03.09.2024, 13:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.09.2024, 13:45 przez Millie Moody.)
Kiwnęła tylko głową potwierdzając obawy Brenny, nie było co udawać, że spała skoro nie spała, a potem podniosła głowę na wzmiankę o tym, że nie są parą. No jak nie byli jak byli.
– Słuchaj, no mi możesz powiedzieć. Obserwuje Was od lat, co chwila wozicie się ze sobą a przecież na plaże miało być plus jeden. Ja wiem, że... że Alik przyprowadził Bertiego i to wygląda nieco pedalsko, ale skoro go zaprosiłaś, to co... czekasz, aż przestanie mu krew z nosa lecieć i ogarnie dla Ciebie jakieś kwiaty? Mogę mu podpowiedzieć, że powinien Ci przynieść. Jest taki nieogarnięty z babami, przecież nie mówiłabym, że jest gejem, gdyby był ogarnięty. – Łatwo mówiło się o Bazyliszku. Wątły uśmiech powrócił na jej twarz, a dłońmi mimowolnie przejechała po ramieniu w które dzień wcześniej był wtulony. W przerażeniu, w panice... no nie ważne, przytulał się i było jej miło, że na coś się przydała. Że nie zleciał z klifu dzięki niej.
– Wyjebała podwodny ogród na szczycie klifu zapominając w swojej piosence umieścić tabliczki ostrzegawcze, że jest dziura w podłodze na pewnym etapie. No ale, wiesz... ogarnęliśmy, że to wizja, bo się nie dusiliśmy tylko Liszek boi się wody i ten no... trochę dłużej nam zajęło dojście do tego co się tak na prawdę dzieje. – Przygryzła wargę nie mówiąc wszystkiego, nie mówiąc tego, że chciała się teleportować do domu i magia zabrała ją nad brzeg Księżycowego Stawu. Nie chciała stresować Brenki, że ktoś spoza Zakonu mógłby dowiedzieć się o domostwie. To w końcu była tajemnica.
Kolejne pytanie zeszkliło jej tylko oczy, a układ od Peregrinusa, tak piękny, tak soczysty, tak pełen nadziei stanął jej przed oczyma. Siedem kielichów. Nie może się zdecydować, za wiele dróg za wiele opcji, nawet jeśli coraz więcej ze złocistych naczyń było przewróconych. Ten pachnący jabłkami wypierdolił się wczoraj. Ten pachnący pomarańczami nigdy tak na prawdę nie miał ze sobą w środku płynu... Czas było ruszyć dalej. Ale gdzie?
– Grin powiedział mi, że przyjdzie mężczyzna dzierżący miecz i wskaże mi drogę. Jebie mnie feminizm na tym etapie, mógłby już z łaski swojej się pojawić i powiedzieć mi co mam zrobić, bo ja... ja nie mam pojęcia. – stęknęła na końcu pochylając głowę, jakby przyznawała się w szkole do srogiej przewiny, której karą mogłoby być zawieszenie lub gorzej... Powrót do więzienia zwanego domem.
– Słuchaj, no mi możesz powiedzieć. Obserwuje Was od lat, co chwila wozicie się ze sobą a przecież na plaże miało być plus jeden. Ja wiem, że... że Alik przyprowadził Bertiego i to wygląda nieco pedalsko, ale skoro go zaprosiłaś, to co... czekasz, aż przestanie mu krew z nosa lecieć i ogarnie dla Ciebie jakieś kwiaty? Mogę mu podpowiedzieć, że powinien Ci przynieść. Jest taki nieogarnięty z babami, przecież nie mówiłabym, że jest gejem, gdyby był ogarnięty. – Łatwo mówiło się o Bazyliszku. Wątły uśmiech powrócił na jej twarz, a dłońmi mimowolnie przejechała po ramieniu w które dzień wcześniej był wtulony. W przerażeniu, w panice... no nie ważne, przytulał się i było jej miło, że na coś się przydała. Że nie zleciał z klifu dzięki niej.
– Wyjebała podwodny ogród na szczycie klifu zapominając w swojej piosence umieścić tabliczki ostrzegawcze, że jest dziura w podłodze na pewnym etapie. No ale, wiesz... ogarnęliśmy, że to wizja, bo się nie dusiliśmy tylko Liszek boi się wody i ten no... trochę dłużej nam zajęło dojście do tego co się tak na prawdę dzieje. – Przygryzła wargę nie mówiąc wszystkiego, nie mówiąc tego, że chciała się teleportować do domu i magia zabrała ją nad brzeg Księżycowego Stawu. Nie chciała stresować Brenki, że ktoś spoza Zakonu mógłby dowiedzieć się o domostwie. To w końcu była tajemnica.
Kolejne pytanie zeszkliło jej tylko oczy, a układ od Peregrinusa, tak piękny, tak soczysty, tak pełen nadziei stanął jej przed oczyma. Siedem kielichów. Nie może się zdecydować, za wiele dróg za wiele opcji, nawet jeśli coraz więcej ze złocistych naczyń było przewróconych. Ten pachnący jabłkami wypierdolił się wczoraj. Ten pachnący pomarańczami nigdy tak na prawdę nie miał ze sobą w środku płynu... Czas było ruszyć dalej. Ale gdzie?
– Grin powiedział mi, że przyjdzie mężczyzna dzierżący miecz i wskaże mi drogę. Jebie mnie feminizm na tym etapie, mógłby już z łaski swojej się pojawić i powiedzieć mi co mam zrobić, bo ja... ja nie mam pojęcia. – stęknęła na końcu pochylając głowę, jakby przyznawała się w szkole do srogiej przewiny, której karą mogłoby być zawieszenie lub gorzej... Powrót do więzienia zwanego domem.