03.09.2024, 16:47 ✶
Florence spojrzała na Ambroisa z ukosa, przez ułamek sekundy mając ochotę powiedzieć, że jeśli zostanie takim nazwany, znaczy to, że ktoś z rozmówców jest kłamcą: albo ten zwący Greengrassa miłym, albo sam Greengrass, który przekonał jakiegoś biednego człowieka o takim wierutnym kłamstwie. Nie powiedziała tego jednak, ponieważ chciała odzyskać swój gabinet. Nie jesteś w takich sytuacjach szczególnie złośliwy wobec kogoś, kogo poprosiłeś o pomoc. Pominęła więc uwagę milczeniem, które – w zależności od tego, kogo by spytać – można było uznać za dyplomatyczne albo wymowne.
- Osobiście preferuję, gdy przygody przytrafiają się innym.
Ona wolała pełnić rolę tej, która ludzi po tych przygodach łata. I gdy zajmowała się barkami pogryzionymi przez trytony, rozbitymi nosami, złamanymi kośćmi, widziała wyraźnie, że te przygody zostawiały nie tylko ślady na ciałach, ale też na umysłach. Niewidzialne rysy, przez które nocami ciężej zasnąć, a gdy sen już nadchodzi, zamienia się koszmar. Sprawiające, że codzienne funkcjonowanie stawało się trudniejsze, a relacje bardziej skomplikowane.
A jednak wciąż tych przygód szukali, jak nałogowiec heroiny, która szkodzi organizmowi, a której organizm gwałtownie się domaga, wciąż i wciąż więcej. Dopóki nie odkrywałeś, że już za późno, że tym razem dawka była większa albo zanieczyszona...
Nie: Florence nie potrzebowała ciekawego życia i adrenaliny. Wręcz tęskniła za czasami, gdy mniej miała do czynienia ze sprawami takimi jak wojna z Voldemortem, Limbo i czarna magia.
- W takim razie za moment wracam - oświadczyła, odwracając się, by ruszyć w stronę jednego z magazynów na ich piętrze.
Wróciła chwilę później, z kompletem narzędzi w skrzyneczce, i lewitując za sobą pojemnik na odpady medyczne. W końcu gdzieś te rośliny musieli po usunięciu przetransportować, zakładając, że nie znikną bez śladu i że usunąć się w ogóle dadzą. I tak, oczywiście, że leciał i mop - skoro mieli czyścić ławkę bez magii, będzie niezbędny, ale Bulstrode nie widziała i przeciwwskazań wobec użycia go do ataku na pnącza, gdyby tak zapragnął Greengrass. Mniej więcej równo z nią wrócił także stażysta, trochę ziajany, chociaż do przejścia nie miał długiego dystansu.
- Znaleźli tylko dwie buteleczki, psze pana - oświadczył, wyciągając ku Greengrassowi dwie pękate buteleczki, wypełnione płynem. - Niby mówili, że powinny być jeszcze dwie, ale nikt nie wie gdzie.
Florence skrzywiła się tylko ledwo zauważalnie. Miała wrażenie, że ostatnimi czasy albo ktoś podkradał zapasy, albo rozlokowywano je wyjątkowo niestarannie. Ewentualnie oba na raz.
- Noże są tutaj - poinformowała lakonicznie, otwierając skrzyneczkę. - Proponuję usunąć mały kawałeczek, umieścić w pojemniku i sprawdzić, jak on zareaguje na magię, gdy już użyje się mikstury. Być może heroiczna walka przy użyciu siekier i mopów nie będzie jednak niezbędna.
- Osobiście preferuję, gdy przygody przytrafiają się innym.
Ona wolała pełnić rolę tej, która ludzi po tych przygodach łata. I gdy zajmowała się barkami pogryzionymi przez trytony, rozbitymi nosami, złamanymi kośćmi, widziała wyraźnie, że te przygody zostawiały nie tylko ślady na ciałach, ale też na umysłach. Niewidzialne rysy, przez które nocami ciężej zasnąć, a gdy sen już nadchodzi, zamienia się koszmar. Sprawiające, że codzienne funkcjonowanie stawało się trudniejsze, a relacje bardziej skomplikowane.
A jednak wciąż tych przygód szukali, jak nałogowiec heroiny, która szkodzi organizmowi, a której organizm gwałtownie się domaga, wciąż i wciąż więcej. Dopóki nie odkrywałeś, że już za późno, że tym razem dawka była większa albo zanieczyszona...
Nie: Florence nie potrzebowała ciekawego życia i adrenaliny. Wręcz tęskniła za czasami, gdy mniej miała do czynienia ze sprawami takimi jak wojna z Voldemortem, Limbo i czarna magia.
- W takim razie za moment wracam - oświadczyła, odwracając się, by ruszyć w stronę jednego z magazynów na ich piętrze.
Wróciła chwilę później, z kompletem narzędzi w skrzyneczce, i lewitując za sobą pojemnik na odpady medyczne. W końcu gdzieś te rośliny musieli po usunięciu przetransportować, zakładając, że nie znikną bez śladu i że usunąć się w ogóle dadzą. I tak, oczywiście, że leciał i mop - skoro mieli czyścić ławkę bez magii, będzie niezbędny, ale Bulstrode nie widziała i przeciwwskazań wobec użycia go do ataku na pnącza, gdyby tak zapragnął Greengrass. Mniej więcej równo z nią wrócił także stażysta, trochę ziajany, chociaż do przejścia nie miał długiego dystansu.
- Znaleźli tylko dwie buteleczki, psze pana - oświadczył, wyciągając ku Greengrassowi dwie pękate buteleczki, wypełnione płynem. - Niby mówili, że powinny być jeszcze dwie, ale nikt nie wie gdzie.
Florence skrzywiła się tylko ledwo zauważalnie. Miała wrażenie, że ostatnimi czasy albo ktoś podkradał zapasy, albo rozlokowywano je wyjątkowo niestarannie. Ewentualnie oba na raz.
- Noże są tutaj - poinformowała lakonicznie, otwierając skrzyneczkę. - Proponuję usunąć mały kawałeczek, umieścić w pojemniku i sprawdzić, jak on zareaguje na magię, gdy już użyje się mikstury. Być może heroiczna walka przy użyciu siekier i mopów nie będzie jednak niezbędna.