03.09.2024, 20:27 ✶
Zerknęła na Millie, mając półprzymrużone powieki. Dym wciskał się do oczu i jeżeli czegoś z tym nie zrobi po wyjściu Moody z Fiolki, to... Cóż. Dostanie jej się od matki, oj, dostanie. Ale nie z takimi zapachami Olivia sobie radziła przecież, a jeśli chodzi o fajki, to zwykle jej się udawało. Magia potrafiła być niesamowita. I odpowiednie kadzidła, które pochłoną niechcianą woń.
- Ze mną nie randkował. Ale wiesz... Rozstaliśmy się w Hogwarcie i po prostu kontakt był coraz słabszy i słabszy, a potem nagle się urwał - Olivia wzruszyła ramionami, jakby jej to nie obeszło, a cała sytuacja spłynęła po niej niczym woda po kaczych piórach. Jednak prawda była taka, że naprawdę ją to zabolało. Nie to, że nie mogła być z Isaaciem, tylko to, że ją tak paskudnie olał. - W końcu wrócił do Londynu i do niego napisałam. A on mnie wystawił, wiesz? Olał totalnie, całkowicie, nie odpisał, a przecież myślałam, że coś dla siebie znaczymy. Nie w sensie miłosnym, ale innym. Takim przyjacielskim.
Dodała, przytykając papierosa do ust. Już nie płakała, wylała zbyt wiele łez przez Bagshota i przy Bagshocie. Ale dolna waga jej drgała jednak, z tym że z wkurwu. Bo może i Olivia miała wygląd dziewczyny, która się nie wkurwia - ale kto ją znał z czasów szkolnych ten wiedział, że gdy już się odpaliła, to niszczyła wszystko i wszystkich, którzy stali blisko, sprawiając że pochłaniał ich prawdziwy ogień.
- Jest spoko - przyznała po chwili, wbijając wzrok w papierosa. Obróciła go kilka razy w palcach, marszcząc brwi. - Można tak powiedzieć. Mam chłopaka, mam rodziców. Mam pracę. Ale wiesz... Kiedyś miałam coś więcej.
Olivia westchnęła, nie wiedząc czy powinna o tym mówić Millie. W zasadzie to nie mówiła nikogo i nie bardzo chciała się zwierzać akurat z tej konkretnej tajemnicy, lecz... Miała wrażenie, że Moody zbytnio idealizuje jej życie.
- Można mi zazdrościć tego, co na zewnątrz - odwróciła głowę w stronę znajomej z Hogwartu i uśmiechnęła się smutno. - Chciałabym mieć kiedyś dzieci, wiesz? Ale jedno straciłam. I możliwe, że nigdy już nie będę mogła zostać matką.
Wydusiła w końcu to z siebie. Po raz pierwszy od kilku lat. A po jej policzku spłynęła łza. Nikt nie miał idealnego życia, bo takie po prostu nie istniało. Idealizowanie życia innych było zgubne, po prostu, szczególnie jeśli nic się o tej drugiej osobie nie wiedziało. Sprawiało, że zazdrość i nienawiść zżerały zazdrośnika od środka i powodowały właśnie takie sytuacje.
- Nie słyszałam. Co się działo? - dyskretnie otarła pojedynczą, jedną jedyną łzę, która potoczyła się po jej policzku. - Byłam... Cóż. Trochę zajęta swoim nosem, ostatnio nie mam szczęścia. Kaktus wyrósł mi na głowie, ktoś próbował mnie otruć i mówiłam rymami, a na dodatek goniły mnie psy bo pomyliłam sady i zrywałam czereśnie nie tam, gdzie miałam.
- Ze mną nie randkował. Ale wiesz... Rozstaliśmy się w Hogwarcie i po prostu kontakt był coraz słabszy i słabszy, a potem nagle się urwał - Olivia wzruszyła ramionami, jakby jej to nie obeszło, a cała sytuacja spłynęła po niej niczym woda po kaczych piórach. Jednak prawda była taka, że naprawdę ją to zabolało. Nie to, że nie mogła być z Isaaciem, tylko to, że ją tak paskudnie olał. - W końcu wrócił do Londynu i do niego napisałam. A on mnie wystawił, wiesz? Olał totalnie, całkowicie, nie odpisał, a przecież myślałam, że coś dla siebie znaczymy. Nie w sensie miłosnym, ale innym. Takim przyjacielskim.
Dodała, przytykając papierosa do ust. Już nie płakała, wylała zbyt wiele łez przez Bagshota i przy Bagshocie. Ale dolna waga jej drgała jednak, z tym że z wkurwu. Bo może i Olivia miała wygląd dziewczyny, która się nie wkurwia - ale kto ją znał z czasów szkolnych ten wiedział, że gdy już się odpaliła, to niszczyła wszystko i wszystkich, którzy stali blisko, sprawiając że pochłaniał ich prawdziwy ogień.
- Jest spoko - przyznała po chwili, wbijając wzrok w papierosa. Obróciła go kilka razy w palcach, marszcząc brwi. - Można tak powiedzieć. Mam chłopaka, mam rodziców. Mam pracę. Ale wiesz... Kiedyś miałam coś więcej.
Olivia westchnęła, nie wiedząc czy powinna o tym mówić Millie. W zasadzie to nie mówiła nikogo i nie bardzo chciała się zwierzać akurat z tej konkretnej tajemnicy, lecz... Miała wrażenie, że Moody zbytnio idealizuje jej życie.
- Można mi zazdrościć tego, co na zewnątrz - odwróciła głowę w stronę znajomej z Hogwartu i uśmiechnęła się smutno. - Chciałabym mieć kiedyś dzieci, wiesz? Ale jedno straciłam. I możliwe, że nigdy już nie będę mogła zostać matką.
Wydusiła w końcu to z siebie. Po raz pierwszy od kilku lat. A po jej policzku spłynęła łza. Nikt nie miał idealnego życia, bo takie po prostu nie istniało. Idealizowanie życia innych było zgubne, po prostu, szczególnie jeśli nic się o tej drugiej osobie nie wiedziało. Sprawiało, że zazdrość i nienawiść zżerały zazdrośnika od środka i powodowały właśnie takie sytuacje.
- Nie słyszałam. Co się działo? - dyskretnie otarła pojedynczą, jedną jedyną łzę, która potoczyła się po jej policzku. - Byłam... Cóż. Trochę zajęta swoim nosem, ostatnio nie mam szczęścia. Kaktus wyrósł mi na głowie, ktoś próbował mnie otruć i mówiłam rymami, a na dodatek goniły mnie psy bo pomyliłam sady i zrywałam czereśnie nie tam, gdzie miałam.