O takich relacja i o takich spektaklach między przyjaciółmi na głos się nie mówiło - to miała być tylko ich słodka tajemnica, tylko między nimi, a Laurent nie zamierzał tego zmieniać. Tak jak i zresztą wiele innych tajemnic o rzeczach, które robili razem albo które między sobą mówili. Nie mówiło się, bo nawet bliscy mogli dziwnie na to spojrzeć. Zaczynając od tego, że Victoria nie ma wstydu, przechodząc przez to, że w ogóle o co Laurent ją prosi i tak nie wypada. Świat czarodziei był o wiele bardziej tolerancyjny, co wcale nie przeszkadzało królować patriarchatowi. Nawet ojciec Laurenta, który był zadziwiająco wyrozumiały (według samego Laurenta zadziwiająco) wobec płci pięknej (albo słabszej) gadała Laurentowi nad głową, że nam, mężczyznom, wolno. Ale kobiecie nie wypada. I chodziło tu głównie o socjete. Kiedy mężczyzna podrywał niewiasty i zaciągał je do łóżka to "po prostu się jeszcze nie wyszalał". Kiedy kobieta podrywała mężczyzn i uprawiała z nimi seks to już była dziwką. Nie, nie było to sprawiedliwe. Więc łatwo było zrobić wielkie oczy na ich niektóre... wybryki.
Odetchnął, wiążąc ten fartuszek za plecami i spoglądając na te składniki na stole.
- Pamiętam. Z własnego stanowiska nie powinienem robić tego, co robię. Wielu rzeczy nie powinienem robić. - Tak samo jak ona nie powinna i nie powinna mieć niektórych znajomości. Laurent był przekonany, że nie miał złego stanowiska, tylko że... był hipokrytą. Chciał jak najlepiej dla Victorii i łatwo było wypowiadać słowa, które powiedział, kiedy nie znał drugiej strony. Łatwo było mu też podtrzymywać swoje stanowisko, kiedy nie było tutaj Edga i nie patrzył na te smutne, pieskie oczy i wszystkie blizny, które zostawił na sobie samym, a w gruncie rzeczy - zostawili na nim inni, nie tylko nie potrafiąc mu pomóc, ale wręcz wykorzystując go i pchając w te szaleństwo. - Uuuch... wiem... wiem, gdzie mieszka. - W miejscu... bardzo specyficznym. Gdzie nie został ciepło przyjęty i gdzie miał oficjalny "zakaz wstępu" i nie był tam mile widziany. Automatycznie przesunął dłonią po brzuchu, wspominając ich piękne, pierwsze spotkanie w cyrku. - On za bardzo... nie ma bliskich... - Ta rodzina cyrkowa... tam wszyscy potrzebowali opieki i wszyscy potrzebowali pomocy. Byli dysfunkcyjnymi złodziejami, zlepkami ludzi z krawędzi. I niektórzy byli szaleni. - Obawiam się, że ta osoba, do której chce wracać... mam takie poczucie, że nie traktuje go zbyt dobrze. Ale masz rację. Warto spróbować z nim porozmawiać. - Uśmiech pojawił się i zniknął, płynnie, gładko, jak opadające piórko wyrwane z wypchanej poduszki. Miała rację. Miała pełną rację. Ale czy Edge był w stanie się wyspowiadać przed terapeutą? Przed kimś obcym? - Nie obrażam się, nie... masz rację. Też sądzę, że na to nie zasłużyłem. I że to nie powinno mieć miejsca. Mam już dosyć krwi. Jest wszędzie. Ciągle. Krew, krew... krew... - Nóż uderzał o deskę, kiedy kroił na małe kawałki te drożdże. Połowę z nich, bo drugą połową zajęła się Victoria, kiedy jej kicia z ciekawością wsadzała jej łeb do miski. - Och, no nie wiem, czy się zmieścimy. - Teraz już uśmiechnął się weselej i przede wszystkim - bardziej trwale. Chłonął jej towarzystwo, jak chłonął jej mądrość. Victorii, się znaczy. Ale towarzystwo Luny też chłonął. Na moment nawet przerwał swoją czynność, żeby spojrzeć na kicie, zanim przesypał te drożdże, żeby je rozrobić z cukrem.
- Wygląda... tak samo..? - Czy to właściwie teraz znaczyło, że robią DWA chleby? Po połowie? Odmiennymi metodami?! W sumie niegłupie. Właściwie to bardzo mądre. Dzięki temu sprawdzą, czy któreś z ich podejść będzie słuszne. Gorzej tylko, że nie będzie jak sprawdzić, przy którym kroku było nieprawidłowe? Albo dzięki porównaniom właśnie im się to uda? Tyle zagadek... a to tylko jeden chleb! - Chciałbym powiedzieć, że oczywiście robimy chleb. Ale powiem, że raczej robimy eksperyment. - Bo jeszcze nie wiemy, co z tego wyjdzie, chociaż cel jest oczywisty. - Wymieszać... łyżką? Ale ile razy i w którą stronę? - Pochylił się nad przepisem Victorii, bo instrukcja była bardzo niejasna. - Jak to... nie napisali... - Skonsternowany spojrzał nieco bezradnie na te dwie miski.