01.09.2024, 13:31 ✶
- Ależ oczywiście. Pieniądze nie grają roli. Dam ile będzie trzeba. Mogę również dorzucić się do finansowania badań..., bo zapewne będą potrzebne spore zapasy składników. Jeśli będzie trzeba pozyskać coś na własną rękę, to również mogę pomóc, szczególnie jeśli będzie niebezpiecznie. Albo coś - zaproponowałem nieco zmieszany, bo nawet nie przyszło mi do głowy by rozstrzygnąć kwestie finansowe przedsięwzięcia. Oczywiście, że eliksirów nie zamierzałem brać za darmo. Nawet przez głowę mi to nie przeszło, ale o badaniach... Cóż, miałem mieć z tego korzyści, o ile coś z tego wyjdzie, więc nawet poczułem się zobowiązany, żeby wesprzeć w tym Victorię. Nie tylko obiekt badań będzie przy tym niezbędny, czyż nie?
Jeśli zaś chodziło o bycie wampirem... Może nie było nielegalne, ale było uwłaczające i niegodne - to przez chwilę można było wyczytać z mojej twarzy, póki nie przeszliśmy na kwestie finansowe. Poza tym nie ukrywajmy, że nie patrzyło się na wampiry z zaufaniem. Sam nie patrzyłem na wampiry z zaufaniem, przy czym polowałem na te niegrzeczniejsze jednostki, więc to tym bardziej było uwłaczające.
- Jestem łowcą, Victorio. Z krwi i kości. Nie wiem, jaki stosunek do wampiryzmu ma tamten drugi wampir, ale dla mnie... Zostanie wampirem to najprawdopodobniej najgorsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić. Dla mnie nie jest to przygoda życia. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek to w pełni zaakceptuję, ale stało się, więc zrobię co tylko będzie trzeba, żeby jakoś normalnie funkcjonować - wyznałem, bo jednak powinna wiedzieć, na czym właśnie stoją jej badania. Nie zamierzałem się uśmiechać ze względu na swój wampiryzm, biegać z transparentami i dzielić się z każdym tą informacją. Najpewniej - przy sukcesie w badaniach - będę preferował zachowanie anonimowości. Bo to żałosne, że łowca dał się złapać bestii i sam stał się bestią. Niezła reklama umiejętności dla Yaxleyów, dla mnie.
Odetchnąłem głęboko i napiłem się herbaty. Nigdy nie chciałem być grobowy, poważny, ale stało się. Z rozchichotanego młodzieńca wyszedł martwy sknera... O wiele za szybko. Odstawiłem filiżankę i uśmiechnąłem się nieco z żalem.
- Oprócz uczulenia na własny wampiryzm, to nic mi nie dolega. Nie będę sprawiał przynajmniej problemów z doborem składników - zauważyłem z tym lekkim uśmiechem, próbując jakoś z tego zażartować, ale jednak nie wyszło to zbyt optymistycznie. Na szczęście, optymistyczna była w tym wszystkim wizja poprawy warunków mojego życia.
Aczkolwiek niebawem miałem się zastanawiać, czy powinienem dostawać do ręki eliksir pozwalający mi biegać po mieście za dnia, kiedy tak na dobre nie byłem w stanie opanować swojego głodu.
Jeśli zaś chodziło o bycie wampirem... Może nie było nielegalne, ale było uwłaczające i niegodne - to przez chwilę można było wyczytać z mojej twarzy, póki nie przeszliśmy na kwestie finansowe. Poza tym nie ukrywajmy, że nie patrzyło się na wampiry z zaufaniem. Sam nie patrzyłem na wampiry z zaufaniem, przy czym polowałem na te niegrzeczniejsze jednostki, więc to tym bardziej było uwłaczające.
- Jestem łowcą, Victorio. Z krwi i kości. Nie wiem, jaki stosunek do wampiryzmu ma tamten drugi wampir, ale dla mnie... Zostanie wampirem to najprawdopodobniej najgorsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić. Dla mnie nie jest to przygoda życia. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek to w pełni zaakceptuję, ale stało się, więc zrobię co tylko będzie trzeba, żeby jakoś normalnie funkcjonować - wyznałem, bo jednak powinna wiedzieć, na czym właśnie stoją jej badania. Nie zamierzałem się uśmiechać ze względu na swój wampiryzm, biegać z transparentami i dzielić się z każdym tą informacją. Najpewniej - przy sukcesie w badaniach - będę preferował zachowanie anonimowości. Bo to żałosne, że łowca dał się złapać bestii i sam stał się bestią. Niezła reklama umiejętności dla Yaxleyów, dla mnie.
Odetchnąłem głęboko i napiłem się herbaty. Nigdy nie chciałem być grobowy, poważny, ale stało się. Z rozchichotanego młodzieńca wyszedł martwy sknera... O wiele za szybko. Odstawiłem filiżankę i uśmiechnąłem się nieco z żalem.
- Oprócz uczulenia na własny wampiryzm, to nic mi nie dolega. Nie będę sprawiał przynajmniej problemów z doborem składników - zauważyłem z tym lekkim uśmiechem, próbując jakoś z tego zażartować, ale jednak nie wyszło to zbyt optymistycznie. Na szczęście, optymistyczna była w tym wszystkim wizja poprawy warunków mojego życia.
Aczkolwiek niebawem miałem się zastanawiać, czy powinienem dostawać do ręki eliksir pozwalający mi biegać po mieście za dnia, kiedy tak na dobre nie byłem w stanie opanować swojego głodu.