02.09.2024, 08:02 ✶
– Czy więc nie świadczy to o tym, że mam rację? Najlepsze to zabezpieczenie i najlepsza kara dla tego, kto poważyłby się sięgnąć po taki manuskrypt: zamiast słodyczy triumfu gorycz porażki i wieczne wyrzuty sumienia, że coś tak cennego obróciło się w popiołów. Doskonałe zakończenie historii - powiedziała, wędrując z nim po schodach. U ich szczytu przystanęła na moment, by posłać mu promienny uśmiech. - Panie Shafiq... mówiłam, że wrogom nie powierza się tajemnic. Zdradził mi pan swoją słabość. Gdybym miała coś przed panem ukryć, właśnie tak bym zrobiła.
Zdradził i trochę więcej: jak on był jej ciekaw jako krewnej przyjaciela, wychowywanej w domu, do którego od lat odmawiano mu wstępu, tak ona studiowała go w ten sam sposób, w jaki analizowała wszystkich napotkanych ludzi. To było niemal odruchowe - nie, to było odruchowe, bo robiła to zawsze, zanim jeszcze zaczęła rozumieć po co i w jaki sposób - ot teraz, gdy już pracowała jakiś czas w BUM zauważała, że to robi: i czasem do tych naturalnych odruchów dokładała drobne, celowe naciśnięcia.
Czasem trafiała, czasem się myliła, nie była w końcu słynnym Holmesem, ale miłość Shafiqa do zagadek, do opowieści, do historii, do sztuki i przede wszystkim do tego, co rzadkie, a przez tą rzadkość bezcenne, zdawała się aż bić po oczach. Był kolekcjonerem, to nie lada ulegało wątpliwości. Mniej pewna była innych rzeczy, które widziała albo zdawało się jej, że zauważa: że lubił trochę teatralności, świadomej lub nie, że chciał wyróżniać się z grona innych i że przywykł ulegać własnym kaprysom. Bo jak, jeśli nie kaprysem, nazwać tak bezczelne wyciągnięcie jej z sali balowej? Brenna na szczęście też była bezczelna i rzadko czuła się niepewnie.
Przekroczywszy próg biblioteki zatrzymała wzrok na ozdobie: model przypominał te, które studiowali na astronomii w Hogwarcie, ale porzuciła tę naukę zaraz po SUMAch i raczej domyślała się tutaj słońca, planet i mapy zodiaków niż wiedziała, że ją widzi.
- Czy siła umysłu, o której mówił pański przyjaciel, miałaby oznaczać zagadkę czy raczej staranną kryjówkę? Rozumiem, że nie widać tu nigdzie tajemniczego manuskryptu, w ktory chciałby pan wbić zęby? - spytała, wchodząc do pomieszczenia. Jeśli zagadka miałaby być powiązana z modelem i astronomią, niewiele Brenna mogłaby pomóc. Jej spojrzenie prześlizgnęło się po talerzykach z kadzidłami, jakby nie pasujących do rzeczy, palec przemknął po boku jednego z nich, jakby testowała, czy może kryć jakąś zagadkę. Portrety, gobelin, kadzidła, to przyciągało uwagę, wszystkiemu się przyjrzała, ale czy jeśli gospodarz chciał coś ukryć, odpowiedzią nie powinno być coś, co nie rzuci się w oczy? - Od pańskiego przyjaciela, panie Shafiq. Czy jest wielkim wielbicielem astronomii i zagadka mogłaby być związana z tym gobelinem? A może jest tu coś, co nie pasuje do niego, nie powinno się tu znaleźć lub stać tak, jak stoi? Albo zaczytywał się kiedyś w powieściach madame Henriette, francuskiej czarodziejki, gdzie do tajnego przejścia zawsze wiodły drzwi za regałem, otwierane odpowiednią książką? Czy rzucajac wyzwanie chciałby igrać, czy raczej wygrać?
Jeśli igrać - coś na widoku, zagadka, co której był pewny, że jest nie do rozwiązania. Jeśli wygrać - raczej ochronne zaklęcia i doskonałą kryjówką. Ale... jeśli był tak dumny ze swoich zbiorów, powinien mieć łatwy dostęp do nich, by przechwalać się nimi przed gośćmi.
Zdradził i trochę więcej: jak on był jej ciekaw jako krewnej przyjaciela, wychowywanej w domu, do którego od lat odmawiano mu wstępu, tak ona studiowała go w ten sam sposób, w jaki analizowała wszystkich napotkanych ludzi. To było niemal odruchowe - nie, to było odruchowe, bo robiła to zawsze, zanim jeszcze zaczęła rozumieć po co i w jaki sposób - ot teraz, gdy już pracowała jakiś czas w BUM zauważała, że to robi: i czasem do tych naturalnych odruchów dokładała drobne, celowe naciśnięcia.
Czasem trafiała, czasem się myliła, nie była w końcu słynnym Holmesem, ale miłość Shafiqa do zagadek, do opowieści, do historii, do sztuki i przede wszystkim do tego, co rzadkie, a przez tą rzadkość bezcenne, zdawała się aż bić po oczach. Był kolekcjonerem, to nie lada ulegało wątpliwości. Mniej pewna była innych rzeczy, które widziała albo zdawało się jej, że zauważa: że lubił trochę teatralności, świadomej lub nie, że chciał wyróżniać się z grona innych i że przywykł ulegać własnym kaprysom. Bo jak, jeśli nie kaprysem, nazwać tak bezczelne wyciągnięcie jej z sali balowej? Brenna na szczęście też była bezczelna i rzadko czuła się niepewnie.
Przekroczywszy próg biblioteki zatrzymała wzrok na ozdobie: model przypominał te, które studiowali na astronomii w Hogwarcie, ale porzuciła tę naukę zaraz po SUMAch i raczej domyślała się tutaj słońca, planet i mapy zodiaków niż wiedziała, że ją widzi.
- Czy siła umysłu, o której mówił pański przyjaciel, miałaby oznaczać zagadkę czy raczej staranną kryjówkę? Rozumiem, że nie widać tu nigdzie tajemniczego manuskryptu, w ktory chciałby pan wbić zęby? - spytała, wchodząc do pomieszczenia. Jeśli zagadka miałaby być powiązana z modelem i astronomią, niewiele Brenna mogłaby pomóc. Jej spojrzenie prześlizgnęło się po talerzykach z kadzidłami, jakby nie pasujących do rzeczy, palec przemknął po boku jednego z nich, jakby testowała, czy może kryć jakąś zagadkę. Portrety, gobelin, kadzidła, to przyciągało uwagę, wszystkiemu się przyjrzała, ale czy jeśli gospodarz chciał coś ukryć, odpowiedzią nie powinno być coś, co nie rzuci się w oczy? - Od pańskiego przyjaciela, panie Shafiq. Czy jest wielkim wielbicielem astronomii i zagadka mogłaby być związana z tym gobelinem? A może jest tu coś, co nie pasuje do niego, nie powinno się tu znaleźć lub stać tak, jak stoi? Albo zaczytywał się kiedyś w powieściach madame Henriette, francuskiej czarodziejki, gdzie do tajnego przejścia zawsze wiodły drzwi za regałem, otwierane odpowiednią książką? Czy rzucajac wyzwanie chciałby igrać, czy raczej wygrać?
Jeśli igrać - coś na widoku, zagadka, co której był pewny, że jest nie do rozwiązania. Jeśli wygrać - raczej ochronne zaklęcia i doskonałą kryjówką. Ale... jeśli był tak dumny ze swoich zbiorów, powinien mieć łatwy dostęp do nich, by przechwalać się nimi przed gośćmi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.