01.09.2024, 02:34 ✶
- Dlatego szukałaś moich usług - odparował natychmiast po jej burknięciu, nie dając jej ułudy, że nic nie słyszał, co jak co ale potyczki słowne były dla niego czymś czego nie odpuszczał ,a każdy "przeciwnik" który nie był jego siostrą mógł liczyć na cięte riposty (chyba, że go zagiął).
Popatrzył na Olivię która oferowała mu cukierki i stanowczo uniósł dłoń, aby powstrzymać jej zakusy.
- Nie, dzięki, ale nie mieszam - powiedział z żartobliwymi iskierkami w oczach, bo oczywiście miał na myśli to, że już zjadł cukierka wcześniej i nie chciał sobie mieszać smaków. Taki to już z niego był śmieszek poza kontrolą. Ale faktycznie nie miał ochoty na cukierki, nie żeby jej nie ufał, po prostu po wcześniejszym cukierki miętówki nie brzmiały jak coś zachęcającego.
Inna sprawa miała się z papierosami, tych nie odmawiał, w odróżnieniu od podrożenia za pomocą miotły. Dlatego też z chęcią poczęstował się podarowanym papierosem - ciekaw był co też palą inni czarodzieje. Zaciągnął się i nieco zawiedziony uznał, że nie różni się to zbytnio od. tego co sam palił, ale nie zamierzał narzekać na darmowego papierosa.
Przysłuchiwał się opowieści Olivii i im bardziej zagłębiała się, tym bardziej orientował się, że faktycznie kwestia nie polega na tym, że komuś nie spodobał się rzeczony naszyjnik, którego jakiś śmieszek zaklinał, aby nie dało się go zdjąć. Westchnął i sięgnął po pudełko z przeklętym przedmiotem.
- W Hogwarcie powinni uczyć, żeby nie tykać niczego co jest niewiadomego pochodzenia bez uprzedniego sprawdzenia czy nie jest przeklęte - burknął, ale po prawdzie, gdyby to robili (a robili na OPCM, tylko czarodzieje mieli w poważaniu te rady) to on nie miałby pracy, bo każdy byłby nader ostrożny.
- No myślę, ze skoro szukałaś łamacza klątw to go już dotknęłaś, więc gdyby umierało się po dotknięciu to nie musiałabyś się trudzić szukaniem kogoś kto klątwę przełamie - rzucił, może trochę sarkastycznie a trochę żartobliwie. Cóż lepiej nie przełamuje lodów i niezręczności niż żartowanie z czyjejś sytuacji i problemów? No ale Thomas im bardziej się stresował tym mocniej sarkastyczny być potrafił. Rzadko zdarzały się klątwy, które zabijały w sekundę, zazwyczaj rzucający chcieli zadać ból swoim ofiarom, dać im poczucie bezradności, ale jednocześnie nie gasić w nich całkowicie nadziei.
Ostrożnie rozpakował pudełko i rozwinął zawiniątko. Siadł ze skrzyżowanymi nogami przed tym przedmiotem i pokazał dłonią, aby panna Quirke zrobiła to samo, albo robiła co chciała w obrębie tej polany, potrzebował się skupić na przedmiocie. Za pomocą różdżki uniósł go sobie, aby móc obejrzeć go ze wszystkich stron.
Popatrzył na Olivię która oferowała mu cukierki i stanowczo uniósł dłoń, aby powstrzymać jej zakusy.
- Nie, dzięki, ale nie mieszam - powiedział z żartobliwymi iskierkami w oczach, bo oczywiście miał na myśli to, że już zjadł cukierka wcześniej i nie chciał sobie mieszać smaków. Taki to już z niego był śmieszek poza kontrolą. Ale faktycznie nie miał ochoty na cukierki, nie żeby jej nie ufał, po prostu po wcześniejszym cukierki miętówki nie brzmiały jak coś zachęcającego.
Inna sprawa miała się z papierosami, tych nie odmawiał, w odróżnieniu od podrożenia za pomocą miotły. Dlatego też z chęcią poczęstował się podarowanym papierosem - ciekaw był co też palą inni czarodzieje. Zaciągnął się i nieco zawiedziony uznał, że nie różni się to zbytnio od. tego co sam palił, ale nie zamierzał narzekać na darmowego papierosa.
Przysłuchiwał się opowieści Olivii i im bardziej zagłębiała się, tym bardziej orientował się, że faktycznie kwestia nie polega na tym, że komuś nie spodobał się rzeczony naszyjnik, którego jakiś śmieszek zaklinał, aby nie dało się go zdjąć. Westchnął i sięgnął po pudełko z przeklętym przedmiotem.
- W Hogwarcie powinni uczyć, żeby nie tykać niczego co jest niewiadomego pochodzenia bez uprzedniego sprawdzenia czy nie jest przeklęte - burknął, ale po prawdzie, gdyby to robili (a robili na OPCM, tylko czarodzieje mieli w poważaniu te rady) to on nie miałby pracy, bo każdy byłby nader ostrożny.
- No myślę, ze skoro szukałaś łamacza klątw to go już dotknęłaś, więc gdyby umierało się po dotknięciu to nie musiałabyś się trudzić szukaniem kogoś kto klątwę przełamie - rzucił, może trochę sarkastycznie a trochę żartobliwie. Cóż lepiej nie przełamuje lodów i niezręczności niż żartowanie z czyjejś sytuacji i problemów? No ale Thomas im bardziej się stresował tym mocniej sarkastyczny być potrafił. Rzadko zdarzały się klątwy, które zabijały w sekundę, zazwyczaj rzucający chcieli zadać ból swoim ofiarom, dać im poczucie bezradności, ale jednocześnie nie gasić w nich całkowicie nadziei.
Ostrożnie rozpakował pudełko i rozwinął zawiniątko. Siadł ze skrzyżowanymi nogami przed tym przedmiotem i pokazał dłonią, aby panna Quirke zrobiła to samo, albo robiła co chciała w obrębie tej polany, potrzebował się skupić na przedmiocie. Za pomocą różdżki uniósł go sobie, aby móc obejrzeć go ze wszystkich stron.