16.01.2023, 14:29 ✶
Darowanemu abraksanowi nie zagląda się w zęby. Szczególnie w jego sytuacji. I gdyby siedział przy tym stole to zawartość tego kufla okazałaby się bardziej interesująca od zasiadających razem z nim dwóch pokoleń czarodziejów. Najstarszego i najmłodszego. Należący do tego pierwszego siwowłosy mężczyzna głośno pociągnął łyk piwa i postawił przed sobą kufel. Zdumienie na twarzy młodzieńca nie uszło jego uwadze, podobnie jak Trevorowi. Tak samo nie sposób było zignorować tej jakże inteligentnej wypowiedzi Darcy'ego, po której z jego ust padły znacznie bardziej adekwatne do sytuacji słowa.
— Parę dni temu, a i owszem. Nie można jednak zignorować tych odrażających czynów, o których już mówiłem. Od tego przecież są, aby reagować w takich sytuacjach — Żachnął się starszy mężczyzna. Pierwsze ataki miały już miejsce, czytał o zamaskowanych czarodziejach i czarownicach. Część tych doniesień mogła nie mieć pokrycia z rzeczywistością, ale jego zdaniem świadkowie nie kłamali. Na ich miejscu, gdyby widział jakiekolwiek napady na lokale to by sam wezwał służby mundurowe. Będąc członkiem magicznego świata chciałby się czuć bezpiecznie w pracy czy w domu. Tak jak każdy powinien powinien się czuć niezależnie od pochodzenia.
— To nie jest zadanie dla nieprawionych w pojedynkowaniu się na różdżki cywilów. Nie mam tu na myśli reprezentacyjnych pojedynków jak w Srebrnych Różdżkach. Prawdziwe życie i prawdziwa walka ze zaszczanymi zwolennikami tego czarnoksiężnika to poklepywanie się po plecach podczas bankietów i corocznych pokazów pojedynków. Tacy ludzie faktycznie byliby w stanie im przeszkodzić, bo trzeba by ich ratować — W odpowiedzi na słowa chłopaka rozwinął swoją myśl. Czysto subiektywnie w oparciu o swoje umiejętności i zyskaną nową perspektywę. Do niedawna sam był członkiem tego klubu, pajacem paradującym na pokazach i bankietach w czarno-srebrnym dublecie z peleryną z dwoma skrzyżowanymi ze sobą różdżkami. Niosło to ze sobą wyraźny prestiż i pozwalało w jakimś stopniu na ćwiczenie umiejętności pojedynkowania się, ale bądźmy realistami. Prawdziwy wróg nie będzie stosować się tego tego całego ceremoniału, tylko dążyć do wygranej wszelkimi sposobami. — Moim zdaniem te procedury nie mają też znaczenia. Po to uczymy się magii aby móc się obronić przed zagrożeniem — Dodał poważnie. Przestępcy nie trzymali się żadnych procedur, co działało na ich korzyść. W myśl zasady, że cel uświęca środki. Po raz kolejny miał powód aby wyrazić swoją irytację z tytułu nie tyle żałosnego poziomu edukacji w Hogwarcie, co poważnych brakach absolwentów tej uczelni.
— To, że tak mało uczniów zalicza OWUTEMy z OPCM to efekt tego, że zwyczajnie nie przykładają do praktycznej nauki czarów mogących uratować im czy komuś życie. Ofiar nie da się uniknąć, tak czy inaczej... pytanie, czy będą nimi ci, którzy oddali życie podczas ratowania innych czy będzie to rzeź bezbronnych ludzi. A obroniłbyś ją w takim razie, gdyby znalazła się w niebezpieczeństwie? — W pierwszej chwili zagrzmiał w irytacji, wywołanej takim stanem rzeczy. Na próżno szukać w nim obiektywizmu w tej materii, gdyż to jak został wychowany i wyszkolony poważnie wpływało na jego światopogląd. Nawet od swoich dzieci wymagał zdanych OWUTEMów z OPCM, tak aby umiały się obronić w razie potrzeby. Dla niego było to oczywiste. Zrobiłby wszystko, aby nie doszło do takiej rzezi i to nawet za cenę swojego życia. Nie byłby sobą, gdyby nie zadał temu szczeniakowi takiego pytania. W oczekiwaniu na odpowiedź na nie, zaczął mu się aż nazbyt poważnie przyglądać z zaczepnym uśmiechem na ustach. Póki co miał pewne podstawy do tego, aby nie traktować go poważnie.
— Przypomniałem sobie... przypałętałem się na marsz praw charłaków, mam jak zawsze pecha... ale nie o tym teraz. Trafiłem na zamieszki, to była masakra... zauważyłem w tłumie młodą dziewczynę z aparatem. Reporterzy Proroka szukają sensacji, jak zawsze. Niewiele brakowało, aby została trafiona zaklęciem. Gdy zdecydowałem się jej pomóc i kazałem jej wyciągnąć różdżkę, nawet nie była w stanie jej użyć. Równie dobrze mogłaby trzymać patyk i na to samo by wyszło, bo nie była w stanie rzucić prostego zaklęcia ochronnego i prawdopodobnie zginęłaby — Jakby na potwierdzenie swoich słów i swojego stanowiska wobec istoty posiadania takich umiejętności przytoczył sytuację z tego wydarzenia, na którym przypadkiem poznał... siostrę tego młodego czarodzieja, czego nie był świadomy. To samo nazwisko jedynie sugerowało mu bliższe lub dalsze pokrewieństwo.
