31.08.2024, 14:40 ✶
Mówią, że śmiech jest zaraźliwy i owszem, reakcja jaką wywołał u Guinevere sprawiła, że sam aż musiał też zatkać sobie usta dłonią bo zaczął się coraz głośniej śmiać. A biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znajdowali to napady śmiechu nie były dobrym pomysłem - tylko jakoś tak trudno się opanować i chwilę mu zajęło nim przestał choćby chichotać.
- "Palec Figga" brzmi jakże doniośle - rzucił jeszcze z przekąsem - To ja jednak wolę być cały i zdrowy niż zostać tak zapamiętany - może i by dodał coś jeszcze ale zaczęła wspominać o transmutacji.
W sumie to jakby się zastanowić nad jej słowami to miała rację. Magia nie lubiła stagnacji, dobrze widział to w swoim fachu, gdzie wiele pieczęci i run było wykorzystywane w przeróżny sposób i konfiguracji. Jednak nigdy nie poddawał się tej myśli, ze przecież wszystkie formy magii mogą podlegać takiemu formowaniu według własnych potrzeb. Patrz jego rodzina, potrafiła nawiązać więzi z kotami poprzez rytuał, dlaczego więc ani magia - stosunkowo niepopularna forma transmutacji miałaby nie mieć użytkowników, którzy by wykazywali większe zdolności w posługiwaniu się przemianami niż inni?
Zapewne by o coś zapytał, podzielił się swoimi przemyśleniami, albo nawet powiedział, że rozumie, że niektórzy po prostu mają pewien dryg do niektórych rzeczy i mogą zrobić więcej niż inni - no ale przemiana Ginny w kot sprawiła, że stracił zainteresowanie czymkolwiek innym.
Przyglądał się cały czas z zachwytem temu jak myje sobie futerko - śledził jej ruchy jak zaczarowany, zupełnie jakby jakiś urok nie pozwalał mu choćby mrugnąć. Prawda była jednak taka, ze tutaj żadna magia nie miała nic do czynienia - to po prostu uwielbienie kotów przez Figga. Nie mógł oderwać wzroku, nie żeby chciał, bo co było lepszego niż podziwianie kota. Dodatkowo klimatu temu nadawał fakt, że znajdowali się przecież w grobowcu Egipskiej królowej, czyli ludu traktującego koty z boską czcią. W sumie to Figg ich rozumiał, to były niezwykłe stworzenia.
- Awww, jaki słodki głosik! - zachwicył się na głos po miauknięciu. doprawdy to co uchroniło Ginny przed próbą pogłaskania przez Thomasa był fakt, że odmieniła się ponownie w człowieka. Czuł, że jeszcze trochę i zapomniałby się i spróbowałby pogłaskać ja w jej kociej formie. Bo przecież jak to, zobaczyć kotka, zachwycać się nad nim i nawet nie spróbować pogłaskać? Siedział uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Nie wiedziałem, że posiadasz tak niesamowite umiejętności! Podziwiam! - powiedział już do ludzkiej panny McGonagall, choć podejrzewał, że rozumiała wszystko pod postacią kota, ale cóż nigdy nie ukrywał swojej miłości do kotów. - Tak umiejętności jak i przybieraną formę - dodał jeszcze, gdy podeszła do niego i wyciągnął ku niej dłoń z wyleczonym palcem. W sumie to całkowicie zapomniał o tym, że się zranił, całkowicie zaaferowany jej przemianą i zachwycaniem się wyparł z pamięci fakt bycia rannym.
Zaraz też zaciągnął się powietrzem chcąc wyczuć coś nienaturalnego w zapachu, wspomniana przez nią stęchlizna. Jednak nie był w stanie wyczuć nic ponad to co czuł tu wcześniej - pytanie czy po prostu nie wyczuła tego zapachu o wiele mocniej z racji tego, że byłą przed chwilą kotem? A jak wiadomo mają one czulsze powonienie niż ludzie.
- Wydaje mi się, że jest tak jak wcześniej, dostęp powietrza jest, ale nie ma pełnego przepływu, dlatego zapach stęchlizny pozostaje. Ale dobrze że mówisz, zwrócę na to uwagę - nie zamierzał ignorować ostrzeżeń, tylko dlatego, że sam czegoś nie wyczuwał. Byłby głupi bo nawet najmniejsza anomalia mogła zwiastować katastrofę - miał nadzieję, że nie aktywowało się nic przypadkiem.
