03.09.2024, 19:52 ✶
— Oh — odezwał się powoli, gdy zapadła między cisza. Poczuł ciepło prześlizgujące się po jego policzkach, wywołując rumieńce. — To naprawdę brzmi, jakbym robił sobie z ciebie żarty. — W jego głosie pobrzmiewało poczucie skruchy, a nawet zawstydzenia, jakby do tej pory nie przeszło mu przez myśl, że podobne komentarze mogły zalec na dłużej w myślach starszego czarodzieja. — Ja nie... Ja nie próbuję ci umniejszać. Naprawdę. — Chwycił go mocniej za rękę, jak gdyby mógł w ten sposób zapewnić go o autentyczności swych słów. — Po prostu... Próbuję z tym przejść do porządku dziennego. Z tobą. Z nami. I chyba... Chyba czasem łatwiej to zrobić z krzywym żartem niż po prostu wejść w tę rutynę.
Nie uważał, aby lęki Anthony'ego robiły z niego kogoś gorszego, słabszego lub mniej przystosowanego do pewnych warunków. W końcu sam mierzył się z podobnym napadami strachów, ilekroć lądował pod ziemią lub na małej powierzchni. Czy lubił, gdy bliscy nawiązywali do tej przypadłości, robiąc sobie z niego żarty? Nie, ale w znacznej większości przypadków znał tych ludzi na tyle, aby wiedzieć, że ci nie mieli nic złego na myśli. To było jak przyjacielskie szturchnięcie lub trącenie ramieniem. Może Shafiq inaczej na to patrzył?
Westchnął cicho, przysuwając się bliżej mężczyzny, tak że poczuł bijące od niego ciepło po długim wylegiwaniu się na tyłach posiadłości. Czemu to nie mogło być prostsze? Czemu sam sobie utrudniał sprawę, zamiast po prostu pozwolić, aby ta relacja samoczynnie weszła na wyższy poziom? Czemu musiał uciekać się do żartów tylko po to, aby wybudować sobie strefę komfortu? Kwestia dawnych doświadczeń, podpowiadał mu głosik z tyłu głowy, momentalnie zrzucając na niego widma wspomnień. Schadzki z Selwynem, wyjazdy z Shafiqiem, nieśmiałe próby znalezienia sobie kogoś w Wielkiej Brytanii. Czy on w ogóle wiedział, jak poprawnie do tego podejść?
— Nie chcę ci robić przykrość. I krzywdy — kontynuował, przesuwając ich splecione dłonie na udo Anthony'ego. Wbił spojrzenie we własne palce, nagle zauważając krzywo obcięty paznokieć swojego kciuka, po czym uniósł powoli wzrok, dopóki nie zawędrował on na twarz drugiego mężczyzny. — No, a przynajmniej niezbyt głębokiej krzywdy.
Uśmiechnął się minimalnie. W odpowiednich warunkach i za zgodą obydwu stron odrobina... dyskomfortu... potrafiła nawet pomóc. Jeśli ktoś wiedział, jak ją wykorzystać w odpowiedni sposób. Nachylił się powoli ku twarzy Anthony'ego, aby przylgnąć na moment do jego ust, przedłużając minimalnie pocałunek. A to wszystko w niemym przyzwoleniu na to, aby opowiedział mu o wszystkim, co go martwiło.
Nie uważał, aby lęki Anthony'ego robiły z niego kogoś gorszego, słabszego lub mniej przystosowanego do pewnych warunków. W końcu sam mierzył się z podobnym napadami strachów, ilekroć lądował pod ziemią lub na małej powierzchni. Czy lubił, gdy bliscy nawiązywali do tej przypadłości, robiąc sobie z niego żarty? Nie, ale w znacznej większości przypadków znał tych ludzi na tyle, aby wiedzieć, że ci nie mieli nic złego na myśli. To było jak przyjacielskie szturchnięcie lub trącenie ramieniem. Może Shafiq inaczej na to patrzył?
Westchnął cicho, przysuwając się bliżej mężczyzny, tak że poczuł bijące od niego ciepło po długim wylegiwaniu się na tyłach posiadłości. Czemu to nie mogło być prostsze? Czemu sam sobie utrudniał sprawę, zamiast po prostu pozwolić, aby ta relacja samoczynnie weszła na wyższy poziom? Czemu musiał uciekać się do żartów tylko po to, aby wybudować sobie strefę komfortu? Kwestia dawnych doświadczeń, podpowiadał mu głosik z tyłu głowy, momentalnie zrzucając na niego widma wspomnień. Schadzki z Selwynem, wyjazdy z Shafiqiem, nieśmiałe próby znalezienia sobie kogoś w Wielkiej Brytanii. Czy on w ogóle wiedział, jak poprawnie do tego podejść?
— Nie chcę ci robić przykrość. I krzywdy — kontynuował, przesuwając ich splecione dłonie na udo Anthony'ego. Wbił spojrzenie we własne palce, nagle zauważając krzywo obcięty paznokieć swojego kciuka, po czym uniósł powoli wzrok, dopóki nie zawędrował on na twarz drugiego mężczyzny. — No, a przynajmniej niezbyt głębokiej krzywdy.
Uśmiechnął się minimalnie. W odpowiednich warunkach i za zgodą obydwu stron odrobina... dyskomfortu... potrafiła nawet pomóc. Jeśli ktoś wiedział, jak ją wykorzystać w odpowiedni sposób. Nachylił się powoli ku twarzy Anthony'ego, aby przylgnąć na moment do jego ust, przedłużając minimalnie pocałunek. A to wszystko w niemym przyzwoleniu na to, aby opowiedział mu o wszystkim, co go martwiło.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