03.09.2024, 00:11 ✶
Dywany zdecydowanie leciały... Szybko. A przynajmniej większość z nich i Jonathan w pewnym momencie zorientował się, że rzeczywiście rozpoznanie ich nie będzie znowu, aż tak strasznie trudne i gdyby chwilę na niego poczekano, to zdecydowanie dałoby się wszystko ustalić bez żadnego wyścigu, ale czy tak nie było mimo wszystko ciekawiej? Na pewno zabawniej i na pewno pomogło to trochę ludziom, bo z każdą kolejną chwilą atmosfera w biurze może i stawała się bardziej chaotyczna, ale stawała się też zdecydowanie mniej depresyjna. Miał tylko nadzieję, że staranne wzory, którymi ozdobione były dywany nie ulegną żadnemu zniszczeniu, jak i same dywany. Powinien też pewnie pomyśleć, że miło by było, gdyby samo biuro nie doznało żadnej szkody, ale... Ale jednak dywany i ozdobioby, były zdecydowanie ładniejsze, niż to biuro, które pewnie jedynie zyskałoby na jakimś remoncie, najlepiej za pieniądze podatników.
Zerknął rozbawiony na Ritę. Rzeczywiście, to że w pracy biurowej pracownicy mieli jeszcze dużo fantazji, można było uznać za sukces. Jemu oczywiście nigdy to nie groziło, już od samego początku był zdecydowanie zbyt barwną postacią, by dać się pokonać długim godzinom papierologii, ale niestety inni nie byli, aż tak na to odporni. Najwidoczniej jednak przynajmniej kilku osobom z OMSHMu nie groziło przeobrażenie się w wypranych ze wszelkich pokładów kreatywności, biurowych dementora.
– Hm... Powiedzmy, że w pewnym momencie rozważałem dołączenie do wyścigu, ale w sumie nie byłabt to moja pierwsza w życiu tego typu zabawa, a lepiej, aby inni mogli się też wykazać – powiedział, rzucając Ricie rozbawione spojrzenie. – Opowiadałem ci kiedyś o tym? Jak uratowałem z latającego dywanu księżniczkę? – Pojechał wtedy w ramach delegacji do największego miasta Turcji i bardzo bohatersko uratował pewnego białego persa o imieniu Księżniczka, który należał do córki jednej z urzędniczek. Biedny kot położył się na jednym z latających dywanów, który uniósł się na dwa metry do góry, a przestraszone zwierzę, jakoś wyjątkowo nie mogło samo zeskoczyć. Na całe szczęście z pomocą przybył on.
Wyścig wreszcie się skończył, a on sam zaczął bić brawo na znak, że nie miał żadnych złych zamiarów. Jednocześnie trzeba było jednak już powrócić do roli zastępcy szefa, który też miał swoje obowiązki, a którego biuro wyglądało właśnie gorzej, niż dormitorium pierwszoroczniaków w Hogwarcie.
– Gratuluję ukończenia wyścigu. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że zorganizowaliście coś, co niewątpliwie zapisze się w historii tego miejsca – powiedział, wodząc po pomieszczeniu rozbawionym spojrzeniem. Tak, zdecydowanie wszystkim przydała się ta chwila chaosu. – Obawiam się jednak, że teraz nastanie ta mniej przyjemna część mianowicie sprzątanie, ale jestem pewny, że uporamy się z tym szybko. Wszyscy cali? Pani, Aibnat Alsahr, nic pani nie jest? I gdzie jest pani Sweettooth? – Zmarszczył brwi i ponownie się rozejrzał, aby odnaleźć wzrokiem zaginioną urzędniczkę, która chwilę temu jeszcze na pewno gdzieś tutaj była, bo chociaż nie przepadał za tą konkretną pracownicą, to jednak zdecydowanie wolał by wszyscy się znaleźli. – W każdym razie, jak już mówiłem, trzeba to uporzadkować i dalej uzupełnić dokumentację w sprawie dywanów. Pani Kelly, panie Remingtonie. – Potrzebował w końcu inspektora do pomocy, a Ricie nie będzie przecież kazał sprzątać. – Proszę za mną do gabinetu, zaraz wszystko spiszemy, a jeśli ktoś też dokonał ważnych obserwacji, byłbym wdzięczny za zgłoszenie tego.
Zerknął rozbawiony na Ritę. Rzeczywiście, to że w pracy biurowej pracownicy mieli jeszcze dużo fantazji, można było uznać za sukces. Jemu oczywiście nigdy to nie groziło, już od samego początku był zdecydowanie zbyt barwną postacią, by dać się pokonać długim godzinom papierologii, ale niestety inni nie byli, aż tak na to odporni. Najwidoczniej jednak przynajmniej kilku osobom z OMSHMu nie groziło przeobrażenie się w wypranych ze wszelkich pokładów kreatywności, biurowych dementora.
– Hm... Powiedzmy, że w pewnym momencie rozważałem dołączenie do wyścigu, ale w sumie nie byłabt to moja pierwsza w życiu tego typu zabawa, a lepiej, aby inni mogli się też wykazać – powiedział, rzucając Ricie rozbawione spojrzenie. – Opowiadałem ci kiedyś o tym? Jak uratowałem z latającego dywanu księżniczkę? – Pojechał wtedy w ramach delegacji do największego miasta Turcji i bardzo bohatersko uratował pewnego białego persa o imieniu Księżniczka, który należał do córki jednej z urzędniczek. Biedny kot położył się na jednym z latających dywanów, który uniósł się na dwa metry do góry, a przestraszone zwierzę, jakoś wyjątkowo nie mogło samo zeskoczyć. Na całe szczęście z pomocą przybył on.
Wyścig wreszcie się skończył, a on sam zaczął bić brawo na znak, że nie miał żadnych złych zamiarów. Jednocześnie trzeba było jednak już powrócić do roli zastępcy szefa, który też miał swoje obowiązki, a którego biuro wyglądało właśnie gorzej, niż dormitorium pierwszoroczniaków w Hogwarcie.
– Gratuluję ukończenia wyścigu. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że zorganizowaliście coś, co niewątpliwie zapisze się w historii tego miejsca – powiedział, wodząc po pomieszczeniu rozbawionym spojrzeniem. Tak, zdecydowanie wszystkim przydała się ta chwila chaosu. – Obawiam się jednak, że teraz nastanie ta mniej przyjemna część mianowicie sprzątanie, ale jestem pewny, że uporamy się z tym szybko. Wszyscy cali? Pani, Aibnat Alsahr, nic pani nie jest? I gdzie jest pani Sweettooth? – Zmarszczył brwi i ponownie się rozejrzał, aby odnaleźć wzrokiem zaginioną urzędniczkę, która chwilę temu jeszcze na pewno gdzieś tutaj była, bo chociaż nie przepadał za tą konkretną pracownicą, to jednak zdecydowanie wolał by wszyscy się znaleźli. – W każdym razie, jak już mówiłem, trzeba to uporzadkować i dalej uzupełnić dokumentację w sprawie dywanów. Pani Kelly, panie Remingtonie. – Potrzebował w końcu inspektora do pomocy, a Ricie nie będzie przecież kazał sprzątać. – Proszę za mną do gabinetu, zaraz wszystko spiszemy, a jeśli ktoś też dokonał ważnych obserwacji, byłbym wdzięczny za zgłoszenie tego.