31.08.2024, 22:47 ✶
– Trujące, rozumiem? – odparła Florence, podobnie jak wcześniej, gdy wspominała o tym, że ona robi wszystko co najgorsze już podczas pracy z kamiennym wyrazem twarzy, i ciężko było tym razem osądzić, czy miał to być żart, czy naprawdę tak uważała.
– „Tak i nie” to żadna odpowiedź. Oznacza zwykle tyle samo co „nie mam pojęcia” – oświadczyła, przenosząc spojrzenie z Ambroise’a na drzwi swojego gabinetu. Nie podobało się jej to równie dobrze jak myśl o tym, że miałaby być prekursorką stosowania mugolskich pestycydów na magicznych roślinach, stworzonych z klątwy. Jej uporządkowany umysł i charakter kogoś, kto absolutnie nie był skłonny do ryzyka, mówiły (i nie krzyczały tylko dlatego, że Florenice nie krzyczałaby nawet w zaciszu własnej głowy), że takie eksperymenty przeprowadza się w kontrolowanych warunkach. Po odpowiednich badaniach, a ona pod względem stosowania mugolskich środków rolniczych, czy jak to je nazwać, była równie rozgarnięta, jak przeciętny przedszkolak. I na pewno nie przeprowadza się ich w jej gabinecie, w którym trzymała różne eliksiry, narzędzia oraz zapiski na temat pacjentów.
A potem Ambroise zaczął się jeszcze śmiać.
Śmiać.
– Cieszę się, że masz tak doskonały humor, Ambroise – powiedziała Florence niemalże słodkim tonem. – Zaczynam się zastanawiać, czy ta siekiera to naprawdę aż tak fatalny pomysł.
I zaczynała żałować, że poszła akurat do niego. Może należało jednak zlekceważyć tamtą kolejkę? Ambroise Greengrass był bez wątpienia jednym z najlepszych specjalistów od roślin w szpitalu i sama poprosiła o pomoc, więc może nie powinna pozwalać sobie na takie uwagi, ale Florence nie była w tej chwili pewna, czy mężczyzna przypadkiem nie postanowił się z niej naigrywać. Bo naprawdę… mugolskie środki? Miała poglądy na mugolaków znacznie łagodniejsze niż Greengrass, na przykład uważała, że niektórzy są znacznie inteligentniejsi niż niejeden czystokrwisty, jakiego spotkała. Nieraz bywała w różnych lokalach w niemagicznym Londynie i przywykła do nich – nawet jeżeli zwykle odwiedzała te miejsca ze względu na Patricka z czasem przestało się to Florence wydawać nienaturalne i nauczyła się doceniać pomysłowość mugoli, którzy radzili sobie bez magii. Ale to wciąż były jakieś mugolskie trucizny. Mugole zatruwali naturę, by zrekompensować sobie brak magii i chociaż Florence rozumiała, z czego to wynika, wzdrygała się przed uciekaniem do podobnych metod i to bez należytego przygotowania.
– Dobrze, w takim razie siekiera. Ale nawet jeśli poślemy kogoś po te środki, minie przynajmniej godzina albo dwie zanim się pojawią – stwierdziła. – Być może powinniśmy najpierw spróbować z jakimś eliksirem albo… faktycznie mechanicznie z tą ławką? Jest na niej mniej roślin i te zdają się mniej agresywne niż te z gabinetu. Zdaje mi się to bezpieczniejsze na pierwsze eksperymenty
Nie wiedziała jaki eliksir by się tu sprawdził, ale być może on miał jakiś pomysł. A nawet jeśli mieliby używać tych pestycydów, Florence wolała zrobić to najpierw nie w swoim gabinecie. A że mieliby eksperymentować na korytarzu? Cóż, mogli zgodnie z jego wcześniejszą sugestią najpierw odgrodzić potencjalne pole rażenia. W pierwszej linii niemagicznie, a w drugiej ustawiając już magiczne tarcze, aby upewnić się, że nic nikomu nie zrobi krzywdy.
– „Tak i nie” to żadna odpowiedź. Oznacza zwykle tyle samo co „nie mam pojęcia” – oświadczyła, przenosząc spojrzenie z Ambroise’a na drzwi swojego gabinetu. Nie podobało się jej to równie dobrze jak myśl o tym, że miałaby być prekursorką stosowania mugolskich pestycydów na magicznych roślinach, stworzonych z klątwy. Jej uporządkowany umysł i charakter kogoś, kto absolutnie nie był skłonny do ryzyka, mówiły (i nie krzyczały tylko dlatego, że Florenice nie krzyczałaby nawet w zaciszu własnej głowy), że takie eksperymenty przeprowadza się w kontrolowanych warunkach. Po odpowiednich badaniach, a ona pod względem stosowania mugolskich środków rolniczych, czy jak to je nazwać, była równie rozgarnięta, jak przeciętny przedszkolak. I na pewno nie przeprowadza się ich w jej gabinecie, w którym trzymała różne eliksiry, narzędzia oraz zapiski na temat pacjentów.
A potem Ambroise zaczął się jeszcze śmiać.
Śmiać.
– Cieszę się, że masz tak doskonały humor, Ambroise – powiedziała Florence niemalże słodkim tonem. – Zaczynam się zastanawiać, czy ta siekiera to naprawdę aż tak fatalny pomysł.
I zaczynała żałować, że poszła akurat do niego. Może należało jednak zlekceważyć tamtą kolejkę? Ambroise Greengrass był bez wątpienia jednym z najlepszych specjalistów od roślin w szpitalu i sama poprosiła o pomoc, więc może nie powinna pozwalać sobie na takie uwagi, ale Florence nie była w tej chwili pewna, czy mężczyzna przypadkiem nie postanowił się z niej naigrywać. Bo naprawdę… mugolskie środki? Miała poglądy na mugolaków znacznie łagodniejsze niż Greengrass, na przykład uważała, że niektórzy są znacznie inteligentniejsi niż niejeden czystokrwisty, jakiego spotkała. Nieraz bywała w różnych lokalach w niemagicznym Londynie i przywykła do nich – nawet jeżeli zwykle odwiedzała te miejsca ze względu na Patricka z czasem przestało się to Florence wydawać nienaturalne i nauczyła się doceniać pomysłowość mugoli, którzy radzili sobie bez magii. Ale to wciąż były jakieś mugolskie trucizny. Mugole zatruwali naturę, by zrekompensować sobie brak magii i chociaż Florence rozumiała, z czego to wynika, wzdrygała się przed uciekaniem do podobnych metod i to bez należytego przygotowania.
– Dobrze, w takim razie siekiera. Ale nawet jeśli poślemy kogoś po te środki, minie przynajmniej godzina albo dwie zanim się pojawią – stwierdziła. – Być może powinniśmy najpierw spróbować z jakimś eliksirem albo… faktycznie mechanicznie z tą ławką? Jest na niej mniej roślin i te zdają się mniej agresywne niż te z gabinetu. Zdaje mi się to bezpieczniejsze na pierwsze eksperymenty
Nie wiedziała jaki eliksir by się tu sprawdził, ale być może on miał jakiś pomysł. A nawet jeśli mieliby używać tych pestycydów, Florence wolała zrobić to najpierw nie w swoim gabinecie. A że mieliby eksperymentować na korytarzu? Cóż, mogli zgodnie z jego wcześniejszą sugestią najpierw odgrodzić potencjalne pole rażenia. W pierwszej linii niemagicznie, a w drugiej ustawiając już magiczne tarcze, aby upewnić się, że nic nikomu nie zrobi krzywdy.