31.08.2024, 18:54 ✶
Rose uniosła brew. Nie mogła zignorować tego, że ta ruda z kiosku w herbaciarni zarzekała się, że ten szmatławiec dołączał rzadkie nasiona jako... No właśnie. Gratis. GRATIS. Gratisowe rzadkie nasiona - to brzmiało cholernie naciąganie. To tak, jakby ktoś postanowił dołączyć do gazety różdżkę albo sto galeonów.
- No tak, skoro Pani Cattermole tak mówi, to tak musi być - odezwała się słodko, sięgając po filiżankę. Skryła uśmiech za naczyniem, trzymając w lewej ręce spodek, a w prawej: uszko naczynka. - Od kiedy tak liczysz się z jej zdaniem, Roise? Czyżbym powinna o czymś wiedzieć?
Zapytała niewinnie, zaczepką odpowiadając na przekorę. Doskonale wiedziała, że jeżeli jej brat miał kogoś na oku, to zaraz na horyzoncie pojawi się kolejna kobieta. I kolejna, i kolejna. Chyba żadna nie będzie na tyle interesująca, by zatrzymać go przy sobie na dłużej. W zasadzie to Rose podejrzewała, że jej brat już się zaręczył: ale z pracą. Nie winiła go jednak, bo po pierwsze - nie wyobrażała go sobie jako ojca, a po drugie to sama przedkładała pracę nad wszystko inne, a w szczególności nad związki. Faceci to był tylko problem, co powtarzała przy niemal każdym spotkaniu rodzinnym ku uciesze ich ojca i niezadowoleniu matki. No i była jeszcze jedna, trzecia sprawa: o ile się orientowała, to Ambroise nie gustował w starych babach.
- Wiesz, że gęsi mają coś na kształt zębów w dziobach? - uniosła brew, odstawiając ostrożnie herbatę. Dopiero gdy naczynie znalazło się na stoliku, kłapnęła zębami, a zaraz potem zaczęła się śmiać. - Nie martw się, nie wyrosną mi pióra i dziób. Gdybym miała się zmienić w zwierzę... To w sumie nie wiem czym bym była. Wiesz dobrze, że po śmierci stajemy się częścią Kniei, więc nigdy nawet nie zastanawiałam się nad niczym innym niż bycie jej częścią.
Lekko spoważniała. - Pamiętasz, jak kiedyś mówiłam Ci o Samuelu? Nie wiem, jak ma na nazwisko, ale lata temu spotkałam go w Kniei, w samym jej środku. Poszłam wtedy do ojca i okazało się, że ma pozwolenie, by tam być. Ciekawa jestem, co się teraz z nim stało i czy udało mu się uciec.
Nie to, żeby się zakochała, bo sposób, w jaki wypowiadała się o dziwnym facecie z lasu, który potrafi zmieniać się w niedźwiedzia, był zupełnie nieromantyczny. Ale łatwo było zgadnąć, że Roselyn i Samuel nawiązali podczas tego spotkania jakąś dziwną więź - a co za tym idzie Greengrassówna martwiła się, jak ten sobie radzi. I czy zdążył uciec przed widmami.
- Gęsi to skurwysyny, Roise. Tak samo jak łabędzie, ale te to przynajmniej atakują, gdy bronią młodych. A taka gęś to jak kogut - pamiętasz jak mnie gonił? Ledwo nauczyłam się chodzić, gdy zaatakował mnie ten opierzony drób. Od tamtego czasu naprawdę szybko biegam - roześmiała się. Dawno nie śmiała się tak głośno i swobodnie. Nie musiała dbać o to, że ktoś im zaraz przeszkodzi, nie musiała dbać o to, że ktoś zobaczy, że robią jej się zmarszczki. Mogła być sobą, to było cudowne uczucie.
Odchrząknęła, a potem zgasiła papierosa. Zaraz odpaliła nowego, bo przecież paliła tamtego tak intensywnie, że odłożony na popielniczkę zgasł. Tym również jednak zaciągnęła się zaledwie dwa razy.
- No więc... Pamiętasz, jak ojciec narzekał, że rośliny jakoś dziwnie się rozrastają? Mamy początek czerwca a mam wrażenie, że chwastów jest coraz więcej i to nie tylko w Dolinie, ale wszędzie. Zabijają większą część roślin, które hodujemy. Będą niezbyt obfite zbiory. Podejrzewałam, że tak może być, więc całą wiosnę spędziłam na próbie skrzyżowania kilku gatunków drzewa wiggenowego. Nie było to łatwe, bo musiałam zebrać kilka odmian z całego świata, ale nawet nie wiesz ile osób potrafi pomóc za sam ładny uśmiech - i odrobinę hipnozy. Ambroise wiedział, w przeciwieństwie do ich rodziców, że Roselyn nauczyła się tego jeszcze w Hogwarcie. I chociaż ta mała kleptomanka nieczęsto z tej umiejętności korzystała, to najpewniej w chwili "proszenia" o nasiona musiała się nią posłużyć. Raczej. Mogła je też po prostu zwędzić, ale czy ktoś tak uroczy byłby w stanie cokolwiek ukraść? - No i udało się. Odmiana z Azji i Europy urosła dwa razy szybciej, niż nieskrzyżowane drzewka. Daje mi to nadzieję na to, że eliksiry z niej będą dwukrotnie silniejsze.
