05.09.2024, 09:30 ✶
Thomas wyglądał teraz wręcz jak obcokrajowiec – gdy do naturalnie ciemnych loków dołączyła opalenizna. Brenna nie znając go mogłaby pewnie uwierzyć, że miał jakiegoś ojca Włocha czy matkę Hiszpankę.
– Oj, bardzo bym chciała, żeby tak było, ale obawiam się, że umyka mi całkiem sporo. Chociaż na pewno nie to, że widzę tu w menu naleśniki z szarpaną wołowiną i serem - powiedziała niemalże radosnym tonem i gdy kelnerka podeszła, zamówiła naleśniki oraz herbatę: kawy to już wypiła wystarczająco dużo. Wybrała takie danie, bo gdy sama gotowała, robiła zwykle potrawy najmniej czasochłonne – kanapki, tosty, jajecznicę, zapiekanki, sałatki albo kurczaka – a z kolei Malwa najczęściej robiła to, co mogła w dużych ilościach serwować po kolei wszystkim domownikom. Najczęściej były to więc gary zupy, stosy kotletów (oczywiście z obowiązkowymi zdrowymi surówkami albo marchewką czy brokułami, Malwa była bardzo smutna, jak nie chcieli jeść warzywek), czasem mięsne placki, a na specjalne okazje pieczeń.
Nie pytała, dlaczego wrócił. Mogła się tego domyślać: nad Anglią zawisł cień, a tutaj znajdowali się jego krewni. I ten powrót wymagał znacznie więcej odwagi i poświęcenia niż cokolwiek, co robiła Brenna – zrezygnował z przygód, podróży, odkryć, kariery, i wracał do kraju, który zaczynała trawić wojna.
– Anglia musi być bardzo ponura po Egipcie. Chociaż tam pewnie jest okropnie gorąco, co? – spytała, kiedy kelnerka odeszła. Egipt i Afrykę Brenna znała tylko z opowieści, jej obraz tego kraju i kontynentu był więc bardzo stereotypowy, zwłaszcza że w Hogwarcie nie uczono przecież ani geografii, ani o obcych kulturach. Wiedzę czerpała więc głównie… z mugolskich powieści podróżniczych. To oznaczało piramidy, pustynie, szejków w białych nakryciach głowy, Nil, wielbłądy i straszliwą biedę afrykańskich wiosek. – Ojej, dziękuję! Jest świetny – zapewniła, wyciągając dłoń i pozwalając sfinksowi wdrapać się na swoją dłoń. Sama rzadko kupowała sobie bibeloty, ale kolekcjonowała już chętnie te, które dostawała w prezencie. – Ależ masz o mnie opinię, Tommy, zakładasz, że zwykle wracam ze zmiany w kawałkach? – spytała, unosząc na niego spojrzenie pełne rozbawienia. – Tak naprawdę nic specjalnie ekscytującego. Mamy jednego gościa, podejrzewamy go o złe rzeczy, ale brakuje dowodów, więc spędziłam większość dnia czytając raporty osób, które go obserwują, przeglądając listy miejsc, w których bywa, jego znajomych z rocznika, i tak dalej, i tak dalej…
Praca w Brygadzie wbrew pozorom rzadko była ekscytująca. Brenna miała ogromny talent do pakowania się w kłopoty, ale lwia część jej pracy to były raporty, obserwacje, dokumenty, przesłuchania…
Uniosła głowę, kiedy dostrzegła, że do knajpy weszła kobieta, z daleka zwracająca na siebie uwagę ubiorem. Z kapeluszem w kształcie sępa na głowie – o bogowie, żona jej wuja miała taki sam, Brenna nigdy nie pojmowała, dlaczego tak go hołubi – odziana w kolorową szatę o raczej mało modnym kroju.
– Oj, bardzo bym chciała, żeby tak było, ale obawiam się, że umyka mi całkiem sporo. Chociaż na pewno nie to, że widzę tu w menu naleśniki z szarpaną wołowiną i serem - powiedziała niemalże radosnym tonem i gdy kelnerka podeszła, zamówiła naleśniki oraz herbatę: kawy to już wypiła wystarczająco dużo. Wybrała takie danie, bo gdy sama gotowała, robiła zwykle potrawy najmniej czasochłonne – kanapki, tosty, jajecznicę, zapiekanki, sałatki albo kurczaka – a z kolei Malwa najczęściej robiła to, co mogła w dużych ilościach serwować po kolei wszystkim domownikom. Najczęściej były to więc gary zupy, stosy kotletów (oczywiście z obowiązkowymi zdrowymi surówkami albo marchewką czy brokułami, Malwa była bardzo smutna, jak nie chcieli jeść warzywek), czasem mięsne placki, a na specjalne okazje pieczeń.
Nie pytała, dlaczego wrócił. Mogła się tego domyślać: nad Anglią zawisł cień, a tutaj znajdowali się jego krewni. I ten powrót wymagał znacznie więcej odwagi i poświęcenia niż cokolwiek, co robiła Brenna – zrezygnował z przygód, podróży, odkryć, kariery, i wracał do kraju, który zaczynała trawić wojna.
– Anglia musi być bardzo ponura po Egipcie. Chociaż tam pewnie jest okropnie gorąco, co? – spytała, kiedy kelnerka odeszła. Egipt i Afrykę Brenna znała tylko z opowieści, jej obraz tego kraju i kontynentu był więc bardzo stereotypowy, zwłaszcza że w Hogwarcie nie uczono przecież ani geografii, ani o obcych kulturach. Wiedzę czerpała więc głównie… z mugolskich powieści podróżniczych. To oznaczało piramidy, pustynie, szejków w białych nakryciach głowy, Nil, wielbłądy i straszliwą biedę afrykańskich wiosek. – Ojej, dziękuję! Jest świetny – zapewniła, wyciągając dłoń i pozwalając sfinksowi wdrapać się na swoją dłoń. Sama rzadko kupowała sobie bibeloty, ale kolekcjonowała już chętnie te, które dostawała w prezencie. – Ależ masz o mnie opinię, Tommy, zakładasz, że zwykle wracam ze zmiany w kawałkach? – spytała, unosząc na niego spojrzenie pełne rozbawienia. – Tak naprawdę nic specjalnie ekscytującego. Mamy jednego gościa, podejrzewamy go o złe rzeczy, ale brakuje dowodów, więc spędziłam większość dnia czytając raporty osób, które go obserwują, przeglądając listy miejsc, w których bywa, jego znajomych z rocznika, i tak dalej, i tak dalej…
Praca w Brygadzie wbrew pozorom rzadko była ekscytująca. Brenna miała ogromny talent do pakowania się w kłopoty, ale lwia część jej pracy to były raporty, obserwacje, dokumenty, przesłuchania…
Uniosła głowę, kiedy dostrzegła, że do knajpy weszła kobieta, z daleka zwracająca na siebie uwagę ubiorem. Z kapeluszem w kształcie sępa na głowie – o bogowie, żona jej wuja miała taki sam, Brenna nigdy nie pojmowała, dlaczego tak go hołubi – odziana w kolorową szatę o raczej mało modnym kroju.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.