31.08.2024, 20:57 ✶
– Oh, naprawdę? To w takim razie chyba się jednak skuszę. Pomyślmy... Hm, nie wiesz co? Chyba jednak muszę odmówić. Myślę, że z twoich kuzynów mógłbym się znaleźć w łóżku jedynie z naszym drogim Anthonym, ale obawiam się, że na pewno by mi odmówił, a jeśli nie mógłby to być Anthony to jednak nie chcę żadnych twoich kuzynów w łóżku – powiedział, przyjmując żartobliwy ton głosu. Nie był jednak głupi. Widział przecież, gdy jeszcze byli w Hogwarcie, że ich drogi przyjaciel zaczął unikać przebywania w łazience w tym samym czasie co on, a to prowadziło do pewnych oczywistych wręcz wniosków – Shafiq nabawił się kompleksów odnośnie własnego ciała i najwyraźniej obserwowanie Jonathana bez ubrań, który mógłby bez problemu być inspiracją niejednej rzeźbiarki, jedynie je zaogniało. Selwyn uważał, że było to o tyle bez sensu, że ich przyjaciel nie miał się czego powstydzić, ale wiedział też, że czasem rozsądek mówił jedno, a głowa drugie. Może kiedyś będzie musiał zamknąć się sam na sam z drugim czarodziejem i wyjaśnić, że jest nawet bardziej niż wystarczający wyglądowo, ale miał na razie zdecydowanie za dużo innych problemów, by o tym myśleć.
– Każdy szejk po pierwsze za bardzo bałby się do ciebie podejść moja kochana – powiedział i nagle, przez tę krótką chwilę, dręczące go zmartwienie przestało istnieć. Nagle byli po prostu dwójka przyjaciół, droczących się w najlepsze w pewna piękną majową noc, kiedy niebo zdobiły miliony gwiazd, a wokół roztaczał się zapach kwiatów, tak jak na wiosnę na błoniach Hogwartu. Gdyby wystarczająco dobrze się skupić mógłby nawet udawać, że wciąż są w szkole, a problemy dorosłego życia ich nie dotyczą. – Lottie, proszę cię. Naprawdę nie widziałaś, że wszystkie oczy dzisiaj były zwrócone na mnie? Zresztą spójrz na gwiazdy. Gdy tylko wyszedłem zaczęły świecić jaśniej. Nie zdziwiłbym się nawet gdyby teraz nagle zaczęły spadać i rzucać się w objęcia śmierci, bo pewnie uświadomiły sobie, że lśnię jaśniej od nich, ale nie martw się moja droga. Jesteś zaraz po mnie, na drugim miejscu.
Uśmiechnął się, ale zaraz potem jego uśmiech nieco przygasł. Chwila minęła. Zmartwienia powróciły. Zamiast komedii nastała tragedia.
– Ale tak na serio, co my zrobimy Lottie? Nie chcę brać z toba ślubu jeśli nie chcesz.
– Każdy szejk po pierwsze za bardzo bałby się do ciebie podejść moja kochana – powiedział i nagle, przez tę krótką chwilę, dręczące go zmartwienie przestało istnieć. Nagle byli po prostu dwójka przyjaciół, droczących się w najlepsze w pewna piękną majową noc, kiedy niebo zdobiły miliony gwiazd, a wokół roztaczał się zapach kwiatów, tak jak na wiosnę na błoniach Hogwartu. Gdyby wystarczająco dobrze się skupić mógłby nawet udawać, że wciąż są w szkole, a problemy dorosłego życia ich nie dotyczą. – Lottie, proszę cię. Naprawdę nie widziałaś, że wszystkie oczy dzisiaj były zwrócone na mnie? Zresztą spójrz na gwiazdy. Gdy tylko wyszedłem zaczęły świecić jaśniej. Nie zdziwiłbym się nawet gdyby teraz nagle zaczęły spadać i rzucać się w objęcia śmierci, bo pewnie uświadomiły sobie, że lśnię jaśniej od nich, ale nie martw się moja droga. Jesteś zaraz po mnie, na drugim miejscu.
Uśmiechnął się, ale zaraz potem jego uśmiech nieco przygasł. Chwila minęła. Zmartwienia powróciły. Zamiast komedii nastała tragedia.
– Ale tak na serio, co my zrobimy Lottie? Nie chcę brać z toba ślubu jeśli nie chcesz.