Dodała szeptem, pochylając się w stronę mężczyzny. Ona była przekonana, że się udało - ale cóż... Nie przetestowała jeszcze tej teorii, bo mimo iż potrafiła robić eliksiry, to jakoś nigdy się do tej sztuki nie paliła.
- No tak, skoro Pani Cattermole tak mówi, to tak musi być - odezwała się słodko, sięgając po filiżankę. Skryła uśmiech za naczyniem, trzymając w lewej ręce spodek, a w prawej: uszko naczynka. - Od kiedy tak liczysz się z jej zdaniem, Roise? Czyżbym powinna o czymś wiedzieć?
Zapytała niewinnie, zaczepką odpowiadając na przekorę. Doskonale wiedziała, że jeżeli jej brat miał kogoś na oku, to zaraz na horyzoncie pojawi się kolejna kobieta. I kolejna, i kolejna. Chyba żadna nie będzie na tyle interesująca, by zatrzymać go przy sobie na dłużej. W zasadzie to Rose podejrzewała, że jej brat już się zaręczył: ale z pracą. Nie winiła go jednak, bo po pierwsze - nie wyobrażała go sobie jako ojca, a po drugie to sama przedkładała pracę nad wszystko inne, a w szczególności nad związki. Faceci to był tylko problem, co powtarzała przy niemal każdym spotkaniu rodzinnym ku uciesze ich ojca i niezadowoleniu matki. No i była jeszcze jedna, trzecia sprawa: o ile się orientowała, to Ambroise nie gustował w starych babach.
- Wiesz, że gęsi mają coś na kształt zębów w dziobach? - uniosła brew, odstawiając ostrożnie herbatę. Dopiero gdy naczynie znalazło się na stoliku, kłapnęła zębami, a zaraz potem zaczęła się śmiać. - Nie martw się, nie wyrosną mi pióra i dziób. Gdybym miała się zmienić w zwierzę... To w sumie nie wiem czym bym była. Wiesz dobrze, że po śmierci stajemy się częścią Kniei, więc nigdy nawet nie zastanawiałam się nad niczym innym niż bycie jej częścią.
Lekko spoważniała. - Pamiętasz, jak kiedyś mówiłam Ci o Samuelu? Nie wiem, jak ma na nazwisko, ale lata temu spotkałam go w Kniei, w samym jej środku. Poszłam wtedy do ojca i okazało się, że ma pozwolenie, by tam być. Ciekawa jestem, co się teraz z nim stało i czy udało mu się uciec.
Nie to, żeby się zakochała, bo sposób, w jaki wypowiadała się o dziwnym facecie z lasu, który potrafi zmieniać się w niedźwiedzia, był zupełnie nieromantyczny. Ale łatwo było zgadnąć, że Roselyn i Samuel nawiązali podczas tego spotkania jakąś dziwną więź - a co za tym idzie Greengrassówna martwiła się, jak ten sobie radzi. I czy zdążył uciec przed widmami.
- Gęsi to skurwysyny, Roise. Tak samo jak łabędzie, ale te to przynajmniej atakują, gdy bronią młodych. A taka gęś to jak kogut - pamiętasz jak mnie gonił? Ledwo nauczyłam się chodzić, gdy zaatakował mnie ten opierzony drób. Od tamtego czasu naprawdę szybko biegam - roześmiała się. Dawno nie śmiała się tak głośno i swobodnie. Nie musiała dbać o to, że ktoś im zaraz przeszkodzi, nie musiała dbać o to, że ktoś zobaczy, że robią jej się zmarszczki. Mogła być sobą, to było cudowne uczucie.
Odchrząknęła, a potem zgasiła papierosa. Zaraz odpaliła nowego, bo przecież paliła tamtego tak intensywnie, że odłożony na popielniczkę zgasł. Tym również jednak zaciągnęła się zaledwie dwa razy.
- No więc... Pamiętasz, jak ojciec narzekał, że rośliny jakoś dziwnie się rozrastają? Mamy początek czerwca a mam wrażenie, że chwastów jest coraz więcej i to nie tylko w Dolinie, ale wszędzie. Zabijają większą część roślin, które hodujemy. Będą niezbyt obfite zbiory. Podejrzewałam, że tak może być, więc całą wiosnę spędziłam na próbie skrzyżowania kilku gatunków drzewa wiggenowego. Nie było to łatwe, bo musiałam zebrać kilka odmian z całego świata, ale nawet nie wiesz ile osób potrafi pomóc za sam ładny uśmiech - i odrobinę hipnozy. Ambroise wiedział, w przeciwieństwie do ich rodziców, że Roselyn nauczyła się tego jeszcze w Hogwarcie. I chociaż ta mała kleptomanka nieczęsto z tej umiejętności korzystała, to najpewniej w chwili "proszenia" o nasiona musiała się nią posłużyć. Raczej. Mogła je też po prostu zwędzić, ale czy ktoś tak uroczy byłby w stanie cokolwiek ukraść? - No i udało się. Odmiana z Azji i Europy urosła dwa razy szybciej, niż nieskrzyżowane drzewka. Daje mi to nadzieję na to, że eliksiry z niej będą dwukrotnie silniejsze.
Dodała szeptem, pochylając się w stronę mężczyzny. Ona była przekonana, że się udało - ale cóż... Nie przetestowała jeszcze tej teorii, bo mimo iż potrafiła robić eliksiry, to jakoś nigdy się do tej sztuki nie paliła.