30.08.2024, 08:20 ✶
Nie mógł wymagać od niego by dbał o swoje zdrowie, chociaż to nie należało do najlepszych. Uważał jednak, że trzeba pracować z tym co się ma, widział to po własnym ojcu, który chociaż zdrowia nie miał wiele, to robił co mógł. Wychodził z domu, odpoczywał, jadł odpowiednio, starał się, a nie szedł na łatwiznę mówiąc, że i tak w każdej chwili może umrzeć. Mógł owszem, ten moment się zbliżał, cały dom tym pachniał, ale przedłużenie swojego życia o chociaż jeden dzień robiło już różnicę.
Westchnął znużony na niego kiedy otrzymał odpowiedź o planie. No tak, znów uroił sobie, że może jakkolwiek na niego wpłynąć, a prawda była taka, że jedynym który zmieniał się w tej relacji, który musiał się dopasować był on sam, nie Morpheus.
- Wiesz... Mnie nie trzeba szukać. Są na tym świecie dwa miejsca w jakich mogę być i znasz adresy obydwu z nich. - zaznaczył lekko zmieszany, bo póki co kiedy mężczyzna chciał się z nim przespać czy nawet porozmawiać, to trafiał bez problemu. Dar teleportacji sprawiał, że mógł w ciągu kilku sekund go odwiedzić. Sam korzystałby z niej może częściej, gdyby nie mdliło go na samą myśl o niej i byciu rozerwanym na strzępy.
- Oh… Erika byłoby szkoda. Jest miły, lubię go. - uśmiechnął się szczerze na wspomnienie mężczyzny. - Mówił ci, jak pomógł mi z dokumentami? Naprawdę potrafi zejść z własnej ścieżki, żeby komuś pomóc. Wiesz, to głupie, bo koniec końców nie on mnie w trakcie pełni pilnuje, ale zrobiło mi się wtedy trochę raźniej. - nie mógł nie czuć ciepła w środku kiedy mówił to wszystko. Owszem, nie spędził z Erikiem dużo czasu, ale ten co spędził był całkowicie przyjemny. Gdyby mógł to by go złapał i wyściskał, ale nie wypadało tego robić. A Brennę… Czy on ją znał? Chyba nie przyszło mu z nią rozmawiać.
Westchnął cicho i spojrzał na płot. Czy ich rozmowy zawsze tak wyglądały? Czy Morpheus zawsze tak mało dbał o rozmowę, wyrzucając jedynie z siebie mądrości, przestrogi i pouczenia, oczekując przyjęcia ich jak prawdę objawioną? Może on po prostu nie widział, że nawet w tych rozmowach wszystko jest formalne. Tak, to zauważył już dawno, że był trochę głupi. Oczy mu się lekko zaszkliły.
- Wiesz co? Przyszedłem tutaj się albo z tobą przespać albo powiedzieć, że ciebie nienawidzę. Powinieneś był mnie wtedy pobić za całowanie ciebie, ale koniec końców nie jesteś moim ojcem żeby robić takie rzeczy. - zaśmiał się rozbawiony i podszedł krok do płotu. Jego ojciec nie bardzo mógł to robić. Matka z kolei ojjj, to inna historia, do dzisiaj czuł na tyłku jak się na niego lata temu pasem zamachnęła. - Najchętniej bym ciebie uderzył, ale nie mam zamiaru krzywdzić kogoś kogo kocham, wiesz? - powiedział, sięgając dłońmi do jego policzków, aby miękko ująć jego twarz, przyjrzeć się jego oczom, brwiom, pogładzić skórę. On sam był przyczyną swoich własnych problemów. Sam uwierzył w coś czego nie ma, sam nie był w stanie znaleźć przyjaciół z którymi mógłby porozmawiać na ten temat, choć ostatnio coś zaczynało kiełkować. Wierzył, że to kwestia młodości, ale wiedział, że to wszystko minie, zgorzknieje, zestarzenie się i życie go zweryfikuje. Był nawet dumy z tego, że zaczynał rozumieć bezsens całej tej sytuacji.
Westchnął znużony na niego kiedy otrzymał odpowiedź o planie. No tak, znów uroił sobie, że może jakkolwiek na niego wpłynąć, a prawda była taka, że jedynym który zmieniał się w tej relacji, który musiał się dopasować był on sam, nie Morpheus.
- Wiesz... Mnie nie trzeba szukać. Są na tym świecie dwa miejsca w jakich mogę być i znasz adresy obydwu z nich. - zaznaczył lekko zmieszany, bo póki co kiedy mężczyzna chciał się z nim przespać czy nawet porozmawiać, to trafiał bez problemu. Dar teleportacji sprawiał, że mógł w ciągu kilku sekund go odwiedzić. Sam korzystałby z niej może częściej, gdyby nie mdliło go na samą myśl o niej i byciu rozerwanym na strzępy.
- Oh… Erika byłoby szkoda. Jest miły, lubię go. - uśmiechnął się szczerze na wspomnienie mężczyzny. - Mówił ci, jak pomógł mi z dokumentami? Naprawdę potrafi zejść z własnej ścieżki, żeby komuś pomóc. Wiesz, to głupie, bo koniec końców nie on mnie w trakcie pełni pilnuje, ale zrobiło mi się wtedy trochę raźniej. - nie mógł nie czuć ciepła w środku kiedy mówił to wszystko. Owszem, nie spędził z Erikiem dużo czasu, ale ten co spędził był całkowicie przyjemny. Gdyby mógł to by go złapał i wyściskał, ale nie wypadało tego robić. A Brennę… Czy on ją znał? Chyba nie przyszło mu z nią rozmawiać.
Westchnął cicho i spojrzał na płot. Czy ich rozmowy zawsze tak wyglądały? Czy Morpheus zawsze tak mało dbał o rozmowę, wyrzucając jedynie z siebie mądrości, przestrogi i pouczenia, oczekując przyjęcia ich jak prawdę objawioną? Może on po prostu nie widział, że nawet w tych rozmowach wszystko jest formalne. Tak, to zauważył już dawno, że był trochę głupi. Oczy mu się lekko zaszkliły.
- Wiesz co? Przyszedłem tutaj się albo z tobą przespać albo powiedzieć, że ciebie nienawidzę. Powinieneś był mnie wtedy pobić za całowanie ciebie, ale koniec końców nie jesteś moim ojcem żeby robić takie rzeczy. - zaśmiał się rozbawiony i podszedł krok do płotu. Jego ojciec nie bardzo mógł to robić. Matka z kolei ojjj, to inna historia, do dzisiaj czuł na tyłku jak się na niego lata temu pasem zamachnęła. - Najchętniej bym ciebie uderzył, ale nie mam zamiaru krzywdzić kogoś kogo kocham, wiesz? - powiedział, sięgając dłońmi do jego policzków, aby miękko ująć jego twarz, przyjrzeć się jego oczom, brwiom, pogładzić skórę. On sam był przyczyną swoich własnych problemów. Sam uwierzył w coś czego nie ma, sam nie był w stanie znaleźć przyjaciół z którymi mógłby porozmawiać na ten temat, choć ostatnio coś zaczynało kiełkować. Wierzył, że to kwestia młodości, ale wiedział, że to wszystko minie, zgorzknieje, zestarzenie się i życie go zweryfikuje. Był nawet dumy z tego, że zaczynał rozumieć bezsens całej tej sytuacji.