04.09.2024, 01:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2024, 03:38 przez Atreus Bulstrode.)
Drażniło go to, że zdawał się nie dostrzegać niczego konkretnego. Ba, że nie dostrzegał niczego. Kłębiła się wokół niego ludzka masa, a mimo tego nie drgała tak dobrze znanymi i oczekiwanymi kolorami. Żyjąc i obracając się tylko w magicznym społeczeństwie, Atreus zapominał jak mugole byli dziwni, a dla niego wręcz przez to nienaturalni. Pozbawieni iskry magii byli niczym szary papier najgorszego sortu, pośród innych, o wiele ciekawszych i interesujących opcji. Ale mimo tej lekkiej, bulgoczącej gdzieś leniwie w jego środku irytacji, szedł dalej, rozglądając się dookoła i starając nie zaciągnąć zbyt mocno gryzącym dymem. Miał przecież jasno wyznaczoną robotę i może przez fakt, jak niewiele w mugolskiej masie był w stanie dostrzec, zmysły stawały się wręcz przewrażliwione.
Wystarczyło niewiele, żeby drgnął niespokojnie, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, jak właściwie powinien zareagować i czy w ogóle było warto. Czarny kolor nie był przecież niczym niezwykłym, ale teraz, kiedy szukał konkretnych rzeczy i poszlak, że we wszystko byli zamieszani śmierciożercy, działał niczym płachta, przyciągając nie tylko spojrzenie ale zmuszając do wyrwania się do przodu. Dlatego kiedy rąbek ciemnego materiału zniknął za zakrętem, przyśpieszył gwałtownie kroku. Wszyscy poruszali się w panice, więc pewnie nie wyglądał aż tak nienaturalnie, kiedy pobiegł w przód, w ślad za umykającym... nawet nie przeczuciem, a nerwowym podejrzeniem, za którym skręcił za winkiel, próbując wypatrzeć do kogo należał.
Wystarczyło niewiele, żeby drgnął niespokojnie, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, jak właściwie powinien zareagować i czy w ogóle było warto. Czarny kolor nie był przecież niczym niezwykłym, ale teraz, kiedy szukał konkretnych rzeczy i poszlak, że we wszystko byli zamieszani śmierciożercy, działał niczym płachta, przyciągając nie tylko spojrzenie ale zmuszając do wyrwania się do przodu. Dlatego kiedy rąbek ciemnego materiału zniknął za zakrętem, przyśpieszył gwałtownie kroku. Wszyscy poruszali się w panice, więc pewnie nie wyglądał aż tak nienaturalnie, kiedy pobiegł w przód, w ślad za umykającym... nawet nie przeczuciem, a nerwowym podejrzeniem, za którym skręcił za winkiel, próbując wypatrzeć do kogo należał.