30.08.2024, 21:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 00:01 przez Alexander Mulciber.)
Odpowiedź Alexa dotarła kilka minut po ostatnim z listów Alberta, tuż przed świtem 30 sierpnia. Koperta w jednym miejscu była delikatnie zabrudzona czymś, co wyglądało jak świeża ziemia.
Albert,
O czym Ty pieprzysz?
“Odszedł…”? Odszedł – chuj mu na drogę. Nie będę za nim tęsknił. Sam zawsze powtarzałeś, że z Roberta Mulcibera jest pierdolone ścierwo bez honoru – nawet przeklęte ghoule na tym jebanym cmentarzu to wyczuły, wyczuły, że niedługo zanurzą zęby w mulciberowskiej padlinie i nasycą się smakiem trupiego jadu – sam śmiałeś się kilka dni temu z tego lumpenproletariackiego ścierwa, a teraz wylewasz nad nim łzy? Tak samo jak ten ghoul, który ukrył się w świeżo rozkopanym grobie i zaczął, kurwa, zawodzić, a ja poszedłem na ten cmentarz tylko po to, żeby zobaczyć się z ojcem na jego grobie pamiętasz że spaliliśmy ciało ale jednak ten grób nie daje mi spokoju w każdym razie obudziłem się na cmentarzu i zajebałem tego ghoula spaliłem go tak jak te żywe trupy w Windermere wiesz jak ładnie płonął Albert czy to prawda że wampiry można zabić ogniem jebany smród palonego ciała będzie mnie prześladował w snach, a teraz czytam Twój list i nic nie rozumiem.
Z Twoich słów wnoszę, że dręczą Cię czarne myśli – dementory naszych przegniłych sumień, krążące jak natrętne muchy nad wypachnionymi zwłokami denata – myśli, które powracają do życia tylko wtedy, kiedy ktoś umiera. Mówisz o rzeczach ostatecznych, próbując uchwycić czas, który skapuje Ci z palców jak tłuszcz z tych pikantnych skrzydełek, które właśnie jesz. Rozumiem, że śmierć Roberta była dla Ciebie szokiem, ale mój krewny od dłuższego czasu zmagał się z problemami natury zdrowotnej, choć wolał zaprzeczać ich istnieniu zamiast zmierzyć się ze świadomością zbliżającego się końca. Nie każdy jest tak odważny jak Ty, Albercie. Nie każdy jest w stanie zaakceptować, że nie jest nieśmiertelny. Nie potrafię powiedzieć, ile czasu Ci zostało, myślałem, że wiem, ile ja sam mam do dyspozycji, ale myliłem się: nie potrafię przewidzieć każdej śmierci. Jutro czeka nas kolejny pogrzeb, jutro pochowamy kolejnego człowieka, którego znaliśmy, jutro umrze kolejne lato.
Ale nasz czas, Albercie, jeszcze nie nadszedł. Niech Devla, Bóg panujący nad życiem i śmiercią, błogosławi Cię, mój Przyjacielu.
Następny liścik dotarł może po kilku minutach od poprzedniego, widać było, że napisano go w pośpiechu.
Zaraz, Ty mówisz o swoim bracie? Nie. Niemożliwe.
Nie czytaj tamtego listu.
Zaraz będę.
Albert,
O czym Ty pieprzysz?
“Odszedł…”? Odszedł – chuj mu na drogę. Nie będę za nim tęsknił. Sam zawsze powtarzałeś, że z Roberta Mulcibera jest pierdolone ścierwo bez honoru – nawet przeklęte ghoule na tym jebanym cmentarzu to wyczuły, wyczuły, że niedługo zanurzą zęby w mulciberowskiej padlinie i nasycą się smakiem trupiego jadu – sam śmiałeś się kilka dni temu z tego lumpenproletariackiego ścierwa, a teraz wylewasz nad nim łzy? Tak samo jak ten ghoul, który ukrył się w świeżo rozkopanym grobie i zaczął, kurwa, zawodzić, a ja poszedłem na ten cmentarz tylko po to, żeby zobaczyć się z ojcem na jego grobie pamiętasz że spaliliśmy ciało ale jednak ten grób nie daje mi spokoju w każdym razie obudziłem się na cmentarzu i zajebałem tego ghoula spaliłem go tak jak te żywe trupy w Windermere wiesz jak ładnie płonął Albert czy to prawda że wampiry można zabić ogniem jebany smród palonego ciała będzie mnie prześladował w snach, a teraz czytam Twój list i nic nie rozumiem.
Z Twoich słów wnoszę, że dręczą Cię czarne myśli – dementory naszych przegniłych sumień, krążące jak natrętne muchy nad wypachnionymi zwłokami denata – myśli, które powracają do życia tylko wtedy, kiedy ktoś umiera. Mówisz o rzeczach ostatecznych, próbując uchwycić czas, który skapuje Ci z palców jak tłuszcz z tych pikantnych skrzydełek, które właśnie jesz. Rozumiem, że śmierć Roberta była dla Ciebie szokiem, ale mój krewny od dłuższego czasu zmagał się z problemami natury zdrowotnej, choć wolał zaprzeczać ich istnieniu zamiast zmierzyć się ze świadomością zbliżającego się końca. Nie każdy jest tak odważny jak Ty, Albercie. Nie każdy jest w stanie zaakceptować, że nie jest nieśmiertelny. Nie potrafię powiedzieć, ile czasu Ci zostało, myślałem, że wiem, ile ja sam mam do dyspozycji, ale myliłem się: nie potrafię przewidzieć każdej śmierci. Jutro czeka nas kolejny pogrzeb, jutro pochowamy kolejnego człowieka, którego znaliśmy, jutro umrze kolejne lato.
Ale nasz czas, Albercie, jeszcze nie nadszedł. Niech Devla, Bóg panujący nad życiem i śmiercią, błogosławi Cię, mój Przyjacielu.
Alexander Mulciber
Następny liścik dotarł może po kilku minutach od poprzedniego, widać było, że napisano go w pośpiechu.
Zaraz, Ty mówisz o swoim bracie? Nie. Niemożliwe.
Nie czytaj tamtego listu.
Zaraz będę.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat