie się dowiedzieli, że ktoś znalazł sposób, aby po raz pierwszy w życiu poczuła się prawdziwie szczęśliwa. Organicznie szczęśliwa, a nie kosztem cudzego nieszczęścia. Niestety był to jedynek ułamek jestestwa Lestrange; lwia część obawiała się reperkusji prawdy wychodzącej na jaw. Widząc jej popłoch wiele osób pomyślałoby pewnie, że wstydzi się Alastora, ale nie mogliby być dalej od prawdy - wstydziła się przede wszystkim siebie i własnych czynów. Rzucenia w błoto trzydziestu lat misternego układania sobie życia na wzór ideału. Grania na dwa fronty za kulisami, gdy przed wszystkimi zgrywa świętą.
- Czerwony to wspaniały kolor, mój ulubiony - oświadczyła nonszalancko, acz niezbyt cynicznie. - Wiesz, czemu krew jest czerwona? To mój pomysł. - Pokiwała głową, przymykając oczy na znak potwierdzenia, że nie zmyśla. Była pijana nie na żarty, skoro jej to przez gardło przeszło i się nawet nie zaśmiała.
Co zrobiłaby, gdyby ubranie było produkcji mugoli? To zależy. Jeśli byłoby stylowe i trafiało w jej gusta, czemu miałaby go nie założyć? Z tego co widziała (a nie miała zbyt wielkiej próby statystycznej, bo się trzyma całe życie z dala od nich), mugole preferują ubieranie się w dziwaczne szmaty, ale zdarzają się jednostki, które wiedzą, jak się ubrać, by nie przypominać namiotu cyrkowego. Eden wcale nie była taka rasistowska, jaką ją malowano - czuła do nich niechęć, bo byli dziwni. Nie wiedziała, jak się przy nich zachować, bo na widok magii odbijało im tak, jakby miało ich zaraz piekło pochłonąć. Odstawiali szopki jak najgorsi wariaci, a potem trzeba było zawracać dupę amnezjatorom, żeby wymazali im pamięć i skończyli tę manianę.
W teorię czystości krwi też nie wierzyła, swoją drogą. Nigdy jej publicznie nie negowała, bo cały zamysł działał na jej korzyść, ale prawda była taka, że najwięcej podziurawionych psychicznie osób spotkała wśród czystokrwistych. Nie było się czym chełpić.
- Czym się martwisz? Dopiero co powiedziałaś, że dobrze się stanie, jeśli ją zgubię - wymądrzyła się, nadal będąc chętną do teleportacji. Jeśli Brenna chciała ją przekonać do pozostania tutaj, musiała użyć lepszych argumentów. Eden nie przejęła się zgubieniem korony i zanurkowała rękoma pod resztą poduszek, szukając różdżki zawzięcie.
- Z trojga złego wybieram piżamę Erika. Twój brat, w przeciwieństwie do ciebie, nie robi z siebie pośmiewiska w towarzystwie, więc to najbezpieczniejsza opcja - oznajmiła pośpiesznie, znad ramienia, bo nadal sądziła, że lepiej wrócić do domu, więc szukała zguby. Niemniej z każdą chwilą docierało do niej bardziej, że różdżki musi tu nie być. Miała nadzieję, że nie leżała teraz gdzieś w piasku na plaży.
- Moja pewność siebie? A kto to wie - zawtórowała pytaniu, darując sobie walkę z wiatrakami i poszukiwania. Poprawiła poduszkę, co prawda wcale nie tak, jak było wcześniej, ale skoro i tak to ona miała tu spać, nie miało to chyba większego znaczenia. - Zresztą to, o czym mówisz, nie jest żadną pewnością siebie. To tylko kłamstwo, które powtarza się na głos wystarczającą ilość razy, by wszyscy w nie uwierzyli. Zwykła obłuda. - Była w tym momencie zupełnie szczera. Chyba nie wyłapała, że Brenna sobie żartuje.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~