29.08.2024, 20:09 ✶
Miał trochę dość ostatnich dni. Zaczęło się chyba od Laurenta i jego wygłupów w gazetach. Znaczy niby okazało się, że to nie było tak jak wszyscy myśleli, ale nie zmieniało to faktu, że w artykule widniało jego imię i nazwisko. Potem był ten cholerny Belfast, po którym może nie spędził w szpitalu paru dni, ale parę godzin to było zdecydowanie za długo jak na jego gust. A jak sobie następnego dnia wziął wolne i go teleportowało na to okropne Widowisko Randkowe, o którym zdążył już przez lipiec z dziesięć razy zapomnieć, to oczywiście że Stanley musiał się tam pojawić w całej swojej glorii i chwale. Mógł se chociaż ryj zmienić, żeby przynajmniej poudawać, poułatwiać kolegom życie, ale nie. Po co. A po widowisku, po tych wszystkich obrzydliwych raportach i krzywych spojrzeniach, przyszedł czas na wizytę u Lety Crouch, która odprawiła tę swoją magię i teoretycznie złamała więź łączącą jego i Brennę. Teoretycznie, bo Atreus miał jakieś takie dziwne wrażenie, że to było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Że zaraz znowu coś się spierdoli, coś go skręci jak nigdy wcześniej albo sam zacznie się dusić kwiatami.
Ale chwilowo, na całe kurwa szczęście, nic mu nie było. Może Crouch nie była takim złym klątwołamaczem, bo chyba pierwszy raz od dawna przespał noc, jakby chciał sobie odbić wszystkie te stracone wieczory, kiedy magia beltane przyprawiała go o niestrawność. A dzisiaj, przed Louvainem, bardzo nie chciał specjalnie się wysilać, żeby robić dobrą minę do złej gry; po pierwsze, człowiek czasem potrzebował odpocząć od ogrywania całego świata, że wszystko było w jak najlepszym porządku, po drugie, mieli się napierdalać, a nie kalkulować ile procent złośliwości powinno się zawrzeć w kolejnym zdaniu.
- Mów tak dalej, a wytrę tobą parkiet - rzucił ostro. Znał te jego głupie taktyki i nawet mu się nie dziwił. W końcu większość sięgała po to, w czym byli najlepsi, a Louvain z jakiegoś głupiego powodu ukochał sobie magię rozpraszającą. Szczerze, to Atreus nie rozumiał tej akurat sympatii, nie w wykonaniu Lestrange'a, bo prędzej obsadziłby go w jakiejś o wiele bardziej agresywnej dziedzinie.
Atreus machnął różdżką, chcąc wyczarować gwałtowny podmuch wiatru, który zwaliłby Louvaina z nóg. Wspomnienie Borgina było cóż, do przewidzenia, co nie zmieniało faktu, że piekło w dziwny sposób. Bo Bulstrode wciąż nie do końca wierzył w to, co się działo. W winę Stanleya, w ucięcie głowy Greybacka, w dostarczenie jej do biura Moody i tak dalej, i tak dalej. Po pierwsze, nie podejrzewał o coś takiego żadnego ze swoich przyjaciół. Po drugie, no jakim trzeba było być idiotą, żeby dać się tak przyłapać.
louvainowi wiatr w oczy
Ale chwilowo, na całe kurwa szczęście, nic mu nie było. Może Crouch nie była takim złym klątwołamaczem, bo chyba pierwszy raz od dawna przespał noc, jakby chciał sobie odbić wszystkie te stracone wieczory, kiedy magia beltane przyprawiała go o niestrawność. A dzisiaj, przed Louvainem, bardzo nie chciał specjalnie się wysilać, żeby robić dobrą minę do złej gry; po pierwsze, człowiek czasem potrzebował odpocząć od ogrywania całego świata, że wszystko było w jak najlepszym porządku, po drugie, mieli się napierdalać, a nie kalkulować ile procent złośliwości powinno się zawrzeć w kolejnym zdaniu.
- Mów tak dalej, a wytrę tobą parkiet - rzucił ostro. Znał te jego głupie taktyki i nawet mu się nie dziwił. W końcu większość sięgała po to, w czym byli najlepsi, a Louvain z jakiegoś głupiego powodu ukochał sobie magię rozpraszającą. Szczerze, to Atreus nie rozumiał tej akurat sympatii, nie w wykonaniu Lestrange'a, bo prędzej obsadziłby go w jakiejś o wiele bardziej agresywnej dziedzinie.
Atreus machnął różdżką, chcąc wyczarować gwałtowny podmuch wiatru, który zwaliłby Louvaina z nóg. Wspomnienie Borgina było cóż, do przewidzenia, co nie zmieniało faktu, że piekło w dziwny sposób. Bo Bulstrode wciąż nie do końca wierzył w to, co się działo. W winę Stanleya, w ucięcie głowy Greybacka, w dostarczenie jej do biura Moody i tak dalej, i tak dalej. Po pierwsze, nie podejrzewał o coś takiego żadnego ze swoich przyjaciół. Po drugie, no jakim trzeba było być idiotą, żeby dać się tak przyłapać.
louvainowi wiatr w oczy
Rzut PO 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!