01.09.2024, 21:14 ✶
Jonathan uśmiechnął się, jakby rzeczywiście był jakimś rycerzem na białym koniu ratującym Charlotte z niejednej opresji, nawet jeśli te opresje nie były szczególnie chętne to pojawiania się w jej życiu.
– Też się zastanawiam. Na szczęście nigdy się tego nie dowiemy – oznajmił, bo przecież to było jasne, że gdyby cokolwiek miało się stać Charlotte to od razu by ją uratowali... No dobrze. Pewnie sama by się szybciej uratowała, ale nie było to w tej chwili, aż tak istotne.
Już miał się zaśmiał z wizji przyjaciółki w worku po ziemniakach, gdy nagle dotarła do niego pełnia słów chrześniaka. Zmarszczył brwi.
– Twoja matka była gdzieś w worku na ziemniaki? Kiedy? Jak? Masz zdjęcia? – To że głowa rodziny Kelly wyglądał w nim dobrze było oczywiście logiczniejsze, niż jakąkolwiek receptura eliksirów. Charlotte po prostu wyglądała szalenie dobrze we wszystkim. Nie tak dobrze, jak on oczywiście, ale brakowało jej niewiele, co i tak świadczyło o szalenie dobrym wyniku.
– Daj spokój Jessie. Nawet jeśli twoja krew nie była do końca w jego guście, to i tak jestem pewny, że była dobra – pocieszył go, zastanawiając się na ile chłopak tak po prostu to powiedział, a na ile nawiązywał do swojego statusu krwi i faktu, że inni śmieli oceniać go przez coś takiego, jak pochodzenie jego ojca. Wampiry jednak nie na tym skupiały się jeśli chodziło o jakość krwi, więc i tak nie mogłoby o to chodzić.
– Też się zastanawiam. Na szczęście nigdy się tego nie dowiemy – oznajmił, bo przecież to było jasne, że gdyby cokolwiek miało się stać Charlotte to od razu by ją uratowali... No dobrze. Pewnie sama by się szybciej uratowała, ale nie było to w tej chwili, aż tak istotne.
Już miał się zaśmiał z wizji przyjaciółki w worku po ziemniakach, gdy nagle dotarła do niego pełnia słów chrześniaka. Zmarszczył brwi.
– Twoja matka była gdzieś w worku na ziemniaki? Kiedy? Jak? Masz zdjęcia? – To że głowa rodziny Kelly wyglądał w nim dobrze było oczywiście logiczniejsze, niż jakąkolwiek receptura eliksirów. Charlotte po prostu wyglądała szalenie dobrze we wszystkim. Nie tak dobrze, jak on oczywiście, ale brakowało jej niewiele, co i tak świadczyło o szalenie dobrym wyniku.
– Daj spokój Jessie. Nawet jeśli twoja krew nie była do końca w jego guście, to i tak jestem pewny, że była dobra – pocieszył go, zastanawiając się na ile chłopak tak po prostu to powiedział, a na ile nawiązywał do swojego statusu krwi i faktu, że inni śmieli oceniać go przez coś takiego, jak pochodzenie jego ojca. Wampiry jednak nie na tym skupiały się jeśli chodziło o jakość krwi, więc i tak nie mogłoby o to chodzić.