Czy można było spodziewać się czegoś innego po Charlotte Kelly? Przecież ona musiała postawić na swoim, a gdyby w tamtym momencie uniosła się dumą i odmówiła synowi udowodnienia mu, że to ona miała rację, a nie on, jej pierworodny nie raz by już jej wypomniał, że nie zrobiła tego, bo na pewno nie wyglądałaby tak fantastycznie, jak twierdziła. Przynajmniej do czasu, aż by go zdzieliła, żeby się w końcu zamknął.
-Ona by powiedziała, że to jej przypadek jest cięższy - zaśmiał się. -Ta wasza klątwa wpędzi mnie kiedyś w kompleksy - to mógł być ten rodzaj żartu, który miał szansę rozśmieszyć tylko jego.
Nie mógł powiedzieć, że miał o sobie niską samoocenę i nie uważał się za przystojnego chłopaka, ale z całą pewnością nie powtórzyłby słów wuja wobec siebie, kiedy jego mama wyglądała fenomenalnie w zwykłym (chociaż trochę przerobionym) worku, a jemu nie pasowała żółta koszula.
Na wzmiankę o oblechu, który ślinił się na widok jego matki, jedynie machnął ręką.
-Wcale nie wyglądała na oburzoną. Chyba nawet była z tego zadowolona - westchnął. -Myślałem, że uda mi się ją podpuścić, żeby przyszła w tym worku na twoje urodziny.
Czy istniała na tym świecie sytuacja, w której jego mama mogłaby poczuć się niekomfortowo? Oprócz wojny oczywiście...
Oczywiście, że Jonathan zadał to pytanie. Jessie prawie nie był zaskoczony.
-Skąd wiem... Nie mów mi, że nigdy się nie ugryzłeś tak mocno w język, albo w policzek. Albo, że nigdy sobie nie rozciąłeś palca i nie próbowałeś śliną zatamować krwawienia, zanim dostałeś opatrunek.
A rdza... No cóż, było się dzieckiem, nie? Ciekawskim dzieckiem. Czasami niedopilnowanym dzieckiem. Ned Kelly czasami powinien był uważniej pilnować swojego synka, kiedy ten biegał dookoła jego starego samochodu.
-Yhym... - to "yhym" nie brzmiało, jakby w pełni uwierzył wujkowi, ale może lepiej było nie ciągnąć go za język. -Nie, nie wie. I wolałbym, żeby tak zostało trochę dłużej... Albo najlepiej na zawsze.
Mama nie musiała wiedzieć. Po co zaprzątać jej śliczną główkę?