Nie, nie byli wcale lepsi, nawet jeśli ich pytania zapewne były odrobinę bardziej subtelne, niż pytania innych uczniów, i właściwie były zadawane na podstawie tego, co wcześniej mówiła im sama Marta. Mimo to wciąż mogli uznać się za podłych na takim samym poziomie, co inni, skoro nie przerwali tej rozmowy, nie zmienili tematu, by Marta nie musiała po raz enty rozmawiać o dniu, który zakończył jej życie i zamknął w formie ducha, który mógł być już tylko obserwatorem dziejącej się dalej historii, ale już nie uczestnikiem. Myśląc o tym, Jasperowi zrobiło się Marty szkoda - nie chciał sobie nawet wyobrażać, jak dziewczyna musiała się czuć, widząc, że wszystko dookoła przeżywa swoje dni i zmienia się, kiedy jej samej zostało to odebrane. I nie było nawet wiadomo, czy sprawca został zidentyfikowany, odnaleziony i należycie ukarany.
Marta jednak sama zakończyła rozmowę i samo spotkanie, po prostu wskakując do muszli klozetowej, zanim Jasper zdążył ją przeprosić i zaproponować inny temat, by spróbować poprawić duchowi humor. Dłoń Electry, która zacisnęła się na jego ramieniu, nakrył swoją i delikatnie ją poklepał w pocieszającym geście. Nawet mu nie przeszkadzało, że jej palce wcale nie tak lekko się zaciskały. Przyszła jednak pora, by wreszcie opuścić łazienkę i albo zapomnieć o całym tym zdarzeniu, wrócić do Pokoi Wspólnych i przejść do porządku dziennego, albo kontynuować rozmowę z własnymi już wnioskami.
-Nie masz za co przepraszać - wzruszył lekko ramionami, gdy Electra odezwała się pierwsza. -Nie było... Nie było w sumie tak źle. Czegoś się dowiedzieliśmy. Raczej nic to w naszych życiach nie zmieni, ale jest to zawsze coś innego. Dziękuję, że mnie tu zaciągnęłać - szczerość jego słów potwierdził uśmiech, który uformował się na jego ustach.
Nie był to może szeroki uśmiech, ukazujący wszystkie zęby i dziąsła, który tak często wkradał się na twarze szczęśliwych dzieci, ale był to szczery uśmiech, rozświetlający dotychczas gburowatą twarz.
Kiedy jednak Electra wypowiedziała wspomniane wcześniej przez ducha imię, uśmiech ten zbladł, a kąciki zaczęły powoli opadać. Jego zaciskające się szczęki dodatkowo pokazywały, że chłopak nie chciał tego tematu poruszać.
Kichnięcie było w tym momencie, jak zbawienie.
-Oj, to nie brzmi dobrze - powiedział zupełnie spokojnie. -Zanim zaczniesz się szykować na kolejny mecz, zabierzemy cię do Skrzydła Szpitalnego. Jeszcze tego brakowało, żebyś się rozchorowała zaraz po tym, jak nam ten mecz odwołali.
I Jasper faktycznie zaprowadziłby Electrę do Skrzydła Szpitalnego, nawet gdyby bardzo protestowała, ale, dosłownie, pojawił się pewien problem.
Problem, który, kładąc swoją dłoń na ramieniu Jaspera, omal nie przyprawił go o zawał.
-Oho, a kogo ja tu widzę? - zamruczał ochrypłym głosem woźny, patrząc na nich ze złośliwym uśmiechem. -Kelly i Prewett, szwendający się samotnie po korytarzu. Korytarzu, który został zalany wodą - tu przeniósł wzrok na Jaspera. -Wodą, która wycieka spod [b]łazienki dziewcząt. Oj tak, macie kłopoty.