03.09.2024, 14:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 11:05 przez Brenna Longbottom.)
– Co? O czym ty mówisz, Millie? – spytała Brenna, zamierając z kawą uniesioną do ust, przypatrując się Moody w kompletnym niezrozumieniu. Od lat? Ona i Atreus mijali się raczej, wiecznie w pobliżu, ale nigdy obok siebie – na korytarzach Ministerstwa, na przyjęciach czystokrwistych, czy nawet wtedy, gdy nieustannie stykała się z jego krewnymi. Zamrugała, uświadamiając sobie, że nie mówi o nim, kogo więc mogła mieć na myśli? – Czy raczej o kim? – sprecyzowała, jako żywo, nie mając pojęcia. Większość mężczyzn obecnych na plaży znała od lat, z większością stale się stykała i nigdy z żadnym z nich się nie umówiła. Zaraz jednak wywietrzało jej to z myśli, nawet jeżeli odetchnęła z pewną ulgą, że przynajmniej nie musi sobie tutaj łamać głowy nad tym, o co – do – cholery – chodziło - z - Millie - i - Atreusem, bo skupiła się na reszcie opowieści.
Przez chwilę sądziła, że może też natknęli się na grajka, Jaskra, ale wyglądało na to, że nie zasnęli i jakaś selkie wyczarowała przed ich oczyma prawdziwe dziwy. Brenna odetchnęła i upiła łyk tej kawy, uznając, że było, minęło, wyszli z tego cali, nie ma… Liszek?
Zakrztusiła się trochę, odstawiając ostrożnie kubek, gdy ciepły napój poleciał nie tam, gdzie potrzeba. Liszek? Bazyliszek? Basilius?
Jeżeli Millie zasugerowałaby mu coś takiego, chyba umarłby na miejscu.
– Rozważam wciągnięcie go do sieci, Millie. Patrick miał sprawdzić jego nici i aurę – powiedziała łagodnie. Sięgnęła po tosta, obróciła go w palcach, obserwując Millie, oczy zeszklone, głowę pochyloną, jak mała dziewczynka.
Chciałaby jej pomóc, ale nie wiedziała jak.
Nie była pewna, czy ktokolwiek mógłby jej pomóc.
Już przed Beltane nie wszystko było w stu procentach dobrze: ale to co się wtedy stało rozdrgało ją jeszcze bardziej, i choć opuściła Lecznicę Dusz, jej umysł wcale nie powrócił do normy.
– Żaden mężczyzna i żadna miłość, jeśli to miałabyś na myśli ze wskazywaniem drogi, nie jest lekarstwem na wszystko, co złe – powiedziała w końcu, powoli, wciąż obserwując ją uważnie. Mogłoby się wydawać, że Millie obojętne jest, co ludzie o niej pomyślą: że zachowuje się tak, jak zachowuje, bo ma, nieładnie mówiąc „wyjebane”. W istocie zdawała się zawsze czekać aż ktoś jej tę drogę wskażę. I zawsze chciała spełnić czyjeś oczekiwania.
Brenna próbowała więc tych oczekiwań wobec niej nie mieć, ale to nie zawsze było łatwe.
– Pytam, czego byś chciała. Co chciałabyś zrobić jutro. Pojutrze. Gdzie. Nie co zrobić z resztą życia i tak dalej.
Przez chwilę sądziła, że może też natknęli się na grajka, Jaskra, ale wyglądało na to, że nie zasnęli i jakaś selkie wyczarowała przed ich oczyma prawdziwe dziwy. Brenna odetchnęła i upiła łyk tej kawy, uznając, że było, minęło, wyszli z tego cali, nie ma… Liszek?
Zakrztusiła się trochę, odstawiając ostrożnie kubek, gdy ciepły napój poleciał nie tam, gdzie potrzeba. Liszek? Bazyliszek? Basilius?
Jeżeli Millie zasugerowałaby mu coś takiego, chyba umarłby na miejscu.
– Rozważam wciągnięcie go do sieci, Millie. Patrick miał sprawdzić jego nici i aurę – powiedziała łagodnie. Sięgnęła po tosta, obróciła go w palcach, obserwując Millie, oczy zeszklone, głowę pochyloną, jak mała dziewczynka.
Chciałaby jej pomóc, ale nie wiedziała jak.
Nie była pewna, czy ktokolwiek mógłby jej pomóc.
Już przed Beltane nie wszystko było w stu procentach dobrze: ale to co się wtedy stało rozdrgało ją jeszcze bardziej, i choć opuściła Lecznicę Dusz, jej umysł wcale nie powrócił do normy.
– Żaden mężczyzna i żadna miłość, jeśli to miałabyś na myśli ze wskazywaniem drogi, nie jest lekarstwem na wszystko, co złe – powiedziała w końcu, powoli, wciąż obserwując ją uważnie. Mogłoby się wydawać, że Millie obojętne jest, co ludzie o niej pomyślą: że zachowuje się tak, jak zachowuje, bo ma, nieładnie mówiąc „wyjebane”. W istocie zdawała się zawsze czekać aż ktoś jej tę drogę wskażę. I zawsze chciała spełnić czyjeś oczekiwania.
Brenna próbowała więc tych oczekiwań wobec niej nie mieć, ale to nie zawsze było łatwe.
– Pytam, czego byś chciała. Co chciałabyś zrobić jutro. Pojutrze. Gdzie. Nie co zrobić z resztą życia i tak dalej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.