15.01.2023, 03:31 ✶
Szpital w Londynie zdecydowanie różnił się od tego francuskiego. W Paryżu panował o wiele większy luz, uzdrowiciele raczej się nie śpieszyli i byli bardziej rozluźnieni. Bardzo mnie to dziwiło, szczególnie w momentach, kiedy czas się liczył. Jako praktykantka wydawało mi się, że stresowałam się za aktualnego prowadzącego i siebie jednocześnie. O dziwo jeden z moich prowadzących okazał się Brytyjczykiem jak ja. Była to przemiła odmiana. Francuzi potrafią być naprawdę nieznośni, a ich mowa czasami potrafiła zaplątać mi język w supeł.
Gabinet Florence był niepokojąco idealny, wręcz surrealistyczny. Czułam się, jakby moja osoba zaburzała perfekcyjność tego miejsca. Za to moja kuzynka wydawała się sercem tego obrazu. Jej gładka szata i ścisły kok idealnie dopasowywały się do tego porządku, jakby były dla siebie wprost stworzone. Jak zza mgły pamiętam, że już jako młoda dziewczyna dbała o porządki. Ja pomimo nawet największych starań nie byłabym w stanie dojść do takiego poziomu, dlatego szatynka mi szczerze zaimponowała. Nie przypominam sobie, żebym w Paryżu widziała jakiekolwiek miejsce bardziej schludne od tego, a Francuzi o to naprawdę dbali. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na komentarz Florence, choć jej następne pytanie lekko mnie wybiło z rytmu.
- Z klątwą? Nie, nie... może zabrzmiałam na początku trochę zbyt poważnie, ale przychodzę w innej, lżejszej sprawie. - Może ta przesadna formalność to nie był dobry pomysł. Mam nadzieję, że kuzynka nie odebrała mnie źle. Usiadłam w wyznaczonym przez kobietę miejscu, wciąż trochę spięta, ale miałam nadzieję, że nie daję tego po sobie poznać.
- Jestem tutaj, żeby się spytać, czy może nie macie wakatu dla uzdrowiciela..? - Zaczęłam wreszcie właściwy temat. Sięgnęłam do swojej skórzanej torby i wyciągnęłam z niej kawałek pergaminu, który był dyplomem Paryskiego Instytutu Magimedycznego. Całość była oficjalnie przełożona na język angielski. Potwierdzał on ukończenie kursu magimedycznego, w którego skład wchodziły umiejętności teoretyczne i praktyka na oddziale uraz pozaklęciowych. Położyłam go na biurku przed kobietą, żeby ta mogła go przeczytać, jeżeli oczywiście ma na to ochotę. Zdecydowałam się na razie nie wspominać o kursie z ziołolecznictwa, choć go w formie fizycznej również miałam przy sobie. Nie wydawał mi się być on w tym momencie ważny, a nie chciałabym też nachalnie napierać na kobietę niepotrzebnymi informacjami.
- Jestem dyspozycyjna dosłownie od zaraz, mogę zacząć nawet dzisiaj. Oczywiście zmiany nocne mi nie przeszkadzają. - Dodałam pewnie, żeby przerwać przedłużającą się ciszę. Miałam szczerą nadzieję, że starsza kuzynka będzie miała coś w zanadrzu, nawet na pół etatu. Siedząc w tym wynajmowanym mieszkaniu na Pokątnej, czuję się jak w letargu. Raz na jakiś czas uwarzenie eliksiru, nie daje mi aktualnie żadnej satysfakcji. Muszę się wreszcie czymś zająć dla własnego komfortu i ambicji.
Gabinet Florence był niepokojąco idealny, wręcz surrealistyczny. Czułam się, jakby moja osoba zaburzała perfekcyjność tego miejsca. Za to moja kuzynka wydawała się sercem tego obrazu. Jej gładka szata i ścisły kok idealnie dopasowywały się do tego porządku, jakby były dla siebie wprost stworzone. Jak zza mgły pamiętam, że już jako młoda dziewczyna dbała o porządki. Ja pomimo nawet największych starań nie byłabym w stanie dojść do takiego poziomu, dlatego szatynka mi szczerze zaimponowała. Nie przypominam sobie, żebym w Paryżu widziała jakiekolwiek miejsce bardziej schludne od tego, a Francuzi o to naprawdę dbali. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na komentarz Florence, choć jej następne pytanie lekko mnie wybiło z rytmu.
- Z klątwą? Nie, nie... może zabrzmiałam na początku trochę zbyt poważnie, ale przychodzę w innej, lżejszej sprawie. - Może ta przesadna formalność to nie był dobry pomysł. Mam nadzieję, że kuzynka nie odebrała mnie źle. Usiadłam w wyznaczonym przez kobietę miejscu, wciąż trochę spięta, ale miałam nadzieję, że nie daję tego po sobie poznać.
- Jestem tutaj, żeby się spytać, czy może nie macie wakatu dla uzdrowiciela..? - Zaczęłam wreszcie właściwy temat. Sięgnęłam do swojej skórzanej torby i wyciągnęłam z niej kawałek pergaminu, który był dyplomem Paryskiego Instytutu Magimedycznego. Całość była oficjalnie przełożona na język angielski. Potwierdzał on ukończenie kursu magimedycznego, w którego skład wchodziły umiejętności teoretyczne i praktyka na oddziale uraz pozaklęciowych. Położyłam go na biurku przed kobietą, żeby ta mogła go przeczytać, jeżeli oczywiście ma na to ochotę. Zdecydowałam się na razie nie wspominać o kursie z ziołolecznictwa, choć go w formie fizycznej również miałam przy sobie. Nie wydawał mi się być on w tym momencie ważny, a nie chciałabym też nachalnie napierać na kobietę niepotrzebnymi informacjami.
- Jestem dyspozycyjna dosłownie od zaraz, mogę zacząć nawet dzisiaj. Oczywiście zmiany nocne mi nie przeszkadzają. - Dodałam pewnie, żeby przerwać przedłużającą się ciszę. Miałam szczerą nadzieję, że starsza kuzynka będzie miała coś w zanadrzu, nawet na pół etatu. Siedząc w tym wynajmowanym mieszkaniu na Pokątnej, czuję się jak w letargu. Raz na jakiś czas uwarzenie eliksiru, nie daje mi aktualnie żadnej satysfakcji. Muszę się wreszcie czymś zająć dla własnego komfortu i ambicji.