- "Palec Figga" brzmi jakże doniośle - rzucił jeszcze z przekąsem - To ja jednak wolę być cały i zdrowy niż zostać tak zapamiętany - może i by dodał coś jeszcze ale zaczęła wspominać o transmutacji.
W sumie to jakby się zastanowić nad jej słowami to miała rację. Magia nie lubiła stagnacji, dobrze widział to w swoim fachu, gdzie wiele pieczęci i run było wykorzystywane w przeróżny sposób i konfiguracji. Jednak nigdy nie poddawał się tej myśli, ze przecież wszystkie formy magii mogą podlegać takiemu formowaniu według własnych potrzeb. Patrz jego rodzina, potrafiła nawiązać więzi z kotami poprzez rytuał, dlaczego więc ani magia - stosunkowo niepopularna forma transmutacji miałaby nie mieć użytkowników, którzy by wykazywali większe zdolności w posługiwaniu się przemianami niż inni?
Zapewne by o coś zapytał, podzielił się swoimi przemyśleniami, albo nawet powiedział, że rozumie, że niektórzy po prostu mają pewien dryg do niektórych rzeczy i mogą zrobić więcej niż inni - no ale przemiana Ginny w kot sprawiła, że stracił zainteresowanie czymkolwiek innym.
Przyglądał się cały czas z zachwytem temu jak myje sobie futerko - śledził jej ruchy jak zaczarowany, zupełnie jakby jakiś urok nie pozwalał mu choćby mrugnąć. Prawda była jednak taka, ze tutaj żadna magia nie miała nic do czynienia - to po prostu uwielbienie kotów przez Figga. Nie mógł oderwać wzroku, nie żeby chciał, bo co było lepszego niż podziwianie kota. Dodatkowo klimatu temu nadawał fakt, że znajdowali się przecież w grobowcu Egipskiej królowej, czyli ludu traktującego koty z boską czcią. W sumie to Figg ich rozumiał, to były niezwykłe stworzenia.
- Awww, jaki słodki głosik! - zachwicył się na głos po miauknięciu. doprawdy to co uchroniło Ginny przed próbą pogłaskania przez Thomasa był fakt, że odmieniła się ponownie w człowieka. Czuł, że jeszcze trochę i zapomniałby się i spróbowałby pogłaskać ja w jej kociej formie. Bo przecież jak to, zobaczyć kotka, zachwycać się nad nim i nawet nie spróbować pogłaskać? Siedział uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Nie wiedziałem, że posiadasz tak niesamowite umiejętności! Podziwiam! - powiedział już do ludzkiej panny McGonagall, choć podejrzewał, że rozumiała wszystko pod postacią kota, ale cóż nigdy nie ukrywał swojej miłości do kotów. - Tak umiejętności jak i przybieraną formę - dodał jeszcze, gdy podeszła do niego i wyciągnął ku niej dłoń z wyleczonym palcem. W sumie to całkowicie zapomniał o tym, że się zranił, całkowicie zaaferowany jej przemianą i zachwycaniem się wyparł z pamięci fakt bycia rannym.
Zaraz też zaciągnął się powietrzem chcąc wyczuć coś nienaturalnego w zapachu, wspomniana przez nią stęchlizna. Jednak nie był w stanie wyczuć nic ponad to co czuł tu wcześniej - pytanie czy po prostu nie wyczuła tego zapachu o wiele mocniej z racji tego, że byłą przed chwilą kotem? A jak wiadomo mają one czulsze powonienie niż ludzie.
- Wydaje mi się, że jest tak jak wcześniej, dostęp powietrza jest, ale nie ma pełnego przepływu, dlatego zapach stęchlizny pozostaje. Ale dobrze że mówisz, zwrócę na to uwagę - nie zamierzał ignorować ostrzeżeń, tylko dlatego, że sam czegoś nie wyczuwał. Byłby głupi bo nawet najmniejsza anomalia mogła zwiastować katastrofę - miał nadzieję, że nie aktywowało się nic przypadkiem.