Być może Nicholas postępował lekkomyślnie. Ryzykował wiele, choćby swoje bezpieczeństwo, kierując na siebie czarnoksiężnika, który nie potrafił skutecznie poradzić sobie z trójką czarodziei, przybyłych na to miejsce. Jednakże ta metoda poskutkowała na tyle dobrze, że towarzysze mieli możliwość załatwienia go bez problemu. Co jak było widać, przyniosło należyty skutek.
Nieznajomy poleciał na ścianę i stracił różdżkę. Nicholas swoją opuścił, lecz nie wycofywał tarczy, która mogła jeszcze trochę wytrzymać i chronić ciało trupa, nienaruszone, idealnie w trumnie ułożone. Jak i zapewne jego osobę, gdyby czołgający się Nekromanta próbował odzyskać swoją broń i znów rzucić zaklęciem.
Travers zostawił go im. Swoją uwagę skierował na magiczny krąg. Trzeba było coś z tym zrobić. Ważniejszy był niż tych dwoje nieprzytomnych nieudaczników, którzy może jeszcze mieli dużo szczęścia zachowując swoje dusze. Jak bardzo ślepi i nieodpowiedzialni byli, że dali się zaskoczyć?
Odsłonił się na moment, podchodząc do przestrzeni między kamieniami obsydianowymi. Dla bezpieczeństwa, nie wchodził do środka. Tarcza powinna jeszcze wytrzymać i chronić trumnę. Zaś on, skupił się i machnął różdżką tworząc i rzucając zaklęcie rozpraszające na krąg. Chcąc orientacyjnie sprawdzić, jak bardzo jest silny. Czy da się prostymi zaklęciami go rozproszyć, usunąć. Czy może nic się nie stanie i okaże być już bardziej zaawansowaną techniką prób i błędów.
Rzut na Rozproszenie, próba usunięcia magii kręgu.
Sukces!
Sukces!