14.01.2023, 23:47 ✶
Zastukała palcami w deski molo, jakby w rytm melodii, którą słyszała tylko ona. Wiatr, niosący ze sobą wilgoć i zapach wodorostów uderzał w twarz i targał i tak rozwichrzone włosy. Wsłuchiwała się w wyjaśnienia Castiela, próbując połączyć je z tym, co powiedział Fergus i uparcie wychodziło na jedno z dwojga.
Albo któryś z nich kłamał, albo nie był świadomy błędu, jaki popełnił.
Flint mógł zaniedbać rzucenia na artefakt osłon, które miały uniemożliwić wpływ na umysł i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Ollivander z kolei, ogłupiały przez utratę krwi i wszystkie wydarzenia, po prostu nie pamiętał, dlaczego dotknął tego artefaktu.
- Jesteś pewny, że rzuciłeś podstawowe zaklęcia na sam artefakt?
Westchnęła, zadzierając głowę, by spojrzeć na niebo nad nimi. Wiedziała, że Castiel ma poczucie winy. Mogła wyczuć po tonie, słowach, które stawały się mniej relacją, a bardziej wyjaśnieniami, że to go przytłaczało. Współczuła mu, a jednocześnie nie mogła zaoferować pocieszenia. I wciąż zastanawiała się, co do cholery z tym zrobić – jak ubrać to wszystko w słowa, by nie skłamać, bo ktoś potem na pewno to skontroluje, znając jej powiązania z oboma zaangażowanymi, a jednocześnie nie narobić dodatkowych problemów przyjacielowi. Jeżeli któryś z nich kłamał, powinna wierzyć raczej Castielowi, którego znała jednak lepiej i który dotąd nigdy nie wykazał się nieprawdomównością. Ale może faktycznie doszło do błędu? Jeszcze jednego, przegapionego, bo do tego, że nie rzucono zaklęć na Fergusa i w ogóle wpuszczono go do miejsca, gdzie taki artefakt przechowywano, doszło na pewno.
Teraz podwójnie cieszyła się, że oskarżenia nie będzie. Prawnicy mogliby przerzucać się argumentami przed sędziami, a ona byłaby w samym środku tego zamieszania.
- Nie wniósł oskarżenia – powiedziała w końcu. – Zdaniem uzdrowicieli dojdzie niedługo do siebie. Sprawa ogranicza się do sprawdzenia ze strony Departamentu, czy ty albo Gringott nie nadużyliście uprawnień, ściągając tutaj potencjalnie czarnomagiczny artefakt. I śledztwa wewnętrznego ze strony banku zapewne.
Sięgnęła do torby i pomiędzy nimi na drewnie wylądowała książka. Dość gruba. Castielowi na pewno znana, bo była pozycją o klątwołamaniu, z gatunku tych podstawowych. I dotyczyła nie tyleż samego łamania klątw, ile przygotowania do tego i zabezpieczeń.
– Przeczytałam ją wczoraj w nocy – oświadczyła Brenna. Nie tylko z powodu Flinta, tak naprawdę w dużej mierze dlatego, że chciał eksperymentować na Eriku. Co do czego teraz miała spore wątpliwości. O kwestiach finansowych nawet nie pomyślała, mogłaby sama sfinansować takie badania bez większych problemów, ale zaczęła się zastanawiać, czy nie dojdzie do jakiegoś rozproszenia. – Więc lepiej się pilnuj, Cas, bo jeżeli po twoim powrocie do pracy przyłapię cię na jakimś zaniedbaniu, to urwę ci głowę.
Albo któryś z nich kłamał, albo nie był świadomy błędu, jaki popełnił.
Flint mógł zaniedbać rzucenia na artefakt osłon, które miały uniemożliwić wpływ na umysł i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Ollivander z kolei, ogłupiały przez utratę krwi i wszystkie wydarzenia, po prostu nie pamiętał, dlaczego dotknął tego artefaktu.
- Jesteś pewny, że rzuciłeś podstawowe zaklęcia na sam artefakt?
Westchnęła, zadzierając głowę, by spojrzeć na niebo nad nimi. Wiedziała, że Castiel ma poczucie winy. Mogła wyczuć po tonie, słowach, które stawały się mniej relacją, a bardziej wyjaśnieniami, że to go przytłaczało. Współczuła mu, a jednocześnie nie mogła zaoferować pocieszenia. I wciąż zastanawiała się, co do cholery z tym zrobić – jak ubrać to wszystko w słowa, by nie skłamać, bo ktoś potem na pewno to skontroluje, znając jej powiązania z oboma zaangażowanymi, a jednocześnie nie narobić dodatkowych problemów przyjacielowi. Jeżeli któryś z nich kłamał, powinna wierzyć raczej Castielowi, którego znała jednak lepiej i który dotąd nigdy nie wykazał się nieprawdomównością. Ale może faktycznie doszło do błędu? Jeszcze jednego, przegapionego, bo do tego, że nie rzucono zaklęć na Fergusa i w ogóle wpuszczono go do miejsca, gdzie taki artefakt przechowywano, doszło na pewno.
Teraz podwójnie cieszyła się, że oskarżenia nie będzie. Prawnicy mogliby przerzucać się argumentami przed sędziami, a ona byłaby w samym środku tego zamieszania.
- Nie wniósł oskarżenia – powiedziała w końcu. – Zdaniem uzdrowicieli dojdzie niedługo do siebie. Sprawa ogranicza się do sprawdzenia ze strony Departamentu, czy ty albo Gringott nie nadużyliście uprawnień, ściągając tutaj potencjalnie czarnomagiczny artefakt. I śledztwa wewnętrznego ze strony banku zapewne.
Sięgnęła do torby i pomiędzy nimi na drewnie wylądowała książka. Dość gruba. Castielowi na pewno znana, bo była pozycją o klątwołamaniu, z gatunku tych podstawowych. I dotyczyła nie tyleż samego łamania klątw, ile przygotowania do tego i zabezpieczeń.
– Przeczytałam ją wczoraj w nocy – oświadczyła Brenna. Nie tylko z powodu Flinta, tak naprawdę w dużej mierze dlatego, że chciał eksperymentować na Eriku. Co do czego teraz miała spore wątpliwości. O kwestiach finansowych nawet nie pomyślała, mogłaby sama sfinansować takie badania bez większych problemów, ale zaczęła się zastanawiać, czy nie dojdzie do jakiegoś rozproszenia. – Więc lepiej się pilnuj, Cas, bo jeżeli po twoim powrocie do pracy przyłapię cię na jakimś zaniedbaniu, to urwę ci głowę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.