— Pierwsze słyszę. Potrafię o siebie zadbać — Może z oczywistych względów wolał nie wchodzić Brygadzistom w paradę, ale uważał, że czasami wzięcie prawa w swoje ręce było uzasadnione i nawet wskazane. W walce ze złem nie było miejsca na sentymenty. Walka była jedną z rzeczy na których akurat się znał.
Słowa: 718
— Parę dni temu, a i owszem. Nie można jednak zignorować tych odrażających czynów, o których już mówiłem. Od tego przecież są, aby reagować w takich sytuacjach — Żachnął się starszy mężczyzna. Pierwsze ataki miały już miejsce, czytał o zamaskowanych czarodziejach i czarownicach. Część tych doniesień mogła nie mieć pokrycia z rzeczywistością, ale jego zdaniem świadkowie nie kłamali. Na ich miejscu, gdyby widział jakiekolwiek napady na lokale to by sam wezwał służby mundurowe. Będąc członkiem magicznego świata chciałby się czuć bezpiecznie w pracy czy w domu. Tak jak każdy powinien powinien się czuć niezależnie od pochodzenia.
— To nie jest zadanie dla nieprawionych w pojedynkowaniu się na różdżki cywilów. Nie mam tu na myśli reprezentacyjnych pojedynków jak w Srebrnych Różdżkach. Prawdziwe życie i prawdziwa walka ze zaszczanymi zwolennikami tego czarnoksiężnika to poklepywanie się po plecach podczas bankietów i corocznych pokazów pojedynków. Tacy ludzie faktycznie byliby w stanie im przeszkodzić, bo trzeba by ich ratować — W odpowiedzi na słowa chłopaka rozwinął swoją myśl. Czysto subiektywnie w oparciu o swoje umiejętności i zyskaną nową perspektywę. Do niedawna sam był członkiem tego klubu, pajacem paradującym na pokazach i bankietach w czarno-srebrnym dublecie z peleryną z dwoma skrzyżowanymi ze sobą różdżkami. Niosło to ze sobą wyraźny prestiż i pozwalało w jakimś stopniu na ćwiczenie umiejętności pojedynkowania się, ale bądźmy realistami. Prawdziwy wróg nie będzie stosować się tego tego całego ceremoniału, tylko dążyć do wygranej wszelkimi sposobami. — Moim zdaniem te procedury nie mają też znaczenia. Po to uczymy się magii aby móc się obronić przed zagrożeniem — Dodał poważnie. Przestępcy nie trzymali się żadnych procedur, co działało na ich korzyść. W myśl zasady, że cel uświęca środki. Po raz kolejny miał powód aby wyrazić swoją irytację z tytułu nie tyle żałosnego poziomu edukacji w Hogwarcie, co poważnych brakach absolwentów tej uczelni.
— To, że tak mało uczniów zalicza OWUTEMy z OPCM to efekt tego, że zwyczajnie nie przykładają do praktycznej nauki czarów mogących uratować im czy komuś życie. Ofiar nie da się uniknąć, tak czy inaczej... pytanie, czy będą nimi ci, którzy oddali życie podczas ratowania innych czy będzie to rzeź bezbronnych ludzi. A obroniłbyś ją w takim razie, gdyby znalazła się w niebezpieczeństwie? — W pierwszej chwili zagrzmiał w irytacji, wywołanej takim stanem rzeczy. Na próżno szukać w nim obiektywizmu w tej materii, gdyż to jak został wychowany i wyszkolony poważnie wpływało na jego światopogląd. Nawet od swoich dzieci wymagał zdanych OWUTEMów z OPCM, tak aby umiały się obronić w razie potrzeby. Dla niego było to oczywiste. Zrobiłby wszystko, aby nie doszło do takiej rzezi i to nawet za cenę swojego życia. Nie byłby sobą, gdyby nie zadał temu szczeniakowi takiego pytania. W oczekiwaniu na odpowiedź na nie, zaczął mu się aż nazbyt poważnie przyglądać z zaczepnym uśmiechem na ustach. Póki co miał pewne podstawy do tego, aby nie traktować go poważnie.
— Przypomniałem sobie... przypałętałem się na marsz praw charłaków, mam jak zawsze pecha... ale nie o tym teraz. Trafiłem na zamieszki, to była masakra... zauważyłem w tłumie młodą dziewczynę z aparatem. Reporterzy Proroka szukają sensacji, jak zawsze. Niewiele brakowało, aby została trafiona zaklęciem. Gdy zdecydowałem się jej pomóc i kazałem jej wyciągnąć różdżkę, nawet nie była w stanie jej użyć. Równie dobrze mogłaby trzymać patyk i na to samo by wyszło, bo nie była w stanie rzucić prostego zaklęcia ochronnego i prawdopodobnie zginęłaby — Jakby na potwierdzenie swoich słów i swojego stanowiska wobec istoty posiadania takich umiejętności przytoczył sytuację z tego wydarzenia, na którym przypadkiem poznał... siostrę tego młodego czarodzieja, czego nie był świadomy. To samo nazwisko jedynie sugerowało mu bliższe lub dalsze pokrewieństwo.
— Pierwsze słyszę. Potrafię o siebie zadbać — Może z oczywistych względów wolał nie wchodzić Brygadzistom w paradę, ale uważał, że czasami wzięcie prawa w swoje ręce było uzasadnione i nawet wskazane. W walce ze złem nie było miejsca na sentymenty. Walka była jedną z rzeczy na których akurat się znał.
Słowa: 718