29.08.2024, 02:45 ✶
Było coś z ulgi w tym, jak uśmiechnął się do niej wesoło, kiedy roześmiała się w głos. Bo mógł robić te swoje głupie, wyliczone miny które trąciły przede wszystkim cwaniactwem i szelmowskim zacięciem, jakby wszystko to było małym przedstawieniem które odgrywał, albo droczył się nawet nie z nią, ale nieustannie z całym światem, ale wbrew pozorom zwyczajnie mu zależało. Mógł udawać, że ludzkie emocje, nawet jeśli dostrzegał je w większości jak na dłoni, przepływały obok niego wcale go niemal nie poruszając, ale prawda była taka że te iskrzące barwy wpływały na niego bardziej niż chciałby się przyznać. Stanowiły podstawę jego jestestwa i zbudował na nich praktycznie całą swoją osobowość. Dlatego gadał - więcej jak zwykle, kiedy stawał w obliczu rozżalenia, przygnębienia czy smutku. Gadał, ale nie tylko dlatego że halo otaczające Brennę nie pozostawało przez niego niezauważone, a dlatego że należało do niej.
- Nie dało się rozwalić ścian, bo za dużo jasnowidzów w domu. Próbowałem. Drzwi niestety nie da się rozwalić, bo takie specjalne przekładnie uniemożliwiają ich pokonanie - a dzięki nim Prewett pozostawał nieznaleziony przez naprawdę długi kawał czasu. - Cóż, rozumiał że to wszystko w imię zaprawiania go w boju - uśmiechnął się. - Biedny i schorowany był za młodu to trzeba było go hartować już od najmłodszych lat. Szczerze, to Laurent by się prędzej nie dał uwięzić. Jak był dzieciakiem to wcale nie był aż taki milutki - pokiwał głową, jakby w ten sposób chciał tylko umocnić swoją wersję wydarzeń. Laurent może wydawał się delikatny i wrażliwy, ale potrafił to czasem odpowiednio wykorzystywać i momentami byli siebie warci z Atreusem. Niemniej jednak, Bulstrode był świadomy, że niewielu wierzył w te wersję wydarzeń i to był krzyż, który musiał nieść do końca swojego życia.
- Do mnie w sumie też chyba się nigdy nie przyczepiła. W sumie ciekawi mnie, czy jakieś jej bajdurzenie faktycznie się spełniło, czy może gada co jej ślina na język przyniesie i to tylko taka plotka że przewiduje przyszłość... - bo w sumie to chyba nie był pewien. Szeptucha zwykle robiła dokładnie to, od czego została przechrzczona, czyli szeptała ludziom na uszko to co rzekomo miało ich czekać. Czy to się natomiast spełniało, to już było dla niego niewiadomą, ale zakładał że jej aura dziwaczności i tajemniczości działała tutaj na jej korzyść. Z resztą, dokładnie tak jak w przypadku Longbottom, od przepowiedni miał kogoś innego. - Przepowiednie. Podobno czeka nas jesień w ogniu - rzucił, spoglądają już nie na nią, ale na chodnik, przez moment zastanawiając z kim Florence podzieliła się otrzymaną przepowiednią. - I podwójne opętanie i sto pudełek z duchami nie wydaje się niczym, co egzorcysta powinien mieć za złe - zaryzykował stwierdzenie, ale zdążył już zauważyć, że Macmillan należał do specyficznego rodzaju ludzi, którzy chyba uważali że cały świat sprzeniewierzył się przeciwko nim i każdy, ale to każdy gotowy był im zrobić na złość. Na komentarz o Hadesie westchnął tylko ciężko, bo to tylko utwierdzało go w przekonaniu, że typ się do roboty nie nadawał, nawet jeśli od tego stwierdzenia śmierdziało hipokryzją, bo przecież on sam też miał tendencję do robienia rzeczy zbyt szybko no i bicia ludzi.
Drzwi skrzypnęły cichutko, a zamek szczęknął, kiedy zamknął je za nimi, samemu rozglądając się po wnętrzu z pewnym zaciekawieniem. Nie miał czasu oglądać tego miejsca codziennie i teraz nadrabiał wszelkie braki w doinformowaniu, ale szybko też dał sobie spokój, dochodząc do wniosku że może weźmie się za to na poważnie, kiedy już nie będzie miał gościa.
- Ah, panicz Louvain był gwiazdą tamtego wieczoru. Ale wiesz co jeszcze? Maeve napychająca sobie kieszenie sztućcami z niezrównaną wytrwałością - prychnął rozbawiony, nie do końca pewien jak inaczej powinien na tę całą sytuację zareagować. Ktoś im namieszał w głowach, usypiając i pozwalając śnić przedziwny sen, ale z jakiegoś powodu nie był o to jakoś bardzo zły. - Szczerze to początkowo myślałem, że nie wiem, wczułaś się w cały klimat bycia klątwą i łapania się w swój własny zasięg niechcący i to była twoja sprawka? Ale teraz zgaduję, że to raczej było to losowe wydarzenie czarodziejskiego świata. Znaczy że mamy na wolności domorosłego barda, który usypia ludzi, żeby zachęcić ich do przeczytania książki, snutą przez siebie historią. Chociaż to wciąż lepiej jak ten psychol ze snów - wzruszył ramionami, po wejściu do kuchni machnąwszy różdżką i nastawiając wodę na herbatę. Wyciągnął też dwa kubki, a potem otworzył szafkę, zapatrując się przez moment na jej wnętrze. - Jakieś preferencje? Mam oszałamiający wybór; pozycja numer jeden to czarna, pozycja numer dwa to mieszanka na sen, trzy to na trawienie, a cztery jest... czymś niepodpisanym, ale pachnie jak herbata.
