04.09.2024, 03:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 10:29 przez Brenna Longbottom.)
Brenna spodziewała się różnych rzeczy, ale nie tego, że Basilius zacznie się śmiać. A jednak nie była to dla niej reakcja dziwna: na miejscach zbrodni czy informując ludzi o wynikach śledztwa albo ich przesłuchując widziała różne zachowania, i teraz spojrzała na niego trochę przepraszająco, a trochę że współczuciem.
Wyglądało na to, że Basilius znosił cierpliwie te klątwy, przypadki gnicia i plam, bójki w kasynach, proszki i tak dalej, ale to trzymanie ją za rękę przerosło poziom jego wytrzymałości. Umysł znalazł się na skraju załamania.
Nie zwróciła uwagi na coraz bardziej zdenerwowaną Lenni. Nie powiedziała mu też o tym, co pomyślała - o piątkach siedemnastego - nie chcąc go bardziej dobijać. Zamiast tego gdy drzwi zamknęły się, bo nie wychodzili zbyt długo, pochyliła się i nacisnęła inny guzik.
Ścieranie substancji nie podziałało, oczywiście. Ale chyba na to nie liczyła. Chyba chciała po prostu, żeby nie przylepili się do czegoś jeszcze. Ściany na przykład. I zachowywała spokój, najwyraźniej po prostu pogodzona z losem. Nie było przecież tak źle. Na pewno ich rozkleją. Prędzej czy później.
- Leć zgłosić komuś, że trzeba posprzątać windę - powiedziała do niej zdecydowanie, a potem zwróciła się do Prewetta, bardzo starając się, aby jej ton brzmiał spokojnie. - Skoczymy do specjalisty od eliksirów, jest taki w wydziale usuwania skutków wypadków w świecie mugoli. A i tak miałam wspomnieć chłopakom, żeby wpadli do Tatcherów.
Gdy winda znów się otworzyła, pociągnęła go stanowczym ruchem dalej - ku odpowiedniemu biuru.
*
Pięć minut później (podczas których Brenna faktycznie zaczepiła jednego z nowych Bumowców i wspomniała o ich zadaniu bojowym, do którego ten podszedł zadziwiająco entuzjastycznie) specjalista od eliksirów oglądał uważnie najpierw ich połączone dłonie, potem niebieską substancję na chusteczce. A chociaż spróbował rzucić jakieś zaklęcie, i jeszcze później wsadzić ich złączone ręce pod bieżącą wodę, zaraz wzruszył ramionami.
- Nic wam nie będzie, ale żeby to rozkleić trzeba by zrobić specyficzne antidotum. Zajęłoby go parę godzin i nie ma co, ma moje oko eliksir sam puści za jakieś trzy albo cztery godziny.
Wyglądało na to, że Basilius znosił cierpliwie te klątwy, przypadki gnicia i plam, bójki w kasynach, proszki i tak dalej, ale to trzymanie ją za rękę przerosło poziom jego wytrzymałości. Umysł znalazł się na skraju załamania.
Nie zwróciła uwagi na coraz bardziej zdenerwowaną Lenni. Nie powiedziała mu też o tym, co pomyślała - o piątkach siedemnastego - nie chcąc go bardziej dobijać. Zamiast tego gdy drzwi zamknęły się, bo nie wychodzili zbyt długo, pochyliła się i nacisnęła inny guzik.
Ścieranie substancji nie podziałało, oczywiście. Ale chyba na to nie liczyła. Chyba chciała po prostu, żeby nie przylepili się do czegoś jeszcze. Ściany na przykład. I zachowywała spokój, najwyraźniej po prostu pogodzona z losem. Nie było przecież tak źle. Na pewno ich rozkleją. Prędzej czy później.
- Leć zgłosić komuś, że trzeba posprzątać windę - powiedziała do niej zdecydowanie, a potem zwróciła się do Prewetta, bardzo starając się, aby jej ton brzmiał spokojnie. - Skoczymy do specjalisty od eliksirów, jest taki w wydziale usuwania skutków wypadków w świecie mugoli. A i tak miałam wspomnieć chłopakom, żeby wpadli do Tatcherów.
Gdy winda znów się otworzyła, pociągnęła go stanowczym ruchem dalej - ku odpowiedniemu biuru.
*
Pięć minut później (podczas których Brenna faktycznie zaczepiła jednego z nowych Bumowców i wspomniała o ich zadaniu bojowym, do którego ten podszedł zadziwiająco entuzjastycznie) specjalista od eliksirów oglądał uważnie najpierw ich połączone dłonie, potem niebieską substancję na chusteczce. A chociaż spróbował rzucić jakieś zaklęcie, i jeszcze później wsadzić ich złączone ręce pod bieżącą wodę, zaraz wzruszył ramionami.
- Nic wam nie będzie, ale żeby to rozkleić trzeba by zrobić specyficzne antidotum. Zajęłoby go parę godzin i nie ma co, ma moje oko eliksir sam puści za jakieś trzy albo cztery godziny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.