03.09.2024, 09:00 ✶
Samą istotą osobowości Florence było zrównoważenie: i we wszystkim próbowała szukać balansu. Była kobietą zasadniczą, momentami trochę konserwatywną, bo wychowaną w określonych warunkach i w określony sposób, ale przynajmniej starała się zrozumieć, że świat i ludzie się zmieniali. Nie przeszkadzało jej to złośliwie komentować świec w kształcie przyrodzenia, wystawianych przez Mulciberów, jęczeć w duchu, że córka jej dawno utraconej ciotki sprzedaje bimber i wzdychać nad pomysłami Electry – ale nie przeszkadzało i podchodzić do tych młodszych krewnych, z którymi była bliżej, z pewną pobłażliwością i myślą, że młodość ma swoje prawa.
Nie uważała się za feministkę. Nie była też aż tak nowoczesna, aby uważała za wskazane zbyt wiele randek w celach rozrywkowych – choć i nie wtrącała się, bo cóż, w rodzinie Prewettów… było to swego rodzaju normą. Wiedziała doskonale, że jest starą panną. Wierzyła jednak święcie, że nie ma w tym niczego starszego: sama ma prawo decydować o swoim życiu i faktycznie nie musiała z nikim się wiązać, nieważne, że było to źle widziane – ale mogłaby, gdyby zechciała.
– Nie przejmuj się, nie uraziłaś mnie – powiedziała łagodnie, a potem umilkła na chwilę, gdy kelnerka pojawiła się z powrotem, przynosząc zamówione potrawy. Aranżowane małżeństwa: Electra i Basilius mieli może szczęście, że należeli do bocznej gałęzi rodu, tej nieco bardziej ekscentrycznej, nawet jeśli uboższej i mało wpływowej. Laurent i Pandora, dzieci nestora rodu, byli nieustannie naciskani przez Edwarda i Aidayę. Zwłaszcza ten pierwszy. By odpowiednio się zachowywać i, przede wszystkim, zawrzeć właściwy związek. To ostatnie było jednym z największych nieszczęść w życiu Laurenta. – I bardzo się cieszę, że nie grozi ci aranżowane małżeństwo, chociaż sama wolę… skupić się na mniejszej ilości relacji, zamiast poznawać wielu nowych ludzi.
Bo zdaniem Florence niewielu z nich było faktycznie wartych poznania. Była pod tym względem dość typową Angielką, niezbyt otwartą, pielęgnującą przede wszystkim te długoletnie relacje, które przetrwały z Hogwartu czy początków pracy w klinice.
– W takim razie to nie miłość życia. To po prostu miłość. Ale czy to nie wystarcza? Może nie panujemy nad emocjami, ale czasem jest kwestią wyboru czy za danym uczuciem podążymy, a okoliczności mogą je zmieniać. Nawet jeśli są miłości, które przytrafiają się tylko raz w życiu, inne nie muszą być gorsze. Po prostu… inne – stwierdziła, zabierając się za jedzenie: potrawa, jak zwykle w Zorzy była bardzo smaczna i skrzat domowy Bulstrodów z pewnością nie potrafiłby przyrządzić jej równie dobrze.
Nie uważała się za feministkę. Nie była też aż tak nowoczesna, aby uważała za wskazane zbyt wiele randek w celach rozrywkowych – choć i nie wtrącała się, bo cóż, w rodzinie Prewettów… było to swego rodzaju normą. Wiedziała doskonale, że jest starą panną. Wierzyła jednak święcie, że nie ma w tym niczego starszego: sama ma prawo decydować o swoim życiu i faktycznie nie musiała z nikim się wiązać, nieważne, że było to źle widziane – ale mogłaby, gdyby zechciała.
– Nie przejmuj się, nie uraziłaś mnie – powiedziała łagodnie, a potem umilkła na chwilę, gdy kelnerka pojawiła się z powrotem, przynosząc zamówione potrawy. Aranżowane małżeństwa: Electra i Basilius mieli może szczęście, że należeli do bocznej gałęzi rodu, tej nieco bardziej ekscentrycznej, nawet jeśli uboższej i mało wpływowej. Laurent i Pandora, dzieci nestora rodu, byli nieustannie naciskani przez Edwarda i Aidayę. Zwłaszcza ten pierwszy. By odpowiednio się zachowywać i, przede wszystkim, zawrzeć właściwy związek. To ostatnie było jednym z największych nieszczęść w życiu Laurenta. – I bardzo się cieszę, że nie grozi ci aranżowane małżeństwo, chociaż sama wolę… skupić się na mniejszej ilości relacji, zamiast poznawać wielu nowych ludzi.
Bo zdaniem Florence niewielu z nich było faktycznie wartych poznania. Była pod tym względem dość typową Angielką, niezbyt otwartą, pielęgnującą przede wszystkim te długoletnie relacje, które przetrwały z Hogwartu czy początków pracy w klinice.
– W takim razie to nie miłość życia. To po prostu miłość. Ale czy to nie wystarcza? Może nie panujemy nad emocjami, ale czasem jest kwestią wyboru czy za danym uczuciem podążymy, a okoliczności mogą je zmieniać. Nawet jeśli są miłości, które przytrafiają się tylko raz w życiu, inne nie muszą być gorsze. Po prostu… inne – stwierdziła, zabierając się za jedzenie: potrawa, jak zwykle w Zorzy była bardzo smaczna i skrzat domowy Bulstrodów z pewnością nie potrafiłby przyrządzić jej równie dobrze.