30.08.2024, 00:19 ✶
- Dżem? A czym niby sobie zasłużyłem na ten dżem? - zmarszczył brwi, niby to nagle oburzony jej sugestiami, ale mimo tego w kącikach ust czaił się zaczepny uśmiech. Z tego co zrozumiał ze snu, co wtedy czuł, owocowe dżemy latały głównie wtedy, coś mocno poszło nie tak, a tym razem był przykładnym obywatelem pomagającym damie w opresji depresji.
To było chyba piękno Atreusa, to jak łatwo był w stanie przejść nad pewnymi niedogodnościami i potknięciami. Podobno szaleństwem było robienie cały czas dokładnie tych samych rzeczy i oczekiwanie różnych skutków, ale Bulstrode chyba zwyczajnie nie pamiętał w pełni tego uczucia które do niego przychodziło, kiedy coś szło nie tak. Tajemnicza herbatka? Nie ma absolutnego problemu - pachniała dobrze, bezpiecznie, więc nie było się czym przejmować. Z resztą, nie spodziewał się że jego droga cioteczka zostawi w szafce coś wybitnie podejrzanego. Może i była ekscentryczną kobietą, ale bez przesady. Chociaż kiedy miało się w domu wujka w ścianach, to pojęcie dziwności przesuwało się trochę na ogólnym spektrum normalności.
- Coś za coś. Nie wiesz, że wielka moc to wielka odpowiedzialność? Chociaż może w twoim przypadku to raczej wielka karmiczna czkawka, bo tymi swoimi wybrykami naruszasz pewnie osnowę magicznego wszechświata - ustawił na stole kubki z herbatą i sam zajął miejsce na krześle obok niej, opierając się łokciem o blat, a jedną stopę opierając o poprzeczkę między nogami jej krzesła. Ale potem uśmiechnął się jeszcze krzywo, bo mu przyszło do głowy, że powinien teraz powiedzieć że przynajmniej tutaj może i dziwny dom, ale z dachu się nie leje i jak chce to może zostać na noc. Ale w tej kwestii nie powiedział nic, zamiast tego zmieniając nieco wyraz twarzy na bardziej zaczepny, kiedy wspomniała Flosie. - W tej wersji wydarzeń? To przepraszam bardzo, była jakaś inna wersja wydarzeń? Gorsza? Lepsza? Czy w którejś z nich nie okazała się zadziwiająco materialnym duchem? - rzucił z pewną podejrzliwością w głosie, samemu nie rzucając się na swoją herbatę od razu, dając jej chociaż trochę przestygnąć. - Może się czymś zaraziłaś? Skoro ci zimno to może jakieś przeziębienie cię łapie? - zasugerował, chociaż jakby sam nie był pewien, czy była to sensowna opcja. - Mogę ci dać jakiś koc, jak chcesz, skoro ci jakoś bardzo zimno - kusiłoby ją wtedy zawinąć jak naleśnika, tak żeby nie mogła się uwolnić, jak to często robił z Basiliusem albo Laurentem. Śmiesznie się wtedy wili jak robaki, nie mogąc wyciągnąć rąk. A jak się jeszcze ten koc skleiło zaklęciem albo na nich przysiadło? Poezja.
- Wiesz, większość albo nie może spać, albo robi wszystko żeby spać. Ty wydajesz się w jakimś dziwnym punkcie gdzie możesz spać, ale nie chcesz - rozłożył ręce, zaraz sięgając do swojej herbaty i upijając parę łyków. Była nie taka zła, wydawała się odrobinę zwietrzała, z jakimś przytłumionym smakiem, ale ogólnie dawała owocami. - Wiesz... - zaczął trochę powoli, ostawiając kubek jakby dokładnie, z namysłem próbując umieścić go na wilgotnym okręgu, który zostawił na blacie. - Widzę, że coś jest nie do końca tak. Ta dziewczyna to jedyne co się dzisiaj stało? Nic więcej? - bo ciężko było zignorować te wahania. Panikę, raz narastającą, raz słabnącą, ale wciąż obecną w charakterystycznej dla niej czerwieni.
To było chyba piękno Atreusa, to jak łatwo był w stanie przejść nad pewnymi niedogodnościami i potknięciami. Podobno szaleństwem było robienie cały czas dokładnie tych samych rzeczy i oczekiwanie różnych skutków, ale Bulstrode chyba zwyczajnie nie pamiętał w pełni tego uczucia które do niego przychodziło, kiedy coś szło nie tak. Tajemnicza herbatka? Nie ma absolutnego problemu - pachniała dobrze, bezpiecznie, więc nie było się czym przejmować. Z resztą, nie spodziewał się że jego droga cioteczka zostawi w szafce coś wybitnie podejrzanego. Może i była ekscentryczną kobietą, ale bez przesady. Chociaż kiedy miało się w domu wujka w ścianach, to pojęcie dziwności przesuwało się trochę na ogólnym spektrum normalności.
- Coś za coś. Nie wiesz, że wielka moc to wielka odpowiedzialność? Chociaż może w twoim przypadku to raczej wielka karmiczna czkawka, bo tymi swoimi wybrykami naruszasz pewnie osnowę magicznego wszechświata - ustawił na stole kubki z herbatą i sam zajął miejsce na krześle obok niej, opierając się łokciem o blat, a jedną stopę opierając o poprzeczkę między nogami jej krzesła. Ale potem uśmiechnął się jeszcze krzywo, bo mu przyszło do głowy, że powinien teraz powiedzieć że przynajmniej tutaj może i dziwny dom, ale z dachu się nie leje i jak chce to może zostać na noc. Ale w tej kwestii nie powiedział nic, zamiast tego zmieniając nieco wyraz twarzy na bardziej zaczepny, kiedy wspomniała Flosie. - W tej wersji wydarzeń? To przepraszam bardzo, była jakaś inna wersja wydarzeń? Gorsza? Lepsza? Czy w którejś z nich nie okazała się zadziwiająco materialnym duchem? - rzucił z pewną podejrzliwością w głosie, samemu nie rzucając się na swoją herbatę od razu, dając jej chociaż trochę przestygnąć. - Może się czymś zaraziłaś? Skoro ci zimno to może jakieś przeziębienie cię łapie? - zasugerował, chociaż jakby sam nie był pewien, czy była to sensowna opcja. - Mogę ci dać jakiś koc, jak chcesz, skoro ci jakoś bardzo zimno - kusiłoby ją wtedy zawinąć jak naleśnika, tak żeby nie mogła się uwolnić, jak to często robił z Basiliusem albo Laurentem. Śmiesznie się wtedy wili jak robaki, nie mogąc wyciągnąć rąk. A jak się jeszcze ten koc skleiło zaklęciem albo na nich przysiadło? Poezja.
- Wiesz, większość albo nie może spać, albo robi wszystko żeby spać. Ty wydajesz się w jakimś dziwnym punkcie gdzie możesz spać, ale nie chcesz - rozłożył ręce, zaraz sięgając do swojej herbaty i upijając parę łyków. Była nie taka zła, wydawała się odrobinę zwietrzała, z jakimś przytłumionym smakiem, ale ogólnie dawała owocami. - Wiesz... - zaczął trochę powoli, ostawiając kubek jakby dokładnie, z namysłem próbując umieścić go na wilgotnym okręgu, który zostawił na blacie. - Widzę, że coś jest nie do końca tak. Ta dziewczyna to jedyne co się dzisiaj stało? Nic więcej? - bo ciężko było zignorować te wahania. Panikę, raz narastającą, raz słabnącą, ale wciąż obecną w charakterystycznej dla niej czerwieni.