Gerry zdawała sobie sprawę z tego, że ostatnio krąży o niej dużo plotek. Nawet ją to bawiło, bo nie miała pojęcia skąd ludzie biorą te informacje. Niektórzy lubili dopowiadać sobie prawdę, ale sama nigdy w życiu nie byłaby w stanie wymyślić większości z nich. Wiedziała, że jej przyjaźń z Erikiem może wzbudzać kontrowersje i zainteresowanie, pojawiali się razem na przyjęciach, ćwiczyli walkę, spędzali dosyć dużo czasu w swoich towarzystwie. Wśród czystokrwistych mogłoby to być uznane za to, że mają się ku sobie. Niewielu z nich byłoby w stanie pojąć istnienie przyjaźni damsko - męskiej. Wybranie Little Hangleton na miejsce ich treningów nie było złym pomysłem, bo znajdowali się z dala od ciekawskich oczu. Nie, żeby przejmowała się tymi plotkami, bawiły ją, bo nigdy w życiu nie spojrzałaby na Erika w ten sposób. Zbyt długo się znali.
- Kłopoty to moja specjalność Longbottom, ale powinieneś o tym wiedzieć. - Nie trzeba było jej zachęcać do wpakowywania się w kolejne, miała wrażenie wręcz, że same się pojawiały. Ten rok nie był dla niej łaskawy, miała nadzieję, że go przeżyje, nie wyobrażała sobie jednak siebie wiodącej spokojnego życia. Kłopoty łączyły się z chaosem, który kochała.
Wydawało jej się, że to co wydarzyło na Perle Morza spotkało ich dawno temu, tak wiele się wydarzyło w jej życiu od tego czasu. Ona nie ucierpiała tam jakoś specjalnie, jak zawsze - miała szczęście, w przeciwieństwie do Erika, który dosyć mocno oberwał. Nigdy nie wiadomo które z nich dozna obrażeń jako pierwsze podczas kolejnej przygody.
- Tak, trochę głupio patrzeć na efekt swoich działań, szczególnie gdy chodzi o walkę. Na szczęście mieszkamy od siebie dostatecznie daleko. - Posłała mu uśmiech. Jego argumenty były słuszne. Ona również pewnie nie angażowałaby się w pełni w walkę z Astarothem, bo bałaby się, że uszkodzi go zbyt mocno. To nie było dobre, bo nie mogła być pewna na co faktycznie ją stać. Z Erikiem było inaczej, nie cackała się z nim, a on z nią. Byli równymi przeciwnikami, to też było ważne. Ich treningi pozwalały im na sprawdzenie siebie. - To prawda, nie jestem szczególnie delikatna i wiele razy już widzieliśmy siebie pokiereszowanych. - Wiele aktywności przynoszących zranienia fizyczne przyszło im razem ćwiczyć.
Walka ze zwierzętami różniła się z tą z człowiekiem. Co by nie mówić o magicznych istotach to nadal nie były tak bardzo rozwinięte jak ludzie. Musiała mieć pewność, że będzie w stanie poradzić sobie z prawdziwymi przeciwnikami, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Czasy były niebezpieczne, nigdy nie wiadomo z kim będzie musiała się zmierzyć.
- Zaraz to sprawdzimy. - Lubiła się z nim przekomarzać podczas walki, dodawało to temu wszystkiemu nieco dramatyzmu. Miała nadzieję, że dzisiaj to ona skopie mu tyłek.
Zaklęcie, które pomknęło w stronę Erika było naprawdę dopracowane. Kula energii pomknęła w jego stronę, tyle, że skutecznie zablokował ten atak. Westchnęła nieco rozczarowana - powinna była się spodziewać, że nie będzie zbyt łatwo. Trzymała różdżkę w gotowości, bo wiedziała, że zaraz to on spróbuje ją zaatakować. Machnął różdżką, tyle, że nic się nie wydarzyło. Nie zamierzała zwlekać, aż sięgnie po kolejne zaklęcie. Znowu - mruknęła inkantację pod nosem, lewa ręka wykonała zgrabny ruch. Chciała zamienić trawę w pnącza, które oplotą jego nogi i go przewrócą.
Sukces!
Sukces!