31.08.2024, 22:13 ✶
– Cieszę się, że pan się ze mną zgadza – stwierdziła Bulstrode, takim tonem, że nie dało się orzec, czy faktycznie się z tego cieszyła, czy było wręcz przeciwnie. Podejrzliwość, że coś było nie tak z ostatnią dostawą zagnieździła się w niej na dobre i wewnętrzne zamiłowanie do porządku sprawiało, że miała wielką ochotę iść to sprawdzić natychmiast. Sporo ją kosztowało zostanie tutaj, ale powtarzała sobie, że tak nagłe zmiany planów nie są wskazane.
– Pochlebiam sobie, że krew jestem w stanie pobrać sama, panie Lupin – odparła Florence. – Już je mam. Zdołałam w ostatnich tygodniach dotrzeć do kilku osób obciążonych klątwą żywiołów. Są tutaj próbki od dwóch osób nią obciążonych, jedna od osoby nie obciążonej klątwą i jedna od kogoś, kto sam na nią nie cierpi, ale już miała ją jego matka i cierpi na nią jego syn – powiedziała, wskazując na przygotowanie próbki. Najpierw wyszukiwała imię i nazwisko, czy to w szpitalnych archiwach, czy w zapiskach na temat klątwy w bibliotece Parkinsów, czy po prostu pytając wśród swoich znajomych. Potem wyszukiwała informacje na ich temat, każdą dostępną sobie drogą. Niektórzy byli chętni do spotkania jak Samuel McGongall, niektórzy „trafili się sami”, jak mężczyzna, który na korytarzu Munga aktywował klątwę błyskawic ze strachu, niektórych trzeba było przekonać do rozmowy i zgody na badania, ale Florence umiała być niewiarygodnie uparta.
– Terapia może pomóc w panowaniu nad emocjami, ale to w żaden sposób nie wpływa na obecność samej klątwy i nigdy nie wycisza jej zupełnie. Ułatwia jedynie radzenie sobie z gniewem, stresem i strachem, stanowiącymi jej wyzwalacz – stwierdziła Florence. Zapiski tego typu przejrzała, ale bardziej czując, że to obowiązek przy rzetelnych badaniach niż dlatego, że faktycznie ją to interesowało. Pod pewnymi względami lekceważyła trochę tego typu rzeczy, uważając, że źródeł klątwy należy szukać zupełnie gdzieś indziej, a praca nad emocjami jest przydatna jedynie, by ułatwić życie z nią – nie w jej projekcie badawczym. – Klątwa żywiołów zaburza funkcjonowanie magii w ciele. Powstała, aby przekroczyć ograniczenia i umożliwić korzystanie z magii kształtowania bez różdżki i bez inkantacji, i faktycznie to umożliwiła, ale coś poszło źle i aktywują ją emocje. Uczucia to katalizator, sama klątwa jest jednak dziedziczna. Każda osoba, która jest nią obłożona, ma w swoim drzewie genealogicznym kogoś, kto przejawił tę klątwę… albo może ją mieć, bo istnieją białe plamy.
Florence miała nadzieję, że być może dokładniejsze badania krwi pozwolą lepiej poznać mechanizm przenoszenia klątwy żywiołów. Czy liczyła na naprawdę wiele? Nie, ale nastawiała się to, że do długoterminowy i wielotorowy projekt. Być może któraś ze ścieżek podsunie jej wskazówki. A może nie – może wszystkie zaprowadzą w ślepe uliczki. Ale była zdecydowana przynajmniej spróbować.
– Pochlebiam sobie, że krew jestem w stanie pobrać sama, panie Lupin – odparła Florence. – Już je mam. Zdołałam w ostatnich tygodniach dotrzeć do kilku osób obciążonych klątwą żywiołów. Są tutaj próbki od dwóch osób nią obciążonych, jedna od osoby nie obciążonej klątwą i jedna od kogoś, kto sam na nią nie cierpi, ale już miała ją jego matka i cierpi na nią jego syn – powiedziała, wskazując na przygotowanie próbki. Najpierw wyszukiwała imię i nazwisko, czy to w szpitalnych archiwach, czy w zapiskach na temat klątwy w bibliotece Parkinsów, czy po prostu pytając wśród swoich znajomych. Potem wyszukiwała informacje na ich temat, każdą dostępną sobie drogą. Niektórzy byli chętni do spotkania jak Samuel McGongall, niektórzy „trafili się sami”, jak mężczyzna, który na korytarzu Munga aktywował klątwę błyskawic ze strachu, niektórych trzeba było przekonać do rozmowy i zgody na badania, ale Florence umiała być niewiarygodnie uparta.
– Terapia może pomóc w panowaniu nad emocjami, ale to w żaden sposób nie wpływa na obecność samej klątwy i nigdy nie wycisza jej zupełnie. Ułatwia jedynie radzenie sobie z gniewem, stresem i strachem, stanowiącymi jej wyzwalacz – stwierdziła Florence. Zapiski tego typu przejrzała, ale bardziej czując, że to obowiązek przy rzetelnych badaniach niż dlatego, że faktycznie ją to interesowało. Pod pewnymi względami lekceważyła trochę tego typu rzeczy, uważając, że źródeł klątwy należy szukać zupełnie gdzieś indziej, a praca nad emocjami jest przydatna jedynie, by ułatwić życie z nią – nie w jej projekcie badawczym. – Klątwa żywiołów zaburza funkcjonowanie magii w ciele. Powstała, aby przekroczyć ograniczenia i umożliwić korzystanie z magii kształtowania bez różdżki i bez inkantacji, i faktycznie to umożliwiła, ale coś poszło źle i aktywują ją emocje. Uczucia to katalizator, sama klątwa jest jednak dziedziczna. Każda osoba, która jest nią obłożona, ma w swoim drzewie genealogicznym kogoś, kto przejawił tę klątwę… albo może ją mieć, bo istnieją białe plamy.
Florence miała nadzieję, że być może dokładniejsze badania krwi pozwolą lepiej poznać mechanizm przenoszenia klątwy żywiołów. Czy liczyła na naprawdę wiele? Nie, ale nastawiała się to, że do długoterminowy i wielotorowy projekt. Być może któraś ze ścieżek podsunie jej wskazówki. A może nie – może wszystkie zaprowadzą w ślepe uliczki. Ale była zdecydowana przynajmniej spróbować.