05.09.2024, 07:56 ✶
Florence była uparta: miała cały upór swojej matki i swojego ojca. Lubiła decydować o sobie, robiła to jednak zawsze w pewnych ramach, wytyczonych przez podstawy konwenansów czystokrwistych, a choć rodzice pozostawili jej dużo swobody, wynikało to po części po prostu z wiary w jej rozsądek. Młoda Prewettówna natomiast, wychowana przez ekscentrycznego ojca i matkę nadopieķuńczą głównie wobec najstarszego syna, nie stykająca się chyba dotąd z bardziej konserwatywnymi rodzinami, była po prostu inną.
Rozmawiajac z Electrą zastanawiała się mimowolnie, czy kiedyś wszyscy młodzi będą tacy jak ona. I doszła do dwóch wniosków - po pierwsze, tylko jeśli Voldemort nie wygra, bo jak wygra, to za takie odbiegnięcia od tradycji będą źle kończyć. Po drugie, ona sama będzie wtedy pewnie zrzędliwą staruszką, nie potrafiącą się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości.
- A może pora samej przygotować coś takiego dla brata? - spytała, półżartem, półserio, bo biedny Basilius chyba gotował dla całej trójki, chociaż miał najdłuższe godziny pracy.
U Bulstrodów, szczęśliwie, wciąż był skrzat - Florence zaś przyrządzała raz na jakiś czas coś drobnego, głównie gdy miała ochotę na konkretną potrawę. Zwykłe szkoda jej było czasu na takie rzeczy. Chociaż ani ona, ani skrzat Joker nie umieli przyrządzać dań tak smacznych, jak te placki.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę, a gdy skończyły posiłki, Florence uregulowała rachunek. Obie mieszkały w pobliżu, rozstały się więc pod restauracją, ruszając do kamienic, które zajmowały ich rodziny.
Rozmawiajac z Electrą zastanawiała się mimowolnie, czy kiedyś wszyscy młodzi będą tacy jak ona. I doszła do dwóch wniosków - po pierwsze, tylko jeśli Voldemort nie wygra, bo jak wygra, to za takie odbiegnięcia od tradycji będą źle kończyć. Po drugie, ona sama będzie wtedy pewnie zrzędliwą staruszką, nie potrafiącą się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości.
- A może pora samej przygotować coś takiego dla brata? - spytała, półżartem, półserio, bo biedny Basilius chyba gotował dla całej trójki, chociaż miał najdłuższe godziny pracy.
U Bulstrodów, szczęśliwie, wciąż był skrzat - Florence zaś przyrządzała raz na jakiś czas coś drobnego, głównie gdy miała ochotę na konkretną potrawę. Zwykłe szkoda jej było czasu na takie rzeczy. Chociaż ani ona, ani skrzat Joker nie umieli przyrządzać dań tak smacznych, jak te placki.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę, a gdy skończyły posiłki, Florence uregulowała rachunek. Obie mieszkały w pobliżu, rozstały się więc pod restauracją, ruszając do kamienic, które zajmowały ich rodziny.
Koniec sesji