29.08.2024, 17:25 ✶
Heather rzuciła czar bezbłędnie. Widziała, jak zalśniła końcówka różdżki i była pewna, że roztoczyła całkiem przyzwoite zaklęcie rozpraszające, które powinno anulować efekty nawet dość silnej magii – obojętne, czy ktoś tam używałby kameleona, wpływał w jakiś sposób na jej umysł za pomocą zauroczenia czy też używał innych czarów do zalania schodów ciemnością.
Nic się jednak nie zmieniło.
Zdało się jej, że ktoś gdzieś na dole zachichotał, a mrok pochłaniał kolejne stopnie. Poruszał się, a gdy Wood na niego patrzyła, zdawało się jej, że w dotyku okazałby się materialny, lepki, może nawet oślizgły. Zbliżał się do niej coraz bardziej i bardziej, a jego strzępy zaczęły się formować na podobieństwo cienkich lin czerni, gotowych sięgnąć ku jej nogom.
A Brenna…
Brenna niczego nie widziała.
– Powinnyśmy zacząć od dołu? – spytała cicho, robiąc krok, żeby zrównać się z Heather, zupełnie nie zwracając uwagi na tę całą ciemność. Wyglądała na gotową zrobić kolejny krok, a wtedy już tylko jeden stopień dzieliłby ją od ciemności, która pochłaniała schody. I która, jak widziała Heather, stawała się na dole coraz głębsza w kątach, zdawało się jej, że zaczyna poruszać się także na ścianach. Poczucie zagrożenia narastało: gdyby nie była dziewczyną aż tak odważną, w której niewiele było miejsca na strach, może wpadłaby w panikę. Mogła opanować lęk, dzięki temu, ale wiedziała, że nie są tu bezpieczne. Czuła to całą sobą.
Brenna zaś wciąż słyszała ten płacz, drażniący, dobiegający gdzieś z góry. Stał się głośniejszy i teraz też obróciła się ku jego źródłu, bo na dole ani nic nie słyszała, ani nie widziała - za to znowu wyżej trzasnęły drzwi.
- Jesteś pewna, że słyszysz odgłosy z dołu? Ktoś jest na górze - powiedziała, dość cicho, wciąż spoglądając w tamtą stronę. Nie były w końcu pewne, co się tutaj stało, że doszło do wezwania: I że dwaj pozostali Brygadziści nie dawali znaku życia.
Nic się jednak nie zmieniło.
Zdało się jej, że ktoś gdzieś na dole zachichotał, a mrok pochłaniał kolejne stopnie. Poruszał się, a gdy Wood na niego patrzyła, zdawało się jej, że w dotyku okazałby się materialny, lepki, może nawet oślizgły. Zbliżał się do niej coraz bardziej i bardziej, a jego strzępy zaczęły się formować na podobieństwo cienkich lin czerni, gotowych sięgnąć ku jej nogom.
A Brenna…
Brenna niczego nie widziała.
– Powinnyśmy zacząć od dołu? – spytała cicho, robiąc krok, żeby zrównać się z Heather, zupełnie nie zwracając uwagi na tę całą ciemność. Wyglądała na gotową zrobić kolejny krok, a wtedy już tylko jeden stopień dzieliłby ją od ciemności, która pochłaniała schody. I która, jak widziała Heather, stawała się na dole coraz głębsza w kątach, zdawało się jej, że zaczyna poruszać się także na ścianach. Poczucie zagrożenia narastało: gdyby nie była dziewczyną aż tak odważną, w której niewiele było miejsca na strach, może wpadłaby w panikę. Mogła opanować lęk, dzięki temu, ale wiedziała, że nie są tu bezpieczne. Czuła to całą sobą.
Brenna zaś wciąż słyszała ten płacz, drażniący, dobiegający gdzieś z góry. Stał się głośniejszy i teraz też obróciła się ku jego źródłu, bo na dole ani nic nie słyszała, ani nie widziała - za to znowu wyżej trzasnęły drzwi.
- Jesteś pewna, że słyszysz odgłosy z dołu? Ktoś jest na górze - powiedziała, dość cicho, wciąż spoglądając w tamtą stronę. Nie były w końcu pewne, co się tutaj stało, że doszło do wezwania: I że dwaj pozostali Brygadziści nie dawali znaku życia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.