04.09.2024, 07:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 07:52 przez Charlotte Kelly.)
- Och, doprawdy, wiem, że do was, Gryfonów, trzeba głośno i wyraźnie, ale żebyś do tej pory nie wbił sobie do głowy, że ja zawsze mam rację? - spytała Charlotte, nawet przy tak poważnej dyskusji nie mogąc podarować sobie kolejnej odsłony tej przekomarzanki, ciągnącej się przecież od lat.
Jestem najładniejszy/a.
Wiem najlepiej.
Mam najładniejsze ubrania.
Oni wszyscy patrzą na mnie.
- Pewnie, ale dlaczego tak s z y b k o? - westchnęła z odrobiną irytacji, jedyna z ich czwórki, której faktycznie było pisane wyjść za mąż szybko i jeszcze do tego stosunkowo szybko mieć dzieci. - Nic dziwnego, że potem wszyscy są tacy zgorzkniali, skoro od razu musieli pędzić przed oblicze kapłana, zawód wybierać na siódmym roku Hogwartu i nigdy nie mieli czasu nad niczym się zastanowić.
Rzeczywiście, nie było chórku. Nie było nawet kluczenia. Romantyzmu za knuta, ale gdy porównywało się to z ich rodzicami, mówiącymi, żeby usiedli i oświadczającymi, że są zaręczeni, to i tak w rankingu Charlotte z dwiema, oszałamiającymi pozycjami, brało pierwsze miejsce.
- Powiedział, że zamiast wychodzić za ciebie, powinnam wyjść za niego i że powinniśmy od razu iść do kapłana - powiedziała, bardzo rzeczowym tonem. A ona nie wiedziała, co odpowiedzieć, bo była pewna, że jak powie tak, to go zabiją. Nie wspominając już o tym, że zdawało się jej, że kocha Neda, nie chciała się z nim rozstawać, ale czy na pewno będzie go kochać i za dwadzieścia lat? Była kobietą zdecydowaną, owszem, ale nie lubiła nadmiernego pośpiechu przy podejmowaniu decyzji.
Ale kiedy Jonathan wspomniał o tych prezentach, wyprostowała się nagle, unosząc spojrzenie znad pierścionków. Jakaś myśl powstała jej w głowie.
Bo była pewna jednego: za dwadzieścia lat matka ciągle będzie chciała ją kontrolować, a ona kontrolowana być nie będzie chciała.
I że największą przeszkodą na drodze do wolności były wpływy Crouchów oraz brak pieniędzy.
- Hm, jakbym tak jeszcze wcześniej zażądała pieniędzy na wydatki podczas podróży poślubnej i zabrała resztę biżuterii... - powiedziała z pewnym namysłem. - Jak sądzisz, gdybyś został tragicznym narzeczonym, którego porzucono przed ołtarzem, ludzie by ci współczuli, czy wyśmiewali?
Bo nawet jeśli ten szalony plan zaczynał się jej podobać, to do licha, nie chciała realizować go kosztem najlepszego przyjaciela.
Jestem najładniejszy/a.
Wiem najlepiej.
Mam najładniejsze ubrania.
Oni wszyscy patrzą na mnie.
- Pewnie, ale dlaczego tak s z y b k o? - westchnęła z odrobiną irytacji, jedyna z ich czwórki, której faktycznie było pisane wyjść za mąż szybko i jeszcze do tego stosunkowo szybko mieć dzieci. - Nic dziwnego, że potem wszyscy są tacy zgorzkniali, skoro od razu musieli pędzić przed oblicze kapłana, zawód wybierać na siódmym roku Hogwartu i nigdy nie mieli czasu nad niczym się zastanowić.
Rzeczywiście, nie było chórku. Nie było nawet kluczenia. Romantyzmu za knuta, ale gdy porównywało się to z ich rodzicami, mówiącymi, żeby usiedli i oświadczającymi, że są zaręczeni, to i tak w rankingu Charlotte z dwiema, oszałamiającymi pozycjami, brało pierwsze miejsce.
- Powiedział, że zamiast wychodzić za ciebie, powinnam wyjść za niego i że powinniśmy od razu iść do kapłana - powiedziała, bardzo rzeczowym tonem. A ona nie wiedziała, co odpowiedzieć, bo była pewna, że jak powie tak, to go zabiją. Nie wspominając już o tym, że zdawało się jej, że kocha Neda, nie chciała się z nim rozstawać, ale czy na pewno będzie go kochać i za dwadzieścia lat? Była kobietą zdecydowaną, owszem, ale nie lubiła nadmiernego pośpiechu przy podejmowaniu decyzji.
Ale kiedy Jonathan wspomniał o tych prezentach, wyprostowała się nagle, unosząc spojrzenie znad pierścionków. Jakaś myśl powstała jej w głowie.
Bo była pewna jednego: za dwadzieścia lat matka ciągle będzie chciała ją kontrolować, a ona kontrolowana być nie będzie chciała.
I że największą przeszkodą na drodze do wolności były wpływy Crouchów oraz brak pieniędzy.
- Hm, jakbym tak jeszcze wcześniej zażądała pieniędzy na wydatki podczas podróży poślubnej i zabrała resztę biżuterii... - powiedziała z pewnym namysłem. - Jak sądzisz, gdybyś został tragicznym narzeczonym, którego porzucono przed ołtarzem, ludzie by ci współczuli, czy wyśmiewali?
Bo nawet jeśli ten szalony plan zaczynał się jej podobać, to do licha, nie chciała realizować go kosztem najlepszego przyjaciela.