02.09.2024, 08:42 ✶
– Obawiam się, że gdybyście nie byli zajęci całowaniem, i tak wszyscy uznaliby, że jesteście po prostu dobrymi przyjaciółmi, którzy się spili i zasnęli na jednym łóżku – odparła Charlotte: niemalże z rozbawieniem. Podwójnym, czy potrójnym nawet, bo z jednej strony przecież widziała, jak Anthony w pewnym momencie zaczął unikać odwiedzania łazienki prefektów, gdy był tam Jonathan – bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że powodu nie stanowiły żadne kompleksy. Z drugiej pomyślała, że mogliby mieć i rację, bo czy nie zdarzało się, że niektórzy z ich czwórki zasypiali gdzieś obok siebie, na kanapie w hotelowym apartamencie podczas wakacji, na tym samym łóżku w domu któregoś z nich, pokonani późną porą i rozmową czy nawet alkoholem, popijanym mniej lub bardziej ukradkiem.
– Potrafię wydawać się bardzo nieszkodliwa, oboje wiemy, ile razy nas to wyciągnęło z kłopotów – parsknęła i oparła po prostu głowę o jego ramię, spoglądając w górę, ku tym gwiazdom, które niby to miały świecić jaśniej, specjalnie na jego cześć. – Widzisz, przy mnie one aż przygasają, bo nie chcą nawet próbować konkurować z moim blaskiem – odparła, odrobinę kapryśnie, w tej wiecznej rywalizacji, jaką toczyli mniej więcej odkąd skończyli czternaście lat czyli „jestem ładniejszy/a i mądrzejszy/a od ciebie.” Palmę pierwszeństwa bez protestów przyznawała mu jedynie w graniu ról – tak jak on jej w byciu bardziej bezlitosną.
Ten głupi Gryfon zresztą w ogóle nie umiałby być bezlitosny.
– Po prawdzie najchętniej nie wychodziłabym za mąż w tej chwili wcale – powiedziała, już poważniej, a z jej ust wyrwało się westchnienie. – Najbardziej chciałabym podróżować, dość mam tych nudnych papierów i kruczków prawnych. Ned się oświadczył, a ja zupełnie nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Nawet pomijając to, że oficjalnie jestem zaręczona z tobą, co było piękną wymówką. Dlaczego ludzie tak się spieszą do tych obrączek na palcach? – spytała krytycznie, unosząc dłoń i przyglądając się pierścionkom na swoich szczupłych palcach, klejnotach rodowych Crouchów, a na jej twarzy pojawił się pewien namysł. Podsunęła rękę prawie pod nos Jonathanowi. – Mam takie wrażenie, że jakbym je sprzedała, to na jakąś podróż by wystarczyło. Mogłabym zabrać ze sobą Neda. Poza tym jakby matka się dowiedziała albo jakbym sprzedała je jednej z tych pań, których nienawidzi, to mogłaby paść na zawał: a ja już nic nie musiałabym robić.
– Potrafię wydawać się bardzo nieszkodliwa, oboje wiemy, ile razy nas to wyciągnęło z kłopotów – parsknęła i oparła po prostu głowę o jego ramię, spoglądając w górę, ku tym gwiazdom, które niby to miały świecić jaśniej, specjalnie na jego cześć. – Widzisz, przy mnie one aż przygasają, bo nie chcą nawet próbować konkurować z moim blaskiem – odparła, odrobinę kapryśnie, w tej wiecznej rywalizacji, jaką toczyli mniej więcej odkąd skończyli czternaście lat czyli „jestem ładniejszy/a i mądrzejszy/a od ciebie.” Palmę pierwszeństwa bez protestów przyznawała mu jedynie w graniu ról – tak jak on jej w byciu bardziej bezlitosną.
Ten głupi Gryfon zresztą w ogóle nie umiałby być bezlitosny.
– Po prawdzie najchętniej nie wychodziłabym za mąż w tej chwili wcale – powiedziała, już poważniej, a z jej ust wyrwało się westchnienie. – Najbardziej chciałabym podróżować, dość mam tych nudnych papierów i kruczków prawnych. Ned się oświadczył, a ja zupełnie nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Nawet pomijając to, że oficjalnie jestem zaręczona z tobą, co było piękną wymówką. Dlaczego ludzie tak się spieszą do tych obrączek na palcach? – spytała krytycznie, unosząc dłoń i przyglądając się pierścionkom na swoich szczupłych palcach, klejnotach rodowych Crouchów, a na jej twarzy pojawił się pewien namysł. Podsunęła rękę prawie pod nos Jonathanowi. – Mam takie wrażenie, że jakbym je sprzedała, to na jakąś podróż by wystarczyło. Mogłabym zabrać ze sobą Neda. Poza tym jakby matka się dowiedziała albo jakbym sprzedała je jednej z tych pań, których nienawidzi, to mogłaby paść na zawał: a ja już nic nie musiałabym robić.