Zabawne, że ona i Erik mieli już swoje własne miejsce treningowe. Z dala od ciekawskich oczu, na wzgórzach Little Hangleton. Mogli korzystać z tych oficjalnych, jednak starcia na tym wzgórzu sprawiały jej większą frajdę. Świeże powietrze oczyszczało umysł, na pewno było tu dużo przyjemniej niż w jednej z salek treningowych. Co najważniejsze - nie mógł też tu ich nikt podglądać, dzięki czemu mogli zaskakiwać swoich innych przeciwników.
Longbottom był idealnym partnerem do sparingów. Byli na podobnym poziomie, a do tego widywali się dość rzadko, więc jeszcze nie zdążyli poznać swoich wszystkich sztuczek, a do tego naprawdę lubiła jego towarzystwo i zawsze ogromnie cieszyła się na ich spotkania. Nie mogło być lepiej.
Wspinali się powoli, ramię w ramię na szczyt wzgórza. To była całkiem przyjemna rozgrzewka przed pojedynkiem, których ich czekał. Dobrze jej zrobi kolejny trening, musiała być w formie od kiedy wiedziała, że gdzieś tam czai się istota, która chce odebrać jej życie. Postanowiła sobie jednak nie zawracać tym dzisiaj głowy, zamierzała się zrelaksować podczas tej walki z Erikiem. Gdy wróci do domu będzie mogła znowu myśleć o tych wszystkich problemach, które ostatnio pojawiły się w jej życiu. Nie chciała zresztą, żeby Erik widział, że coś jest z nią nie tak, nie mogła się rozpraszać tymi niepotrzebnymi myślami. Chciała skopać mu dupę, to był jej jedyny cel na to popołudnie.
- Wiesz, że nigdy nie odmawiam. - Powiedziała z uśmiechem. - Na pewno nie tobie. - Ich znajomość sięgała naprawdę młodzieńczych lat i bardzo ją sobie ceniła. Wiedziała, że może na niego liczyć, był jedną z nielicznych osób z czystokrwistej socjety którą naprawdę polubiła. - Zawsze lepiej ćwiczyć z kimś obcym, w sensie no nie obcym, ale z kimś z kim się nie mieszka. - Szczególnie, że pewnie wiedzieli na co stać daną osobę. Ona mogła chociaż trochę zaskoczyć Erika, dzięki czemu faktycznie mógł doszkalać swoje umiejętności. - Nie wiem, czy luźniej znaczy lepiej, ale potraktuję to jako komplement. - Posłała mu kolejny uśmiech.
Ona również sięgnęła po swoją różdżkę, trzymała ją mocno w lewej dłoni. Geraldine była bowiem leworęczna.
Stanęła na przeciw mężczyzny gotowa do rzucenia kilku zaklęć. Była ciekawa, kto tym razem wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Tak właściwie to reprezentowali z Erikiem podobny poziom i trudno było obstawić, kto danego dnia wygra starcie. To dodawało ich spotkaniom więcej rozrywki, dobrze było mieć świadomość, że walczy się z kimś równym sobie. Dzięki temu też mogła faktycznie określić wzrost lub spadek swoich umiejętności.
- Oczywiście, że ćwiczyłam, jak mniemam ty również? - Pewnie było to zbędne pytanie, ale zadała je również skoro on tak się martwił o to, czy dbała o regularność treningów.
- Gotowy? - Zapytała jeszcze unosząc różdżkę wyżej.
Gdy usłyszała twierdząca odpowiedź nie zwlekała. Machnęła różdżką w powietrzu i wypowiedziała zaklęcie, chciała wyczarować kulę energii, która przewróci jej przyjaciela.
Akcja nieudana
Sukces!
kształtowanie