04.09.2024, 02:22 ✶
- Nie - odpowiedział krótko, ale wyraz jego twarzy świadczył o tym, że pomimo szybkiej reakcji zastanawia się nad tym jakoś głębiej. W końcu jednak pokręcił głową. - Tak se w sumie myślę, że ten gówniarz od Heather miał taką muszlę jak ja i Longbottom kazała mu ją zdjąć? Może jej efekt miał coś wspólnego z jego ochotą wskoczenia na miotłę? Bo przecież typ był jeszcze gorszy jak ty, bez urazy - zasugerował, drapiąc się w zastanowieniu po policzku, ale jaki dokładnie efkt miała mieć ta akurat muszla to już nie miał bladego pojęcia. - Może się jakoś zgrywa z moimi naturalnymi predyspozycjami? - do robienia głupich rzeczy, oczywiście.
- Basilius, ja ciebie proszę, czy ty nigdy przenigdy nie słyszałeś o książkowym przykładzie działania czyli robienie czegoś, żeby inni się zadowolili i dali ci spokój? Na przykład, udawane randkowanie? Może gdybyś przeczytał coś więcej jak atlas kości, to byś wiedział - westchnął ciężko. On był oczywiście ekspertem, bo jak chodził z Lorraine to ta przecież pożerała tego typu szmirską literaturę, a on teraz wiedział te rzeczy tak czy siak. - Czy w ogóle jakiekolwiek inne udawanie. Umawiasz się na randkę czy inne spotkanie, pyk pyk, reszta kibiców jest zadowolona, a potem niestety nie wyszło, wszyscy są smutni ale już nie naciskają - machnął na niego ręką, bo do czego to doszło, żeby on mu tłumaczył takie rzeczy. Ale czy w sumie Prewett miał kiedykolwiek dziewczynę? - W sumie tu się zgodzę. Wygląda na taką, którą zapraszasz na randkę, ale ona nawet nie wie że to randka - ale już do tego, ze z nią na pełnoprawnej randce był, to się nie zamierzał przyznawać. No, prawie pełnoprawnej randce, bo się skończyło ściganiem poszukiwanego. - Ja? Ja! Wypraszam sobie, ja jestem niczym balsam na duszę.
Ale potem znowu nieco sceptycznie spojrzał na ciemną taflę wody, bo kuzyn najwidoczniej miał jakieś wątpliwości. Zrobił krok w przód, kręcąc głową, żeby znowu pochylić się nad zagłębieniem między skałkami i spojrzeć na niby to zaczarowaną wodę.
- No dawaj wodo coś dobrego... - mruknął, jakby chcąc ją zachęcić do działania.
!magicznawoda
- Basilius, ja ciebie proszę, czy ty nigdy przenigdy nie słyszałeś o książkowym przykładzie działania czyli robienie czegoś, żeby inni się zadowolili i dali ci spokój? Na przykład, udawane randkowanie? Może gdybyś przeczytał coś więcej jak atlas kości, to byś wiedział - westchnął ciężko. On był oczywiście ekspertem, bo jak chodził z Lorraine to ta przecież pożerała tego typu szmirską literaturę, a on teraz wiedział te rzeczy tak czy siak. - Czy w ogóle jakiekolwiek inne udawanie. Umawiasz się na randkę czy inne spotkanie, pyk pyk, reszta kibiców jest zadowolona, a potem niestety nie wyszło, wszyscy są smutni ale już nie naciskają - machnął na niego ręką, bo do czego to doszło, żeby on mu tłumaczył takie rzeczy. Ale czy w sumie Prewett miał kiedykolwiek dziewczynę? - W sumie tu się zgodzę. Wygląda na taką, którą zapraszasz na randkę, ale ona nawet nie wie że to randka - ale już do tego, ze z nią na pełnoprawnej randce był, to się nie zamierzał przyznawać. No, prawie pełnoprawnej randce, bo się skończyło ściganiem poszukiwanego. - Ja? Ja! Wypraszam sobie, ja jestem niczym balsam na duszę.
Ale potem znowu nieco sceptycznie spojrzał na ciemną taflę wody, bo kuzyn najwidoczniej miał jakieś wątpliwości. Zrobił krok w przód, kręcąc głową, żeby znowu pochylić się nad zagłębieniem między skałkami i spojrzeć na niby to zaczarowaną wodę.
- No dawaj wodo coś dobrego... - mruknął, jakby chcąc ją zachęcić do działania.
!magicznawoda