- Nie dało się rozwalić ścian, bo za dużo jasnowidzów w domu. Próbowałem. Drzwi niestety nie da się rozwalić, bo takie specjalne przekładnie uniemożliwiają ich pokonanie - a dzięki nim Prewett pozostawał nieznaleziony przez naprawdę długi kawał czasu. - Cóż, rozumiał że to wszystko w imię zaprawiania go w boju - uśmiechnął się. - Biedny i schorowany był za młodu to trzeba było go hartować już od najmłodszych lat. Szczerze, to Laurent by się prędzej nie dał uwięzić. Jak był dzieciakiem to wcale nie był aż taki milutki - pokiwał głową, jakby w ten sposób chciał tylko umocnić swoją wersję wydarzeń. Laurent może wydawał się delikatny i wrażliwy, ale potrafił to czasem odpowiednio wykorzystywać i momentami byli siebie warci z Atreusem. Niemniej jednak, Bulstrode był świadomy, że niewielu wierzył w te wersję wydarzeń i to był krzyż, który musiał nieść do końca swojego życia.
- Do mnie w sumie też chyba się nigdy nie przyczepiła. W sumie ciekawi mnie, czy jakieś jej bajdurzenie faktycznie się spełniło, czy może gada co jej ślina na język przyniesie i to tylko taka plotka że przewiduje przyszłość... - bo w sumie to chyba nie był pewien. Szeptucha zwykle robiła dokładnie to, od czego została przechrzczona, czyli szeptała ludziom na uszko to co rzekomo miało ich czekać. Czy to się natomiast spełniało, to już było dla niego niewiadomą, ale zakładał że jej aura dziwaczności i tajemniczości działała tutaj na jej korzyść. Z resztą, dokładnie tak jak w przypadku Longbottom, od przepowiedni miał kogoś innego. - Przepowiednie. Podobno czeka nas jesień w ogniu - rzucił, spoglądają już nie na nią, ale na chodnik, przez moment zastanawiając z kim Florence podzieliła się otrzymaną przepowiednią. - I podwójne opętanie i sto pudełek z duchami nie wydaje się niczym, co egzorcysta powinien mieć za złe - zaryzykował stwierdzenie, ale zdążył już zauważyć, że Macmillan należał do specyficznego rodzaju ludzi, którzy chyba uważali że cały świat sprzeniewierzył się przeciwko nim i każdy, ale to każdy gotowy był im zrobić na złość. Na komentarz o Hadesie westchnął tylko ciężko, bo to tylko utwierdzało go w przekonaniu, że typ się do roboty nie nadawał, nawet jeśli od tego stwierdzenia śmierdziało hipokryzją, bo przecież on sam też miał tendencję do robienia rzeczy zbyt szybko no i bicia ludzi.
Drzwi skrzypnęły cichutko, a zamek szczęknął, kiedy zamknął je za nimi, samemu rozglądając się po wnętrzu z pewnym zaciekawieniem. Nie miał czasu oglądać tego miejsca codziennie i teraz nadrabiał wszelkie braki w doinformowaniu, ale szybko też dał sobie spokój, dochodząc do wniosku że może weźmie się za to na poważnie, kiedy już nie będzie miał gościa.
- Ah, panicz Louvain był gwiazdą tamtego wieczoru. Ale wiesz co jeszcze? Maeve napychająca sobie kieszenie sztućcami z niezrównaną wytrwałością - prychnął rozbawiony, nie do końca pewien jak inaczej powinien na tę całą sytuację zareagować. Ktoś im namieszał w głowach, usypiając i pozwalając śnić przedziwny sen, ale z jakiegoś powodu nie był o to jakoś bardzo zły. - Szczerze to początkowo myślałem, że nie wiem, wczułaś się w cały klimat bycia klątwą i łapania się w swój własny zasięg niechcący i to była twoja sprawka? Ale teraz zgaduję, że to raczej było to losowe wydarzenie czarodziejskiego świata. Znaczy że mamy na wolności domorosłego barda, który usypia ludzi, żeby zachęcić ich do przeczytania książki, snutą przez siebie historią. Chociaż to wciąż lepiej jak ten psychol ze snów - wzruszył ramionami, po wejściu do kuchni machnąwszy różdżką i nastawiając wodę na herbatę. Wyciągnął też dwa kubki, a potem otworzył szafkę, zapatrując się przez moment na jej wnętrze. - Jakieś preferencje? Mam oszałamiający wybór; pozycja numer jeden to czarna, pozycja numer dwa to mieszanka na sen, trzy to na trawienie, a cztery jest... czymś niepodpisanym, ale pachnie jak herbata.