01.09.2024, 00:14 ✶
Zanim zaakceptował zlecenie spytał jeszcze siostry czy kojarzy te całe Prawa Czasu, bo sam wypadł nieco z obiegu i nadal nie był na czasie odkąd wrócił do Anglii. Kiedy jednak dowiedział się tego i owego o tym miejscu jak i samym Dolohovie to zdecydowanie wiedział, że jest to zlecenie, które pomoże mu się odnaleźć w tym miejscu. Co prawda nie chciał, żeby informacja o jego zdolnościach obiegła czarodziejski świat. Trochę obawiał się czy renoma solidnego twórcy zabezpieczeń nie napyta mu biedy wśród popleczników Czarnego Palanta - czasami jednak nie było odwrotu, szczególnie jeśli pracowało się nadal głownie z polecenia.
Ziewnął poprawiając włosy - bo swoim zwyczajem zaspał, no ale co się dziwić. Na wykopaliskach nie było potrzeby zrywać się z samego ranka, bo i tak głównie pracowali pod ziemią, dlatego sami sobie wyznaczali czas pracy, no i tutaj też nie miał obowiązków które zmuszałyby go do wstawania skoro świt (poza okazjonalną opieką nad Mabel) codziennie. Dlatego też nie był przyzwyczajony do porannych pobudek.
Przeżuł jeszcze do końca tosta, którego kończył po drodze i przełknął go zanim otworzył drzwi i wszedł do środka Praw Czasu. Sama sień dała mu dużo do myślenia, kotara też mogła posłużyć za formę zabezpieczenia, odchylił ją ostrożnie, zupełnie jakby bał się zasadzki czającej się za nią i wszedł do środka. Wraz z powiewiem powietrza do środka wszedł on, ciemnowłosy mężczyzna o ciemnych, kręconych włosach i dwudniowym zaroście pokrywającym szczękę. Na sobie miał musztardową koszulę z serią zygzakowatych wzorów w kolorach niebieskim i brązowym, przeplatane fragmentami panterki w ciemniejszych odcieniach. Wyglądał raczej na kogoś, kto przyszedł skorzystać z tutejszych usług niż na Figga, który przyszedł w interesach. No ale to co nauczyło Thomasa życie, to fakt, że do pracy warto ubierać się wygodnie, a nie modnie. Dlatego tak też przyszedł dzisiaj. Rozejrzał się uważnie po wnętrzu oceniając co można by było tu zrobić, aby podnieść bezpieczeństwo tego lokalu zgodnie z tym co zostało mu przekazane w liście.
- Dzień dobry, byłem umówiony z panem Trelawney'em. Jestem Thomas Figg - zwrócił się do osoby, którą zauważył w środku, nie miał bladego pojęcia jak rzeczony Peregrinus wygląda.
Ziewnął poprawiając włosy - bo swoim zwyczajem zaspał, no ale co się dziwić. Na wykopaliskach nie było potrzeby zrywać się z samego ranka, bo i tak głównie pracowali pod ziemią, dlatego sami sobie wyznaczali czas pracy, no i tutaj też nie miał obowiązków które zmuszałyby go do wstawania skoro świt (poza okazjonalną opieką nad Mabel) codziennie. Dlatego też nie był przyzwyczajony do porannych pobudek.
Przeżuł jeszcze do końca tosta, którego kończył po drodze i przełknął go zanim otworzył drzwi i wszedł do środka Praw Czasu. Sama sień dała mu dużo do myślenia, kotara też mogła posłużyć za formę zabezpieczenia, odchylił ją ostrożnie, zupełnie jakby bał się zasadzki czającej się za nią i wszedł do środka. Wraz z powiewiem powietrza do środka wszedł on, ciemnowłosy mężczyzna o ciemnych, kręconych włosach i dwudniowym zaroście pokrywającym szczękę. Na sobie miał musztardową koszulę z serią zygzakowatych wzorów w kolorach niebieskim i brązowym, przeplatane fragmentami panterki w ciemniejszych odcieniach. Wyglądał raczej na kogoś, kto przyszedł skorzystać z tutejszych usług niż na Figga, który przyszedł w interesach. No ale to co nauczyło Thomasa życie, to fakt, że do pracy warto ubierać się wygodnie, a nie modnie. Dlatego tak też przyszedł dzisiaj. Rozejrzał się uważnie po wnętrzu oceniając co można by było tu zrobić, aby podnieść bezpieczeństwo tego lokalu zgodnie z tym co zostało mu przekazane w liście.
- Dzień dobry, byłem umówiony z panem Trelawney'em. Jestem Thomas Figg - zwrócił się do osoby, którą zauważył w środku, nie miał bladego pojęcia jak rzeczony Peregrinus wygląda.