15.01.2023, 00:22 ✶
Brenna była zaskoczona widokiem Nicholasa niemal równie mocno, jak on jej. Może nawet mocniej, bo kiedy chłopak nieoczekiwanie wybiegł zza domu, zwróciła ku niemu gwałtownie różdżkę, strumień wody nim znikł zmoczył mu koszulę na klatce piersiowej, a zaklęcie oszałamiające w ostatniej chwili zamarło kobiecie na ustach wraz z nadejściem rozpoznania. Głównie dlatego, że kiedy zaczęła walczyć z żywiołem, dostrzegła wreszcie, że nie wygląda to na przypadkowe zaprószenie ognia: że nie powinno być tak, że najwięcej płomieni jest na froncie oraz dachu, a pomiędzy nimi dom jeszcze nie płonie. W pierwszej sekundzie obawiała się, że oto ktoś, kto dokonał dzieła zniszczenia, ku niej biegnie.
- Nie wiem! Pełno tu dymu - jęknęła, ale niemal natychmiast znów skierowała różdżkę ku domowi, zbliżając się do niego pomimo żaru i szarych oparów, dostających się do oczu i gardła. Bo słowa Nicholasa, choć tak blisko był ogień, sprawiły, ze we wnętrzu Brenny rozlało się zimno.
Jeżeli ktoś zabarykadował drzwi, w środku musieli być ludzie. I byli albo już martwi, albo nie mogli się wydostać - może zatruci dymem, może sparaliżowani zaklęciami, oczekując powoli na śmierć w płomieniach?
W normalnych okolicznościach pewnie próbowałaby powstrzymać brata Nory przed wbiegnięciem do środka, bo znając go od małego nie umiała jeszcze patrzeć na niego jak na dorosłego. Ale teraz nie miała po prostu czasu na przekonywanie go. Myślała w tej chwili głównie o tym, że gdzieś w tej pożodze były ciała jej sąsiadów albo żywy, mały chłopiec, duszony powoli przez dym...
To było głupie, ale nie umiałaby tego tak zostawić.
- Oblej się wodą! TOMMY! - krzyknęła znowu, tym razem różdżkę zwracając nie na płomienie, a na siebie, oblewając strumieniem wody twarz, włosy i koszulę. Wydobyła wolną ręką z kieszeni chusteczkę, chcąc choć trochę osłonić nos i usta przed dymem. Miała zamiar właśnie rzucić się do środka, przez nieco mniejsze płomienie, gdy jej uszu dobiegł czyjś okrzyk. Wcale nie dobiegający z domu.
Obróciła się gwałtownie, ale ktokolwiek rzucił czar, nie był w zasięgu wzroku. Może nawet sam nie wiedział, że ktoś pojawił się w pobliżu, i próbował pokrzyżować jego zamiary. Nad domem Michaela rozkwitł mroczny znak. A Brenna, nietypowo dla siebie, na ułamek sekundy się zawahała, czy rzucać się do środka, czy raczej tam, gdzie prawdopodobnie znajdował się śmierciożerca, mogący przecież zaatakować ich od tyłu, jeżeli zorientowałby się w sytuacji. W konsekwencji Figg, jeżeli był zdecydowany, mógł wbiec do wnętrza płonącego domu jako pierwszy.
- Nie wiem! Pełno tu dymu - jęknęła, ale niemal natychmiast znów skierowała różdżkę ku domowi, zbliżając się do niego pomimo żaru i szarych oparów, dostających się do oczu i gardła. Bo słowa Nicholasa, choć tak blisko był ogień, sprawiły, ze we wnętrzu Brenny rozlało się zimno.
Jeżeli ktoś zabarykadował drzwi, w środku musieli być ludzie. I byli albo już martwi, albo nie mogli się wydostać - może zatruci dymem, może sparaliżowani zaklęciami, oczekując powoli na śmierć w płomieniach?
W normalnych okolicznościach pewnie próbowałaby powstrzymać brata Nory przed wbiegnięciem do środka, bo znając go od małego nie umiała jeszcze patrzeć na niego jak na dorosłego. Ale teraz nie miała po prostu czasu na przekonywanie go. Myślała w tej chwili głównie o tym, że gdzieś w tej pożodze były ciała jej sąsiadów albo żywy, mały chłopiec, duszony powoli przez dym...
To było głupie, ale nie umiałaby tego tak zostawić.
- Oblej się wodą! TOMMY! - krzyknęła znowu, tym razem różdżkę zwracając nie na płomienie, a na siebie, oblewając strumieniem wody twarz, włosy i koszulę. Wydobyła wolną ręką z kieszeni chusteczkę, chcąc choć trochę osłonić nos i usta przed dymem. Miała zamiar właśnie rzucić się do środka, przez nieco mniejsze płomienie, gdy jej uszu dobiegł czyjś okrzyk. Wcale nie dobiegający z domu.
Obróciła się gwałtownie, ale ktokolwiek rzucił czar, nie był w zasięgu wzroku. Może nawet sam nie wiedział, że ktoś pojawił się w pobliżu, i próbował pokrzyżować jego zamiary. Nad domem Michaela rozkwitł mroczny znak. A Brenna, nietypowo dla siebie, na ułamek sekundy się zawahała, czy rzucać się do środka, czy raczej tam, gdzie prawdopodobnie znajdował się śmierciożerca, mogący przecież zaatakować ich od tyłu, jeżeli zorientowałby się w sytuacji. W konsekwencji Figg, jeżeli był zdecydowany, mógł wbiec do wnętrza płonącego domu jako pierwszy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.