14.01.2023, 22:45 ✶
- To już twój wybór, Ferg.
Brennie zdarzało się wtrącać w sprawy przyjaciół i rodziny nieco za bardzo. Bywała prawdopodobnie nieco męcząca ze swoją energicznością, chęcią pomocy i chociaż zwykle trzymała się pewnych granic, raz czy dwa na pewno jej postępowanie stało się ilustracją mugolskiego powiedzenia „dobrymi chęciami piekło brukują”. Ale ostatnia rzecz, jakiej by chciała, to wtrącanie się w relację między Fergusa i Norę. Byli dobrymi przyjaciółmi, więc cokolwiek miało między nimi paść, Brenna zamierzała ograniczyć się do przekazania wiadomości w takiej formie, by po prostu Figg nie przybiegła tutaj na krawędzi zawału. Cała historia pewnie się jej nie spodoba, ale lepiej, by wysłuchała tej widząc na własne oczy, że przyjaciel z Hogwartu jest cały i zdrowy.
- Mnie faktycznie się nie ima – zgodziła się, choć zdarzało się jej odpoczywać. Czasem. Przynajmniej dwie godziny w tygodniu. Zwykle wtedy czytała. Acz zdaniem Brenny bieganie po lesie też dało się uznać za relaks. – To moja praca, Fergus. Gdybym nie umiała rzucić protego, mogłabym oddać odznakę – odparła bez mrugnięcia okiem. Tylko w części zgodnie z prawdą, bo w tamtej chwili faktycznie nie była pewna, czy tarcza zadziała na to, co siedziało w czarnomagicznym artefakcie, i dlatego w wyuczonym odruchu przyjęła pozycję, która miała zminimalizować ewentualne obrażenia.
Przez ułamek sekundy kusiło ją, by poprosić, aby o tym nie wspominał Norze, ale odrzuciła ten pomysł. Mogła mieć nadzieję, że zapomni, a nawet jeżeli nie, Nora akurat raczej świetnie wiedziała, że praca Longbottomów wymaga czasem narażenia skóry.
- Mam nadzieję, że się postarasz. Bo następnym razem ktoś może nie zdążyć z tym protego albo pod ręką nie będzie żadnej uzdrowicielki– dodała nieco może bezlitośnie, ale choć nie chciała, aby Fergus miał wyrzuty sumienia wobec niej, to ogólną lekcję powinien dobrze sobie zapamiętać. Nie zachowywała się ostrzej tylko z jednego powodu. Nieświadoma lekkiej przypadłości Ollivandera wszystko zrzucała na czarnomagiczną energię otaczającą skrzyneczkę. Inaczej być może nawet zalecenia magomedyków by jej nie powstrzymały. – Uzdrowiciele twierdzą, że dziś musisz jeszcze odpoczywać, więc nie będę cię dłużej męczyć. Do zobaczenia.
Brenna podniosła się i odsunęła krzesła na poprzednie miejsce. Potem odeszła, zamierzając zejść na dół, do miejsca, w którym możliwa była teleportacja. W Biurze czekał ją raport do dokończenia, a potem musiała odwiedzić pana Ollivandera i posłać wiadomość Norze.
Brennie zdarzało się wtrącać w sprawy przyjaciół i rodziny nieco za bardzo. Bywała prawdopodobnie nieco męcząca ze swoją energicznością, chęcią pomocy i chociaż zwykle trzymała się pewnych granic, raz czy dwa na pewno jej postępowanie stało się ilustracją mugolskiego powiedzenia „dobrymi chęciami piekło brukują”. Ale ostatnia rzecz, jakiej by chciała, to wtrącanie się w relację między Fergusa i Norę. Byli dobrymi przyjaciółmi, więc cokolwiek miało między nimi paść, Brenna zamierzała ograniczyć się do przekazania wiadomości w takiej formie, by po prostu Figg nie przybiegła tutaj na krawędzi zawału. Cała historia pewnie się jej nie spodoba, ale lepiej, by wysłuchała tej widząc na własne oczy, że przyjaciel z Hogwartu jest cały i zdrowy.
- Mnie faktycznie się nie ima – zgodziła się, choć zdarzało się jej odpoczywać. Czasem. Przynajmniej dwie godziny w tygodniu. Zwykle wtedy czytała. Acz zdaniem Brenny bieganie po lesie też dało się uznać za relaks. – To moja praca, Fergus. Gdybym nie umiała rzucić protego, mogłabym oddać odznakę – odparła bez mrugnięcia okiem. Tylko w części zgodnie z prawdą, bo w tamtej chwili faktycznie nie była pewna, czy tarcza zadziała na to, co siedziało w czarnomagicznym artefakcie, i dlatego w wyuczonym odruchu przyjęła pozycję, która miała zminimalizować ewentualne obrażenia.
Przez ułamek sekundy kusiło ją, by poprosić, aby o tym nie wspominał Norze, ale odrzuciła ten pomysł. Mogła mieć nadzieję, że zapomni, a nawet jeżeli nie, Nora akurat raczej świetnie wiedziała, że praca Longbottomów wymaga czasem narażenia skóry.
- Mam nadzieję, że się postarasz. Bo następnym razem ktoś może nie zdążyć z tym protego albo pod ręką nie będzie żadnej uzdrowicielki– dodała nieco może bezlitośnie, ale choć nie chciała, aby Fergus miał wyrzuty sumienia wobec niej, to ogólną lekcję powinien dobrze sobie zapamiętać. Nie zachowywała się ostrzej tylko z jednego powodu. Nieświadoma lekkiej przypadłości Ollivandera wszystko zrzucała na czarnomagiczną energię otaczającą skrzyneczkę. Inaczej być może nawet zalecenia magomedyków by jej nie powstrzymały. – Uzdrowiciele twierdzą, że dziś musisz jeszcze odpoczywać, więc nie będę cię dłużej męczyć. Do zobaczenia.
Brenna podniosła się i odsunęła krzesła na poprzednie miejsce. Potem odeszła, zamierzając zejść na dół, do miejsca, w którym możliwa była teleportacja. W Biurze czekał ją raport do dokończenia, a potem musiała odwiedzić pana Ollivandera i posłać wiadomość Norze.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.